Opierając się na informacjach portalu niezalezna.pl oraz irackich źródłach sądowych dowiemy się, że wiceszef dżihadystycznej organizacji Państwo Islamskie w Iraku i Syrii Ismail Alwan Salman al-Ithawi został skazany dziś na śmierć przez sąd w Bagdadzie. 

Rzecznik sądu Abdul Sattar Bajrakdar oświadczył, że „Sąd karny w Karkh (w Bagdadzie, na zachodnim brzegu Tygrysu) skazał na śmierć przez powieszenie terrorystę Ismaila Alwana Salmana al-Ithawiego”.

Sąd orzekł, że dżihadysta „zajmował wiele stanowisk w organizacji terrorystycznej Daesz (arabski akronim Państwa Islamskiego)”.

„Uciekł do Syrii i utrzymywał kontakty z przywódcami plemiennymi, a następnie przybył do Turcji po wyzwoleniu większości obszarów okupowanych przez dżihadystów” – poinformował sąd w komunikacie.

15 lutego bieżąceg roku irackie władze poinformowały, że Ithawi został przewieziony do Iraku w ramach wspólnej operacji wywiadu służb irackich, tureckich oraz amerykańskich.

Wysoki rangą przedstawiciel komórki irackiego wywiadu ds. tropienia członków IS poinformował, że jego zespołowi „udało się zinfiltrować najwyższe kierownictwo ekstremistycznej organizacji Państwo Islamskie, a także prześledzić wszystkie działania 55-letniego Ithawiego, pochodzącego z Ar-Ramadi” w środkowym Iraku.

Ithawi był szefem komitetu odpowiedzialnego za mianowanie emirów IS, a także „ministrem odpowiedzialnym za wydawanie fatw (edyktów religijnych) Państwa Islamskiego”.

Źródło: niezalezna.pl
fot. Wikipedia Commons

W wojnie, którą toczy islam z cywilizacją zachodnią zamachy terrorystyczne są akcjami dywersyjnymi, które odwracają uwagę od znacznie poważniejszego zagrożenia: systematycznego zasiedlania Europy przez muzułmanów. Zamachy tak absorbują uwagę nie tylko publiczności, ale też mediów, że proces zasiedlania odbywa się bez poważniejszych sprzeciwów. Islamskie ośrodki w krajach arabskich nie ukrywają, że ich celem jest podbój Europy. Osiedlanie się na naszym, kontynencie milionów muzułmanów ma doprowadzić do ustanowienia tu ich władzy oraz prawa szariatu. Europa ogłosiła wojnę z terroryzmem. W wojnie tej wróg został błędnie zdefiniowany. To nie terroryzm, ale arabski islam w wersji wahabickiej i salafickiej toczy wojnę z Europą. Terroryzm to tylko dywersja.

 

Serce wędruje z miasta do miasta

Zamach terrorystyczny jest spektaklem. Po każdym aktywizują się media. Świadkowie demonstrują emocje, a zaraz potem kto tylko zdoła się dopchać przed kamery lub na  łamy komentuje wydarzenie z wielkim zapałem. Publicyści, specjaliści od terroryzmu, polityczni propagandyści oraz politycy mają kolejną okazję lansowania się. Spece od terroryzmu powtarzają ze smakiem wciąż te same prawdy: celem terrorystów jest zastraszenie, a my się zastraszyć nie damy. Mistrzowie surwiwalu radzą jak się zachowywać podczas ataku: schować się, wycisnąć trochę krwi z leżących w pobliżu zwłok lub z rannego i usmarowawszy się nią udawać trupa. Telewizyjni mędrcy powtarzają zwyczajem mędrców swoje mądrości:  należy walczyć z terroryzmem, a nie z islamem bla bla bla bla, musimy przywyknąć do zamachów bla bla bla, należy oddzielić terrorystów od pokojowo nastawionych muzułmanów bla bla bla, wygramy wojnę z terroryzmem, jeżeli bla bla bla. Donald Tusk powtarza na Twitterze „Moje serce jest w (tu następuje nazwa miasta, w którym odbył się zamach)”. Ostatnio zdobył się na oryginalność i napisał „Cała Europa stoi razem z Barceloną”. Podobnie skonwencjonalizowane i równie oryginalne slogany wygłaszają europejscy politycy i wysocy urzędnicy z Brukseli. Im osobiście ten cały ten terroryzm nie zagraża, bo żyją w bezpiecznych enklawach otoczeni bandami ochroniarzy. Terroryści też dziwnie nie kwapią się do ataków na komisarzy czy ministrów. Przez dwa lub trzy dni media mają używanie, w czwartym dniu publiczność czuje się już znudzona, lans się kończy, media wracają do zwykłej codzienności opowiadając o zawodach sportowych, drogowych wypadkach, życiu uczuciowym i płciowym celebrytów, a co ambitniejszym o tym, co powiedział jeden polityk o drugim polityku, a drugi o trzecim…Aż do następnego zamachu.

