Szwecja przez lata określana była nawet „rajem” ze względu na możliwość pobierania tam wysokich zasiłków socjalnych. Teraz jednak Szwecja jest jednym z państw, które najmocniej zmagają się z masową imigracją z krajów muzułmańskich, a tamtejszy socjal stanowi czynnik pogłębiający te kłopoty.

 

Podejście Szwedów do polityki migracyjnej oraz ich rozdawnictwo postanowila wykorzystać pewna 40-latka pochodząca z Iraku. Kobieta pobierała przez cztery lata z budżetu Szwecji spore sumy pieniędzy w ramach zasiłków, równocześnie nawet nie mieszkając na terytorium tego kraju. O sprawie poinformowała gazeta Kristianstadsbladet.

 

Obywatelka Iraku, podobnie jak wielelu innych przybyszów z Azji i Afryki dotarła do Szwecji jako uchodźca, a następnie dość sprawnie zgłosiła się formalnie do wielu programów socjalnych, jakie jej przysługiwałt. Szwedzkie państwo oczywiście pieniądze z budżetu przekazywało kobiecie w ramach pomocy dla ofiary uciekającej przed wojną.

 

W rzeczywistości jednak, Irakijka wróciła do swojej ojczyzny po załatwieniu sobie „finansowania” z pieniędzy Szwedów. Oczywiście 40-latka nie zgłosiła, że wraca do Iraku.

 

Takie działanie pozwoliło kobiecie przez lata zyskiwać sporo pieniedzy.

 

– W okresie od 2013r. do 2017r. kobieta otrzymała 521 tysięcy koron (około 50 tysięcy euro) szwedzkiej zapomogi. Otrzymywała zasiłek mieszkaniowy, zasiłek rodzicielski, dodatek na dziecko i zasiłek porodowy – przekazał Richard Glantz, rzecznik policji.

 

Urzędnicy ze Szwecji odkryli cały proceder oszukania ich państwa przez Irakijkę analizując szczegółowo listy beneficjentów socjalu i porównując je z danymi posiadanymi przez straż graniczną.

 

Szwedzcy śledczy przygotowali już akt oskarżenia liczący łącznie 66 stron. Problemem jednak jest fakt, że nie wiadomo jak to europejskie państwo zmusi kobietę, aby ta zwróciła pieniądze pobrane z budżetu Szwecji w ramach zasiłków socjalnych, uprzednio załatwiając formalności.

 

 

Źródło: kristianstadsbladet.se ; ndie.pl

Fot.: Max Pixel

 

Do manifestacji doszło w centralnej części Francji. Swoje żądania postanowili publicznie wygłosić ludzie z ośrodka recepcyjnego przeznaczonego dla uchodźców, który zlokalizowany jest w miejscowości Varennes-sur-Allier. Łącznie stanowili liczbę ok. 100 osób.

 

Demonstracja pochodzących z krajów afrykańskich migrantów odbyła się we wtorkowe popołudnie, zorganizowano ją nieopodal miejskiego posterunku żandarmerii. Jej uczestnicy twierdzili, iż jest to wyraz protestu i sprzeciwu wobec „nieludzkim warunkom. Postulaty zgłaszane przez grupę mieszkańców ośrodka przez wielu postrzegane są jednak jako kuriozalne i polegające w skrócie na domaganiu się mniejszej ilości pracy, a większej ilości mięsa.

 

Migranci są zdania, że zlokalizowany na terenie ówczesnej bazy lotniczej ośrodek recepcyjny nie spełnia w takim stopniu jakim oni tego oczekują „wymaganych norm”. Ubolewają przy tym nad rzekomymi surowymi ograniczeniami, a także złą żywnością. Uważają bowiem, że zbyt wiele chleba i mleka, a niewiele mięsa. Dodatkowo uskarżają się również na fakt, że ich praca trwa we wszystkie dni od godz. 7 do godz. 17.

 

Z biorącymi udział w demonstracji imigrantami spotkali się przedstawiciele stowarzyszenia Viltaïs- organizacji odpowiedzialnej za prowadzenie tego właśnie ośrodka.

 

Wbrew słowom protestujących, dyrektor ds. reintegracji Fabien Guieze stwierdził, że w jego opinii „mieszkańcy (placówki) dobrze się odżywiają i mają bardzo zadowalające warunki życia”. Przy tym potwierdził jednak, że jakość usługi w pewnym stopniu spadła, co ma związek z mniejszymi funduszami otrzymywanymi przez stowarzyszenie.

 

Źródło: ndie.pl ; dzienniknarodowy.pl ; Twitter

 

Po zakończeniu wygranego przez Francję tegorocznego Mundialu w Rosji, oczy świata skierowane były na ulice francuskich miast, gdzie dochodziło do licznych zamieszek, demolowania oraz rabowania sklepów i tym podobnych zachowań. W dniu wczorajszym, w okolicach Paryża doszło do kolejnej kuriozalnej sytuacji.

