To dramatyczne nagranie w ostatnich dniach stało się dosyć popularne wśród internautów na całym świecie. Taki widok z pewnością może wywołać mocniejsze bicie serca u wszystkich rodziców oraz osób, które mają pod swoją opieką dzieci. W całej historii zjawił się na szczęście też człowiek okrzyknięty prawdziwym bohaterem.

 

Film pochodzi z Kazachstanu, a dokładniej Astany, stolicy kraju. Został ona opublikowany na portalu Instagram. Widzimy na nim, jak ze znajdującego się na szóstym piętrze okna jednego z budynków wypada 6-letni chłopczyk.

 

Dziecko w ostatnim momencie zdołało chwycić się parapetu znajdującego się po zewnętrznej stronie. Widok tego jak dziecko próbuje bezskutecznie wdrapać się z powrotem mrozi krew w żyłach, tak samo jak jego krzyki z błaganiem o pomoc.

 

W oknie znajdującym się piętro niżej zjawił się sąsiad, chcący uratować życie 6-latka. Jeśli nie jego reakcja i odważna postawa, chłopiec straciłby w tragiczny sposób życie. Miałby on bowiem nikłe szanse na przeżycie upadku, pomimo tego iż kilkoro innych ludzi trzymało na dole rozciągnięty materiał.

 

W pewnym momencie chłopczyk nie miał już siły dalej trzymać się parapetu. Kiedy zaczął spadać, wtedy sąsiad z okna poniżej, w bohaterski sposób złapał go, ocalając od rychłej tragedii. Kiedy miejscowa straż pożarna dotarła na miejsce zdarzenia, dziecko było już bezpieczne.

 

Artjom Karew, który podjął się tak odważnej reakcji został nazwany bohaterem, a władze miasta chcące go nagrodzić, zaoferowały przekazanie mężczyźnie 1400 dolarów. On jednak po raz kolejny wykazał się wielkim sercem i przekazał te środki na cele charytatywne, stwierdzając iż sam tych pieniędzy nie potrzebuje. Przyznał również, że w tamtej chwili nie zdawał sobie sprawy z tego jak wiele ryzykuje.

 

– Później rodzina uświadomiła mi, że to, co zrobiłem, było niebezpieczne. Osoba, która w ten sposób kogoś łapie, sama może wypaść. Wtedy myślałem tylko o tym, by uratować chłopca – powiedział Artjom Karew.

 

Przy okazji tego zdarzenia, pomocy medycznej udzielono matce chłopca. Zemdlała ona bowiem, ze względu na silne emocje przy okazji tak dramatycznych scen z udziałem jej dziecka.

 

Chłopiec w rozmowie ze swoim wybawcą stwierdzić miał, że ze względu na zamknięte drzwi wejściowe postanowił wyjść na spacer oknem. Został on po wszystkim przekazany z powrotem rodzicom, a jego stan określono jako zadowalający.

 

 

Jak poinformował w wydanym oświadczeniu komitet ds. sytuacji nadzwyczajnych MSW Kazachstanu, ta sytuacja miała miejsce około godziny 10 rano w dniu 24 września.

 

To wszystko z pewnością będzie nauczką dla 6-latka, a dla nas wszystkich cenną lekcją na temat tego jak należy pilnować swoich pociech przez niebezpieczeństwami nawet w domowym zaciszu.

 

 

Źródło: adinfo24.pl ; Instagram/astanovka98

 

MB

Do tragedii doszło na meczu 16. kolejki wrocławskiej B-klasy pomiędzy LKS Ciechów, a Piastem Lutynia. Jeden z zawodników został zaatakowany przez pseudokibica ostrym narzędziem.

 

W 70. minucie meczu doszło do wydarzeń rodem z horroru. Jeden z piłkarzy Ciechowa został brutalnie sfaulowany przez zawodnika przeciwników. W wyniku tego zdarzenia musiał zejść z boiska z podejrzeniem złamania nogi.

 

Jak donosi portal sport.pl, po tym incydencie doszło do prawdziwego dramatu. Jeden z kibiców gości wbiegł na murawę, po czym podbiegł do zawodnika, który chwilę wcześniej pomagał przy udzieleniu pomocy koledze ze złamaną kończyną i ostrym narzędziem dźgnął go w szyję. Kolejny piłkarz Ciechowa został przewieziony do szpitala.