 

A do Europy wciąż płyną muzułmanie

Tymczasem bez przerwy, dzień po dniu do Europy wlewają się muzułmanie. Młodzi mężczyźni bez dokumentów, bez wykształcenia i bez chęci do pracy. Nikt na to nie zwraca już uwagi, bo nie ma w tym napływie nic spektakularnego.  Jeszcze parę lat temu ich przybywanie na nasz kontynent było dramatyczne, bo płynęli przez Morze Śródziemne na tandetnych łódkach i pontonach, niekiedy tonących. Ich nieszczęście budziło współczucie. Publika witała ich z otwartymi ramionami, podobnie jak kanclerz Angela Merkel.

Od kiedy jednak arabscy przemytnicy ludzi podzielili się pieniędzmi z europejskimi organizacjami pozarządowymi, muzułmańscy przybysze podróżują wygodnie i bezpiecznie. Publiczność przestała się nimi interesować, politycy też, bo już nic na imigrantach ugrać się nie da.  Przybysze z afrykańskich i azjatyckich krajów muzułmańskich przedzierają się do Europy spontanicznie. Ale jest to spontaniczność organizowana i sterowana przez dwie sunnickie sekty: wahabitów i salafitów.  Wahabici – w krajach arabskich żyje ich około 20 milionów – wyznają proste zasady: obowiązkiem muzułmanina jest nawracanie odstępców, zabijanie niewiernych, szerzenie islamu oraz podporządkowywanie całego świata prawu szariatu. W Arabii Saudyjskiej wahabizm jest religią państwową, a w Katarze wyznawcy stanowią około 47 proc. mieszkańców. Podobne zasady wyznaje odłam muzułmanów zwących się salafitami. Jest ich około 50 milionów. Według ekspertów na uzbrojenie i szkolenie członków islamskich organizacji terrorystycznych oraz na propagandę wyjazdów muzułmanów do Europy wahabici i salafici wydali dotąd około 100 miliardów dolarów.  W meczetach Azji i Afryki mułłowie finansowani przez wahabitów z Arabii Saudyjskiej albo z Kataru, Kuwejtu czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich namawiają młodych ludzi do wędrówki ku Europie, zapewniając, że każdemu przybyszowi niewierni dadzą mieszkanie, samochód i pieniądze na życie. Każdy też będzie mógł po osiedleniu się w Europie sprowadzić rodzinę. Rodzina, która tam obejmuje nie tylko bliskich, ale i dalekich krewnych, składa się więc na koszta i wysyła w podróż najbystrzejszego i najenergiczniejszego młodego człowieka, żeby dotarł do Europy, sprowadził krewnych i żeby potem wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

 

Ani domu nie dali, ani auta

W Europie okazuje się, że niewierni samochodów nie dają, zamiast mieszkań przydzielają łóżka w kilkuosobowych pokojach, a zasiłki – nawet w Niemczech – ledwo wystarczają na życie. Przybysze czują się oszukani. Nie przez mułłów ze swych wiosek oczywiście, bo mułłowie – jak wiadomo – mówią wyłącznie prawdę, ale przez niewiernych. Dodatkowo muzułmańscy osadnicy widzą wokół bogactwo: piękne domy, samochody, kobiety z obnażonymi włosami i nogami, restauracje i sklepy, na które ich nie stać. To pogłębia poczucie krzywdy, bo przecież to bogactwo należy się muzułmanom, a nie niewiernym. Kiedy rozgoryczeni idą do europejskiego meczetu, żeby poskarżyć się Allachowi na tak jawną niesprawiedliwość, europejscy mułłowie – też finansowani przez Arabię Saudyjską albo Katar, Kuwejt czy Zjednoczone Emiraty Arabskie – mówią im, żeby czekali, bo już niebawem islam zwycięży, a wtedy muzułmanie zabiorą niewiernym domy i samochody, a ich kobiety uczynią niewolnicami. I tym właśnie – czekaniem na zwycięstwo islamu – zajmują się muzułmańscy przybysze. Chcą spokojnie i wygodnie żyć w Europie, jak twierdzi lewicowa propaganda. Ale są też przekonani – to lewicowa propaganda przemilcza – że spokojne i wygodne życie zapewni im tylko szariat. Wysłannicy muzułmańskich rodzin nie są żołnierzami w wojnie, którą islam toczy z zachodem. Są ofiarami tej wojny i zarazem bronią wycelowaną przez mułłów w Europę. Są świadomi swej roli w najeździe na Europę mniej więcej tak samo jak były świadome swojej roli słonie bojowe w armii Hannibala. Wahabicki plan podboju Europy polega na wykorzystaniu europejskiej demokracji: kiedy muzułmanów będzie wystarczająco wielu, opanują rządy i obejmą władzę. Z planu tego nie zdaje sobie sprawy przytłaczająca większość Europejczyków. Znakomicie go za to rozumieją lewicowi politycy, a oni właśnie rządzą Europą, poza Polską, Węgrami i Wielką Brytanią.