 

Na podparyskim lotnisku Orly miała miejsce miejsce spora awantura. Wszystko rozpoczął fakt spotkania się dwóch wykonawców muzycznych mających korzenie afrykańskie. Byli to Kaaris pochodzący z Wybrzeża Kości Słoniowej oraz Booba, którego ojciec jest Senegalczykiem. Pomiędzy raperami wywiązała się bijatyka. Nie skończyła się ona jednak po krótkiej fizycznej wymianie „argumentów”, bowiem w całe zamieszanie włączyli się ich kompani. Do bójki włączyło się ponad dwudziestu towarzyszących im ludzi. Doszło do brutalnych scen.

 

 

Doszło do zniszczeń w znajdujących się w miejscu zdarzenia kilku sklepów, a także siedzeń w poczekalniach. Ze zdemolowanego terminalu pierwszego ewakuowano podróżujące osoby. Działania podjęła francuska policja.

 

 

Jak przekazano, na szczęście nie ma rannych wśród nie biorących w zamieszkach ludzi przebywających akurat na lotnisku w czasie całego zamieszania. Sytuacja była dodatkowo groźna, ponieważ wśród podróżujących znajdowały się również kobiety z dziećmi.

 

Źródło: rmf24.pl ; Twitter

Fot.: Wikimedia Commons

 

Masowa migracja z Afryki i Bliskiego Wschodu to nadal jeden z poważniejszych problemów, przed którym staje dzisiaj Europa. Nowe dane dotyczące napływu imigrantów zostały opublikowane przez Międzynarodową Organizację Migracji. Treść najnowszego raportu wskazuje m.in. na nowy główny kierunek napływających na nasz kontynent przybyszów z krajów arabskich.

 

Do tej pory wiele łodzi z imigrantami kierowało się przez ostatnie lata do wybrzeży Włoch. Teraz jednak, po zmianie tamtejszej władzy, rząd w Rzymie nie jest już otwarty na przyjmowanie imigrantów. Kilka łodzi zostało już zmuszonych do zawrócenia w innym kierunku w trakcie płynięcia w stronę włoskich portów. Minister Spraw Wewnętrznych Włoch Matteo Salvini oznajmił też, że Włosi zamierzają skończyć z łamaniem prawa obowiązującym na wodach Morza Śródziemnego, jakiego jego zdaniem dopuszczają się organizacje zabierające na statki przybyszów z Afryki i Bliskiego Wschodu. Nowe władze nie zamierzają ulegać Brukseli w kwestii kryzysu migracyjnego oraz nie godzą się na przymusowe narzucanie liczby przyjmowanych uchodźców.

 

Jak wskazuje nowy raport IOM (Międzynarodowej Organizacji Migracji), nowym priorytetem wśród kierunków obieranych przez imigrantów jest Hiszpania i to ten leżący na Półwyspie Iberyjskim kraj zastępuje Włochy w celach przybywających do Europy drogą morską ludzi.

 

IOM w Genewie przekazało, że do połowy trwającego obecnie miesiąca lipca, do Hiszpanii płynąc przez Morze Śródziemne przybyło 18 tysięcy mężczyzn, kobiet oraz dzieci. Dodatkowo niemal 3 tysiące ludzi w Afryce Północnej starało się przedostać do państw Unii Europejskiej przez Ceute i Mellile- hiszpańskie enklawy.

 

Poważnie niepokojące są doniesienia, że liczba osób docierających do naszego kontynentu zachodnim szlakiem śródziemnomorskim w bieżącym roku według danych IOM wzrosła trzykrotnie w bieżącym roku, jeśli zestawimy to z analogicznym okresem w roku 2017. Ilość tak przybywających migrantów już przekroczyła liczbę osób docierających na terytorium UE przez Grecję oraz Włochy.

 

Trzeba jednak mieć na uwadze fakt, że w 2018 roku jak na razie dotarło do Włoch o 80% mniej imigrantów, niż przez pierwsze 7 miesięcy roku ubiegłego. Wpływ na tą zmianę ma postawa nowego włoskiego rządu.

 

 

Jak podaje tvp.info, niemieckie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych poinformowało o malejącej liczbie wniosków o azyl polityczny, publikując dane za pierwsze półrocze 2018. W tym okresie z pierwszym wnioskiem o azyl wystąpiło 93 tysięcy osób.

Resort spraw wewnętrznych zauważył, że to o 16,4 procent mniej niż w pierwszych sześciu miesiącach ubiegłego roku.

Najwięcej wnioskodawców pochodziło z Syrii (22 520), Iraku (9015) oraz Afganistanu (6222).