 

Gdyby pseudokibic wycelował ostrym przedmiotem w gardło zawodnika kilka milimetrów obok, piłkarz mógłby już nie żyć. Skończyło się „jedynie” na poważnych obrażeniach.

 

Jak poinformował klub sportowy z Ciechowa, o sprawie zawiadomiono już policję. Sprawcy nie udało się jeszcze zatrzymać. Wkrótce wydane ma zostać oficjalne oświadczenie działaczy drużyny.

 

Mrożące krew w żyłach zdjęcia z tego wydarzenia zostały opublikowane na profilu klubu LKS Ciechów na Facebooku.

Dramat rozegrał się dzisiaj w Ołdrzychowicach Kłodzkich (woj. dolnośląskie). Pijany kierowca potrącił dwóch idących chodnikiem chłopców. Dzieci trafiły do szpitala.

 

Jak poinformował PAP Krzysztof Zaporowski (biuro prasowe dolnośląskiej policji), do tragedii doszło po godzinie 16 na drodze wojewódzkiej nr 392 w Ołdrzychowicach Kłodzkich.

 

– Kierujący samochodem osobowym, prawdopodobnie podczas manewru wyprzedzania, zjechał na chodnik i potrącił dwóch chłopców w wieku 10 i 14 lat

– mówił Zaporowski.

 

Jak donosi serwis interia.pl, dzieci zostały przewiezione do szpitala. Nie wiadomo jednak, w jakim są stanie.

 

– Kierowca samochodu został zatrzymany przez policję. Miał 1,4 promila alkoholu w organizmie

– dodał Zaporowski.

 

Do tragicznych wydarzeń doszło w Rudzie Śląskiej w jednym z bloków przy ulicy Zgrzebnioka. Jak informuje portal rmf24.pl, mężczyzna zamieszkujący jeden z lokali powiesił się na balkonie.

 

Według dziennikarzy RMF FM, na balkonie powiesił się lokator mieszkania na 4. piętrze. Wcześniej wybuchł tam pożar.

 

Z budynku ewakuowano 10 osób. Płomienie zostały już ugaszone przez strażaków.

 

Poranne wydarzenia w Małopolsce określane są jako wręcz makabryczne. Nie żyje niemal cała rodzina. Tragedia ta jest równie przerażająca, co zagadkowa. Wszystko rozegrało się w miejscowości Zelczyna niedaleko Skawiny.

 

Jak przekazał reporter RMF FM, 41-letni mieszkaniec Zelczyny wrócił z pracy ok. godz. 6:45. W domu dokonał makabrycznego odkrycia. Znalazł bowiem ciało swojej 36-letniej żony Aldony S. (kobieta była powieszona) oraz ciała trójki swoich dzieci. Byli to: 12-letni Kamil, 9-letnia Aleksandra oraz 4-letnia Nadia.

 

Wstępne ustalenia policji mówią o tym, że na ciałach dzieci nie znaleziono żadnych obrażeń. To nasuwa wiele pytań. Dodatkowo wstępne ustalenia miały również nie wskazać zatrucia czadem jako źródła ich śmierci.

 

Tragedia wywołała szok w tej niewielkiej miejscowości, bowiem w Zelczynie niemal wszyscy się znają. Rodziną nigdy nie zajmowała się opieka społeczna, ani policja.

 

 

Okrutnymi i makabrycznymi można nazwać zdarzenia, które miały miejsce w województwie kujawsko-pomorskim. Sprawczynią bulwersującej sytuacji jest 36-letnia kobieta, matka miesięcznej dziewczynki.

 

36-latka zabrała niemowlę na pole. Tam zaczęła znęcać się nad swoim miesięcznym dzieckiem. Kobieta rzucała córeczką o ziemię oraz podduszała ją. Kobietę zatrzymano. Jak dowiedzieć mieli się dziennikarze RMF FM, cierpi ona na depresję.

 

Stan niemowlęcia jest niestety określany jako ciężki.