 

Wahabici, salafici i piąta kolumna

W wojnie islamu z Europą aktywną rolę pełni europejska piąta kolumna. Lewicowe partie rządzące krajami Europy i lewicowi politycy wspierają podbój, bo ich zdaniem muzułmańscy osadnicy przybliżają realizację socjalistycznej utopii: nowej Europy bez państw, religii, tradycji, kultury i tradycyjnie rozumianego prawa.

Przybyszów z krajów arabskich, z Afryki i z Azji lewicowi politycy i propagandyści nazywają uchodźcami, żeby z góry spacyfikować ewentualny opór przeciw ich przyjmowaniu. Opór jest zresztą niewielki, bo umysły europejczyków sparaliżowane są polityczna poprawnością. Zamachy terrorystyczne lewica wykorzystuje zgodnie z zamiarem ich organizatorów: do odwracania uwagi od najazdu. Inspirowane przez nią jałowe dyskusje o terroryzmie, demonstracje przeciw terrorystom, malowanie kredkami na chodnikach antyterrorystycznych kwiatków oraz tweety o wędrującym sercu – mają zająć i zajmują uwagę Europejczyków. A najważniejsze, że im bardziej Europejczycy boją się radykalnych islamistów, tym łatwiej pokochają pokojowo nastawionych muzułmanów z wdzięczności za to, że ci drudzy nie mordują, choć przecież mogliby. Ten społeczny wariant syndromu sztokholmskiego działa!

 

Kadrowe struktury islamu powstają też w Polsce. Rząd Rzeczpospolitej blokuje najazd muzułmanów argumentując, że wśród nich są zakamuflowani terroryści. To jednak nie zapewnia bezpieczeństwa Polsce i Polakom.  Wahabici nie zrezygnowali z podboju Rzeczypospolitej tylko dlatego, że aktualna władza zablokowała napływ osadników. Władza przecież w końcu się zmieni i osadnicy zaczną napływać. W naszym kraju poza oficjalnie budowanym meczetami, w domach albo mieszkaniach wykupywanych przez prywatne osoby powstają tajne muzułmańskie świątynie, w których nie tylko spotykają się muzułmanie, ale też trwa indoktrynacja Polaków. Według niektórych badaczy islamu w Polsce jest już tych meczetów prawie 600, ale liczba ta nie jest pewna.  Żadne wiarygodne statystyki nie podają liczby muzułmanów mieszkających w Polsce. Jeśli pominąć całkowicie zasymilowanych polskich Tatarów, żyje tu około 30 tysięcy napływowych muzułmanów. Nie można pominąć od 2 do 5 tysięcy Polek, które przeszły na islam pod wpływem arabskich mężczyzn, z którymi się formalnie lub nieformalnie związały. Znacznie mniej jest etnicznych polskich mężczyzn którzy stali się muzułmanami. Obecnie nie napływają wprawdzie masowo osadnicy, ale płyną wahabickie pieniądze. Część tych pieniędzy wypłacana jest jako żołd ludziom, którzy werbują kandydatów na muzułmanów, w tym Polakom, którzy przeszli na islam.  Mułłowie oficjalnie w Polsce działający głośno potępiają terroryzm, ale w ich meczetach zbierają się kadrowe organizacyjne struktury gotowe do wchłonięcia muzułmańskich osadników, kiedy zmieni się koniunktura polityczna i do władzy wróci lewica. Islamscy najeźdźcy ani na chwilę nie zrezygnowali z podboju Polski. Czekają cierpliwie, gotowi na masowy napływ muzułmańskich migrantów, a w rezultacie na objęcie władzy nad Polską.

 

Tekst pochodzi z 38. numeru kwartalnika „Myśl.pl”.