Do kwietnia u naszych zachodnich sąsiadów – w Niemczech zarejestrowano 44 tysięcy uchodźców.

W pierwszym półroczu Federalny Urząd ds. Migracji i Uchodźców (BAMF) wydał decyzję w sprawie 125 tysięct wniosków – to o 69 procent mniej niż w pierwszym półroczu 2017 roku. Za uchodźców uznano 15,5 procent wnioskodawców. Odrzucono aż 36 procent wniosków.

Uprawnione do uzyskania azylu w Republice Federalnej Niemiec są osoby, które prześladowane są w swoich krajach z przyczyn politycznych lub ze względu na przynależność do określonej grupy etnicznej – informuje Deutsche Welle. Na ograniczoną ochronę mogą liczyć osoby, którym w kraju pochodzenia grozi uszczerbek na zdrowiu lub życiu ze względu np. na działania wojenne.

Jak podaje tvp.info: „Szef MSZ Horst Seehofer w czasie przedstawienia swojego „planu generalnego” na temat migracji powiedział, że do Niemiec „nadal przybywa bardzo wiele ludzi”. Przypomniał, że w umowie koalicyjną partie chadeckie oraz socjaldemokraci zobowiązali się ograniczyć liczbę napływających uchodźców do 220 tys. rocznie. Minister ocenia, że ta liczba zostanie przekroczona”.

Jak informuje nczas.com, władze Malty zatrzymały kolejny statek przemytników ludzi. Zabroniono mu opuścić portu. Kapitan poprzedniego zatrzymanego statku został aresztowany.

Zatrzymany w porcie statek należy do niemieckiej grupy przemytniczej Sea-Watch, mianującej się organizacją pozarządową. Zatrzymany statek to Sea-Watch 3. Kapitan Pia Klemp twierdzi, że poinformował, że statek pływa pod holenderską, banderą, podobnie jak zatrzymany wcześniej Lifeline. Włochy oskarżają Sea-Watch, że należące do niej statki służą do przemytu ludzi.

Organizacja opublikowała oświadczenie, że zatrzymanie statku „jest aktem politycznym mającym uniemożliwić ratowanie ludzi”.

Klemp twierdzi – Nasz statek jest właściwie zarejestrowany i ma prawo pływać pod holenderską banderą. Jesteśmy najlepiej wyposażona i przeszkoloną załogą w tym rejonie i nie ma żadnych podstaw prawnych, by zatrzymywać nasz statek.

Według nczas.com: „W poniedziałek przed maltańskim sądem zeznawał kapitan Lifeline, który na wyspie oskarżony jest o brak prawidłowych dokumentów rejestracyjnych statku. Według Maltańczyków sam kapitan Claus-Peter Reisch nie ma odpowiednich patentów. Jego papiery pozwalają mu dowodzić jednostkami, ale tylko w maksymalnej odległości 30 mil morskich od wybrzeża”.

Inspektor policji Mario Haber mówi, że statek Lifline został zarejestrowany jako jacht w holenderskim klubie. Jednak Holandia zaprzecza, aby w ogóle Liveline był w jej rejestrach.

Statki przemytników zaczęły przypływać na Maltę po tym jak Włosi przestali wpuszczać je do swych portów. Jednocześnie sami Maltańczycy przyjmują imigrantów, pozwalają im zejść na ląd, jednak zatrzymują statki i uniemożliwiają dalsze wykorzystywanie ich do przemytu.

Jak podaje tvp.info, libijska marynarka wojenna informuje, że 64 osoby uznano za zaginione po zatonięciu łodzi z migrantami u wybrzeży Libii. Uratowanych zostało 41 osób kierujących się do Europy, mieli na sobie kamizelki ratunkowe.

Z relacji ocalonych wynika, że łącznie łodzią płynęły 104 osoby. Do zatonięcia doszło kiedy łódź znajdowała się na wysokości Garabouilli, miejscowości położonej ok. 50 km na wschód od Trypolisu.

To właśnie Libia jest najczęściej wybieranym punktem startowym do przedostania się do Europy drogą morską. W okresie ostatnich czterech lat środkową częścią Morza Śródziemnego do Włoch wyruszyło ponad 600 tysięcy migrantów. Zdecydowana część z nich pochodziła z Libii.

W obecnym roku drogą morską do Europy przedostało się aż 11 tysięcy migrantów.

Jak podaje tvp.info: „Włoski rząd zapowiedział przekazanie Libii 10 łodzi patrolowych Straży Przybrzeżnej i dwóch jednostek Gwardii Finansowej, by wesprzeć ten kraj w walce z przemytem migrantów. Pomoc jest realizacją obietnicy złożonej podczas kampanii wyborczej przez obecnego premiera Giuseppe Contego.
Rzym zapowiedział również zapewnienie szkolenia funkcjonariuszy libijskich służb morskich. To na nie spadł głównie obowiązek ratowania migrantów z dryfujących łodzi i pontonów na wodach Libii po tym, gdy włoskie władze wskazały Straż Przybrzeżną tego kraju jako uprawnioną do takich operacji”.