 

Wojciech Jankowskidziennikarz, wolny strzelec. W przeszłości związany z tygodnikiem NSZZ „Solidarność” „Odrodzenie”.  Przez niemal dekadę dziennikarz „Gazety Wyborczej”, a po odejściu z jej redakcji współpracownik regionalnych dzienników i tygodników na Dolnym Śląsku oraz m.in. „Najwyższego Czasu” i „Opcji na Prawo”.

 

 

Fot.: Wikimedia Commons

 

Osama bin Laden to najsłynniejszy z terrorystów ostatnich dziesięcioleci. Był on za życie przywódcą Al Kaidy- organizacji terrorystycznej, której do dziś się przypisuje przeprowadzenie niektórych z największych ataków terrorystycznych. Bin Laden został zabity w 2011 roku na terytorium Pakistanu. Teraz po latach zarówno od jego śmierci, a tym bardziej ataku na WTC, głos zabrała matka ówczesnego lidera dżihadystów Alia Ghanem.

 

Kobieta udzieliła wywiadu brytyjskiemu „The Guardian”. Matka Osamy bin Ladena nadal wspomina syna jako dobre dziecko. O sprowadzanie go na złą drogę, co miało doprowadzić do ataków z 11 września 2001 roku, obwinia ona ludzi ze znajdującego się w mieście Jeddah uniwersytetu im. Króla Abdulaziza. Znajduje się to miejsce w Arabii Saudyjskiej, czyli kraju z którego pochodzi cały bogaty ród bin Ladenów.

 

Na uczelni tej, młody Osama studiował co ciekawe ekonomię. Jak twierdzi Alia Ghanem, w tamtych czasach nie przyszłoby jej do głowy, że jej syn zradykalizuje się i zostanie terrorystą. Uważa, że na uniwersytecie zrobiono jej dziecku pewnego rodzaju „pranie mózgu”. Nasuwa się więc pytanie o poziom indoktrynacji na niektórych uczelniach w muzułmańskich krajach.

 

– Wszyscy, którzy go wtedy znali, szanowali go. My byliśmy z niego bardzo dumni. I wtedy pojawił się Osama – mudżahedin. Ludzie na uniwersytecie go zmienili. Był dobrym dzieckiem zanim ich poznał, a oni wyprali mu mózg – twierdzi i tłumaczy swego syna Alia Ghanem.

 

Jak uważa matka dawnego lidera Al Kaidy, bliscy Osamy martwili się widząc co się z nim dzieje. W domu, w którym „The Guardian” przeprowadził rozmowę do dzisiaj widać fotografie słynnego terrorysty z czasów kiedy był w różnym wieku. Wypowiedzieć zdecydowali się również inni członkowie rodziny Osamy bin Ladena.

 

– Winni wszystkich z jego otoczenia, ale nie jego. Nadal widzi w nim dobrego chłopca, jakim był, kiedy był mały. Nie widzi w nim dżihadysty – powiedział przyrodni brat Osamy Ahmad, wyjaśniając iż matka do dzisiaj nie potrafi winić go za przeprowadzane zamachy oraz kocha swojego syna, który stał się z czasem tak znaną postacią w świecie globalnego terroryzmu.

 

Hassan, drugi brat dawnego szefa Al Kaidy stwierdził, że bliscy od razu wiedzieli, kto jest odpowiedzialny za przeprowadzenie zamachu na WTC.

 

– Od najmłodszego do najstarszego – wszyscy się go wstydziliśmy. Wiedzieliśmy, że poniesiemy straszne konsekwencje – opowiedział Hassan.

 

Zdaniem bliskich Osamy, po raz ostatni widzieli się z nim w bazie w Afganistanie. Miało to miejsce w 1999 roku, czyli dwa lata przed atakami na Stany Zjednoczone Ameryki.

 

Obecnie najmłodszy syn słynnego terrorysty Hamza ma 29 lat. Uważa się go za następcę Egipcjanina Aymana al-Zawahiriego (widocznego na zdjęciu wyżej), który przejął władzę w organizacji po Osamie. Służby USA utrzymują, że Hamza to obecnie światowy terrorysta, który może stać się porównywalnie niebezpieczny jak jego ojciec. On sam również deklarował w ostatnich latach, że pomści śmierć swojego ojca oraz sprawi, że działania Al Kaidy przyćmią inne islamistyczne ugrupowanie- Państwo Islamskie. Takie treści Hamza bin Laden przekazywał w komunikatach skierowanych do muzułmanów.

 

Brat Osamy Hassan, będący wujkiem dla 29-latka stwierdził, że gdyby miał okazję przestrzegłby Hamzę przed naśladowaniem ojca.

 

– Gdyby dziś przede mną stanął, powiedziałbym mu, żeby się nie mścił, że nie chcemy znowu przez to przechodzić. Powiedziałbym mu: Zaufaj Bogu, On cię poprowadzi. Dwa razy pomyśl, zanim coś zrobisz. Nie idź w ślady swojego ojca – mówił w wywiadzie Hassan.

 

Ostatnim głośnym atakiem przeprowadzonym w krajach zachodnich przez członków Al Kaidy był ten przeprowadzony w Paryżu na początku 2015 roku, którego celem stała się redakcję Charlie Hebdo- francuskiego tygodnika kpiącego z ważnych dla wyznawców różnych religii wartości. Napastnikami okazali się wówczas bracia Said i Cherif Kouachi. Utrzymywali oni wówczas kontakty z terrorystą o nazwisku Amedy Coulibaly, który deklarował przynależność i sympatię wobec ISIS.

 

Przywódcy Państwa Islamskiego oraz Al Kaidy nadal mają jednak ze sobą wrogie relacje co doprowadza do walk pomiędzy ich bojownikami. Ewentualny sojusz tych motywowanych radykalnym islamem organizacji terrorystycznych skutkować mógłby sporym zagrożeniem dla bezpieczeństwa w skali globalnej.

 

Źródło: The Guardian ; rmf24.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

W Afganistanie w ostatnich dniach jest wyjątkowo niebezpiecznie. W kraju tym doszło w ostatni wtorek do kolejnych ataków terrorystycznych. Celem zamachu przeprowadzonego w Dżalalabadzie był budynek lokalnych władz. Najpierw zamachowiec-samobójca wysadził się przy bramie wejściowej, a następnie uzbrojeni napastnicy wzięli wewnątrz budynku kilkunastu zakładników.

 

Doszło do wymiany ognia oraz eksplozji przy okazji interwencji służb. Po kilku godzinach Attaullah Chogiani, rzecznik prasowy władz prowincji Nangarhar, przekazał informacje o zakończeniu ataku oraz wyeliminowania sprawców zamachu. Budynek został zniszczony. Do zamachu miało dojść w czasie, kiedy w budynku odbywało się spotkanie z przedstawicielami pozarządowych organizacji, a temat były temat uchodźców.

 

Chogiani stwierdził też, że terroryści zabili w sumie 15 osób. Taka sama ilość osób została ranna. Liczba ofiar mogła wzrosnąć po przeszukaniu przez odpowiedzialne za to służby gruzów budynku, w którym miała miejsce cała dramatyczna sytuacja.

 

Inne dane przekazał członek Rady prowincji Nangarhar Sohrab Kaderi. Według jego słów, życie straciło przy okazji ataku 8 osób, a co najmniej 30 zostało rannych.

 

Od ataku w Dżalalabadzie zdystansowali się talibowie. Tamten rejon stanowi bastion konkurencyjnego wobec nich Państwa Islamskiego, którego członkowie już wcześniej przeprowadzali ataki terrorystyczne w ostatnich tygodniach. Jeden z nich miał miejsce jeszcze w sobotę, kiedy zaatakowano szkołę dla położnych. Odpowiedzialność za te zamachy wzięli na siebie właśnie dżihadyści z IS (Państwa Islamskiego). Zapewne atak na budynek władz, który przeprowadzono w sobotę również zorganizowała ta znana zbrodnicza organizacja.

 

Talibowie odpowiadać mogą za to za zdarzenie do jakiego doszło również we wtorek, ale w prowincji Farah na zachodzie Afganistanu. Na podłożoną minę wjechał autobus. W ataku zginęli cywile, głównie kobiety oraz dzieci.

 

– Była to mina podłożona przez talibów, którzy chcieli uderzyć w siły bezpieczeństwa. Ale trafiło na autobus z pasażerami – objaśnił Muhibullah Muhib, rzecznik lokalnej policji w rozmowie z agencją informacyjną AFP.

 

Co najmniej 11 osób straciło życie, a 31 odniosło obrażenia w wyniku wybuchu miny.

 

Obecnie w Afganistanie nasilił się konflikt pomiędzy dwoma islamistycznymi ugrupowaniami terrorystów. Wspieranymi przez Al Kaidę Talibami a Państwem Islamskim, którego członkowie rosną w siłę po porażkach na terytorium Syrii. Działania zbrojne pomiędzy dżihadystami nasiliły się w lipcu. Walki pomiędzy Talibami a IS toczyły się w ostatnich tygodniach w prowincjach Laghman, Dżauzdżan, Kunar oraz Sar-e Pol.