Migranci zazwyczaj odwożeni są z powrotem do Afryki. Natomiast włoskie porty zostały zamknięte dla statków zagranicznych organizacji pozarządowych zabierających ludzi z morza.

Według PAPu,  gencje powołujące się na źródła w CSU podają, że Horst Seehofer rezygnuje z funkcji ministra spraw wewnętrznych Niemiec oraz z funkcji lidera tworzącej koalicję rządzącą bawarskiej Unii Chrześcijańsko-Społecznej (CSU).

Podczas spotkania szefostwa bawarskiej partii w Monachium Seehofer poinformował zebranych o swojej decyzji.

Horst Seehofer od pewnego czasu nie zgadza się z polityką migracyjną prowadzoną przez kanclerz Niemiec Angelę Merkel. Jest przeciwnikiem „polityki otwartych granic” i opowiada się za zamknięciem granic dla migrantów.

Jak podaje pap.pl: „W niedzielę Seefoher oświadczył, że nie jest zadowolony z propozycji kanclerz Angeli Merkel w sprawie migrantów i wyjaśnił, że nie widzi alternatywy dla zawracania ludzi z niemieckich granic. Jego partia domaga się jednostronnego zaostrzenia polityki azylowej, żądając zakazu wjazdu do Niemiec dla imigrantów, którzy złożyli już wniosek o azyl w innym kraju UE lub nie posiadają dokumentów. CDU dopuszcza takie rozwiązanie tylko w porozumieniu z innymi krajami UE”.

Przed zakończonym dwudniowym szczytem unijnym w piątek Seehofer groził Merkel, że w przypadku braku konkretnych europejskich rozwiązań w sprawie migracji, granice Niemiec dla migrantów zostaną zamknięte.

Merkel twierdzi, że  osiągnięcia z unijnego szczytu powinny zaspokoić oczekiwania bawarskich konserwatystów. Oceniła również, że mają one „efekt równy” zamknięciu granic dla osób ubiegających się o azyl, które przemieszczają się wewnątrz Unii Europejskiej – czyli zatrzymaniu tzw. migracji wtórnej. Przyznała jednak, że jest to „jej osobista opinia”, a „decyzję CSU musi podjąć sama”. (PAP)

Podczas szczytu przywódcy unijnych krajów uzgodnili, że w państwach Unii Europejskiej, które dobrowolnie się na to zgodzą, powstaną centra kontroli migrantów. Ustalono także, że uchodźcy z centrów zlokalizowanych w UE w krajach, które dobrowolnie się na to zgodzą, będą podlegali relokacji do innych państw.

Jak informuje Radio RMF FM polska była gotowa w pewnym momencie zerwać szczyt. Taką zakulisową relację z imigracyjnego szczytu Unii Europejskiej  przedstawiła jedna z dziennikarek, Katarzyna Szymańska-Borginon. Na szczycie zapadła decyzja o odejściu od przymusowej relokacji imigrantów.

 

Na szczycie rozegrała się batalia dyplomatyczna między poszczególnymi państwami o kształt podejmowanych decyzji. Według informacji RMF FM prezydent Francji kilkukrotnie zmieniał zdane najpierw twierdząc, że zasada przymusowej relokacji jest „martwa, a następnie zmieniał zdanie na zupełnie przeciwne.

 

Za kompromisem optował przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk. Wyszedł on naprzeciw oczekiwaniom Włoch walczących o zasadę wspólnej odpowiedzialności za ratowanie migrantów. To rozwiązanie odrzucały państwa Grupy Wyszehradzkiej, w tym Polski, gdyż nie było tam mowy o dobrowolności relokacji.

 

W tekście tej propozycji, którą widziała dziennikarka RMF FM, w akapicie o tworzeniu na terytorium UE „kontrolowanych centrów” dla uchodźców jest mowa o przyjmowaniu (zasada solidarności) tych migrantów, którzy wymagają ochrony międzynarodowej. I nie ma ani słowa o „dobrowolności” — infromuje rmf24.pl.

 

Polska nie godząca się na taką wersję zapisów dawała o zrozumienia, że jest gotowa zerwać rozmowy. Kompromis osiągnięto dopiero po wielogodzinnych rozmowach.  Na osiągnięciu kompromisu bardzo zależało Niemcom z Angelą Merkel na czele ze względu na chęć zamknięcia choć jednego frontu sporu na łonie Unii Europejskiej oraz ze względu na wewnętrzne problemy Kanclerz Niemiec.

 

źródło: rmf24.pl