 

Zmagania pomiędzy tymi ugrupowaniami odbywają się również na płaszczyźnie propagandowej. Talibowie mają przewagę liczebną i są obecni w Afganistanie od wielu lat. Państwo Islamskie zaś stara się przekonać do siebie radykalnych muzułmanów w tamtym kraju ideą globalnego zbrojnego dżihadu oraz budowaniu wielkiego kalifatu, a nie jak głoszą przedstawiciele Talibów i Al Kaidy skupieniu się na tworzeniu emiratów na bardziej ograniczonych terytoriach.

 

W ostatnim czasie w Afganistanie, przy okazji tego konfliktu życie straciło ponad 100 osób.

 

Źródło: pl.sputniknews.com ; tvn24.pl

 

Do interesujących wniosków doszli autorzy zamieszczonego na łamach The Telegraph raportu z programu przeciwdziałania ekstremizmowi- CEP. Eksperci ci są zdania, że istnieje związek między funkcjami oferowanymi przez Facebook, a działalnością i tworzeniu się siatki terrorystów z Państwa Islamskiego.

 

Specjaliści z CEP postanowili dokładniej przyjrzeć się kwestią portalu społecznościowego Facebook pod kątem aktywności ok. tysiąca osób popierających samozwańczy kalifat. Wywnioskowali oni, że Facebook automatycznie pomagał w drodze do zostania dżihadystą.

 

Osoba zafascynowana danym tematem czy ideologią z reguły zostawia polubienia na fan page’ach związanych z zakresem jego zainteresowań. W związku z czym, osoby zaczynające się zajmować tematem radykalnego islamu i zaciekawione nim, „lajkują” strony propagujące działania oraz idee dżihadystów.

 

Takie wyrażanie swoich poglądów, fascynacji i sympatii przez polubienia na facebookowych stronach, powoduje w następstwie, że portal zaczyna nam wśród sugerowanych znajomych wyświetlać m.in. osoby o podobnych upodobaniach. To właśnie sprawia, że dżihadyści mogą sprawniej nawiązywać ze sobą kontakty.

 

– Porażka w efektywnym monitorowaniu działalności platformy sprawiła, że Facebook stał się miejscem, gdzie znaleźć można złożone sieci popierające Państwo Islamskie, islamistyczną propagandę oraz narzędzia służące do werbowania nowych członków – twierdzi Gregory Waters, który jest jedną z osób, które przyczyniły się do powstania raportu.

 

Jak informuje New York Times, w ubiegłym roku Facebook ogłosił iż usprawni usuwanie treści, które zostaną uznane za takie propagujące nienawiść. Nie jest wiadome do końca jak to się przekłada na funkcjonowanie i werbowanie wśród organizacji powiązanych z radykalnym islamem. Wiele osób, również w Polsce, zarzuca jednak władzom portalom, że kasowane i blokowane są na nim treści niepoprawne polityczne, które opierają się na promowaniu kontrowersyjnych czy patriotycznych wartości lub takie, które zbyt pochopnie zostają uznane za obrazę islamu czy szerzenie rasizmu.

 

W 2017 roku, zatrzymany został przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego nastoletni Dawid D. z Katowic, który nawiązał i utrzymywał kontakty z członkami Państwa Islamskiego. Miał on dzielić się z nimi informacjami oraz samemu rozpowszechniać treści świadczące o tym, że zamierza on przeprowadzić zamach terrorystyczny na terytorium Polski.

 

Do ataku doszło na południu kraju, a dokładniej w miejscowości Seyne-sur-mer. Kobieta dokonała ataku w hipermarkecie krzycząc przy tym „Allahu Akbar!” (Allah jest wielki).

 

Islamistka rozpoczęła swój atak, kiedy znajdowała się przy kasie w sklepie. Raniła nożem klienta oraz ekspedientkę. Zaatakowane osoby przeżyły, jednak zostały ranne. Sprawczyni została zatrzymana.

 

Informacje na temat tego jak przebiegało całe zdarzenie, przekazał miejscowy dziennik „Nice-Matin”. Te niepokojące doniesienia potwierdził również prokurator Bernard Marchal. W ataku nożowniczki bardziej ucierpiał mężczyzna znajdujący się w hipermarkecie jako klient. Został on dwa razy ugodzony nożem w klatkę piersiową i w wyniku odniesionych ran musi być hospitalizowany. Według prokuratury kobieta była chora psychicznie.

 

– To najwyraźniej izolowany fakt, osoba ze sprawdzonymi zaburzeniami psychiatrycznymi – stwierdził prokurator Bernard Marchal. Jednocześnie nie wyklucza on, iż motywacją był tutaj radykalizm w poglądach sprawczyni ataku.

 

Prowadzone jest już śledztwo w sprawie zajścia w Seyne-sur-mer. Kobieta, która zaatakowała nożem na terenie sklepu nie była wcześniej notowana przez policję.

 

– Istnieje domniemanie zamachu i przestępstwa o podłożu terrorystycznym – zaznacza Bernard Marchal.

 

Badane są jej ewentualne związki z Państwem Islamskim lub innej organizacji terrorystycznej o podłożu islamistycznym. W celu ustalenia kolejnych szczegółów sprawy, podjęto różne działania, w tym m.in. przeszukanie domu kobiety, do którego doszło w godzinach popołudniowych.

 

– Nie wiemy jeszcze, czy te fakty zaliczyć do aktów terrorystycznych. W każdym razie doszło do sterroryzowania człowieka, który niczego się nie domagał. Został on napadnięty przy kasie supermarketu – poinformował prokurator Marchal.

 

We Francji ataki nożowników, które dokonywane były przez osoby motywowane islamskim fundamentalizmem w ostatnich latach zdarzały się często. Charakterystyczny jest przy nich okrzyk „Allahu Akbar!”. Jednak nie tylko te metody przeprowadzania ataku były wykorzystywane przez islamistów na terytorium Francji od czasu wybuchu problemu masowej migracji z Afryki oraz Bliskiego Wschodu. Osoby deklarujące się jako żołnierze ISIS do zabijania przypadkowych osób wykorzystywali też m.in. samochody osobowe i ciężarówki. Spory problem stanowią również dokonywane przez niezasymilowanych imigrantów ataki na tle seksualnym, jak i też nielegalne obozowiska uchodźców. Przy próbach ich likwidacji niejednokrotnie dochodziło do starć z policją.

 

 

 

 

Sparaliżowane zostało funkcjonowanie kilkudziesięciu polskich portali internetowych, a także jednego z portali informacyjnych, który wydawany jest w języku polskim i działa na terenie Londynu. Był to cyberatak określany jako „Deface”. Informacje na ten temat przekazał Polsat News.

 

Atak hakerski wymierzony był w strony podlegające pod grupę Tipmedia. Hakerzy na zaatakowanych stronach opublikowali treść stawianego Polsce ultimatum oraz groźbę, sugerującą iż atak motywowany jest dżihadystyczną ideologią.

 

– Dżihad nie ma granic. Zatrzymajcie amerykańskich żołnierzy, albo przyjdziemy do waszych domów – przeczytać można było na zhakowanych polskich portalach.

 

Na stronach opublikowano też wizerunek terrorysty odzianego w tzw. pas shahida (ładunki wybuchowe), flagi USA i Polski z dołączoną do nich trupią czaszką, a także przekreślony amerykański pojazd wojskowy w tle.

 

Takie treści pojawiły się we wtorek m.in. na stronach takich mediów jak: Telewizja Świnoujście, Radio Tczew, Telewizja Sudecka oraz Cooltura24 Londyn.

 

Jak się jednak okazało nie był to jedyny i ostatni atak hakerów na portale Grupy Tipmedia. Treści opisane powyżej udało się usunąć w środę. Kolejnego dnia jednak, znów pojawiły się na nich zamieszczone przez hakerów treści zapisane w języku arabskim.

 

Jak poinformował w rozmowie z Polsat News Piotr Marek- właściciel Grupy Tipmedia, sprawa została zgłoszona do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

 

– Skala tego ataku hakerskiego, a zwłaszcza pozostawione przez hakerów treści, w oczywisty sposób musi być przedmiotem zainteresowania służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo struktur państwa – stwierdził Piotr Marek.

 

W piątek strony po raz kolejny zostały naprawione, a treści załączone przy okazji ataku hakerów usunięte. Czy to ostrzeżenie ze strony dżihadystów? Jest taka możliwość, jednakże trzeba mieć na uwadze, że może to być również prowokacja/ głupi żart.

 

Niedawno dżihadyści z Państwa Islamskiego opublikowani nowy propagandowy film. Jest to pierwsze takie trwające niemal godzinę nagranie od ok. dziesięciu miesięcy. Co ciekawe jego treść niesie przesłanie, według którego islamiści z ISIS wzywają swoich zwolenników do skupienia swojej nienawiści na krajach arabskich i Bliskim Wschodzie, a nie Europie i państwach chrześcijańskich.

 

Rzecznik Państwa Islamskiego- Abu Hasan al-Muhadżir przemawia na rozpowszechnionym w sieci filmie, tłumacząc skąd plan zmiany działania oraz priorytetowych celów ataków. Zdaniem władz samozwańczego kalifatu, władze arabskich państw mają być jeszcze bardziej zdradzieckie niż Zachód, a ich postępowanie ma być jeszcze gorsze wobec muzułmanów. Dla członków Państwa Islamskiego, inni sunnici są apostatami, którzy odeszli od rozumianego przez ISIS islamu. Dlatego również w filmie wzywa się bojowników do skupienia się na walce z władzami muzułmańskich państw.

 

– Nie ma żadnej różnicy między walką z reżimami Arabii Saudyjskiej, Egiptu, Iranu i Palestyny a walką z amerykańskimi krzyżowcami, z Rosjanami czy z Europejczykami – wyjaśnia rzecznik ISIS na nagraniu.

 

W materiale mowa jest o tym, że na takie szczególne potraktowanie, rządzący w państwach arabskich oraz popierająca ich społeczność, zasługują ze względu na fakt, że jako Arabowie (wg. członków ISIS) zawzięcie walczą z islamem. Na poparcie tej tezy, Abu Hasan przytacza cytaty z radykalnych tekstów wahabickich.

 

Taka zamiana kierunku agresji może wynikać z faktu, jak duże straty w ostatnich miesiącach poniosło ISIS na Bliskim Wschodzie. Dżihadyści z tej zbrodniczej organizacji stracili najważniejsze opanowane przez siebie tereny, w tym również swoją samozwańczą stolicę- Rakkę. Terytorialnie ich kalifat na dzień dzisiejszy praktycznie nie istnieje.

 

Wezwanie do odejścia od przeprowadzania zamachów terrorystycznych w państwach europejskich i skupienia się na atakach w państwach arabskich wynika zapewne z chęci odbudowy swojej pozycji lokalnie oraz pewnego rodzaju „przypomnienia” o sobie na Bliskim Wschodzie. Dodatkowo motywować może to fakt, że w ostatnim czasie powrócić do dawnej świetności dość śmiało stara się inne dżihadystyczne ugrupowanie- Al-Kaida, której syryjska filia (Hayat Tahrir al-Sham) również zaangażowana jest w syryjski konflikt. Co ciekawe jednak, w materiale opublikowanym przez ISIS ostatnie wydarzenia w Ghucie, gdzie użyta została broń chemiczna, określane są jako przykład cierpienia sunnitów. Ghuta jednak, to do niedawna pole walki między syryjską armią, a mniej radykalnymi rebeliantami, jak np. Armia Islamu (Dżajsz al-Islam). W islamistycznej układance, czekać nas może więc zarówno zaogniająca się rywalizacja między dżihadystami, jak również sojusz i konsolidacja organizacji terrorystycznych.

 

Na filmie udostępnionym w sieci przez Państwo Islamskie, szczególne nienawistne stwierdzenia padają w stronę władz Iraku. Zdaniem radykałów z ISIS mają oni prowadzić uległą politykę wobec Ajatollahów rządzących w Iranie, będących przez dżihadystów znienawidzonych ze względu na bycie szyitami (drugi po sunnitach odłam islamu). Państwo Islamskie ostrzega w propagandowym filmie Irakijczyków przed uczestnictwem w wyborach parlamentarnych, jak również zapowiada ataki na lokale wyborcze.

 

–  Lokale wyborcze i wszyscy, którzy się w nich znajdą, staną się celem naszych mieczy. Więc lepiej do nich nie wchodźcie, nawet się nie zbliżajcie – stwierdza Abu Hasan.

 

W filmie przekonuje on również nowe osoby do zasilania szeregów Państwa Islamskiego, przekonując rekrutów, iż dżihad to „jedyna droga na przód” oraz obiecując „nowe podboje”.

 

 

Do zamachu doszło pod kościołem w miejscowości Kizlar w Dagestanie. 22-letni mieszkaniec tego miasta zaczął strzelać do tłumu. Łącznie zginęło pięć osób, to kobiety. Czworo ludzi zostało rannych i przebywają w szpitalu. Ich stan określany jest jako „średnio ciężki”.

 

Jak poinformowała agencja Interfax, napastnik został zlikwidowany przez funkcjonariuszy „struktur siłowych”.

 

Choć oficjalnie nie są znane motywy działania sprawcy, niektórzy ze świadków stwierdzić mieli, że 22-latek krzyczał „Allahu Akbar!” („Allah jest wielki!”). Dagestan zamieszkiwany jest głównie przez społeczność muzułmańską. Nagranie, które pojawiło się w sieci może potwierdzać te doniesienia.

 

Na filmie słychać przerażony głos osoby nagrywającej, a w około 10 sekundzie wychwycić można słowa brzmiące właśnie jak „Allahu Akbar!”. Zaraz potem padają strzały.