Sprawcy ataku na zawodnika pozostają na wolności. Piłkarzowi udało się przeżyć, choć jak sam twierdzi, niewiele brakowało by stracił życie na miejscu zamachu. Teraz piłkarzowi towarzyszy ogromny strach o swoje bezpieczeństwo. W związku z całą sytuacją, część lewicowych polityków domaga się od władz sprawdzenia jakie tajne organizacje oraz służby działają w kraju i mogą zagrażać bezpieczeństwu konkretnych osób o określonych poglądach.

 

Do zdarzenia doszło w Niemczech na autostradzie A4. Celem ataku był piłkarz Deniz Naki. Jest to zawodnik pochodzący z Turcji, jednakże znany jest ze swoich prokurdyjskich poglądów. Urodził się on w kurdyjsko-tureckiej rodzinie. Przez wielu ludzi w Turcji, Deniz Naki postrzegany jest jako wróg państwa, zw względu na krytyczną postawę wobec decyzji i  polityki prezydenta kraju Recepa Erdogana.

 

Do samochodu, którym przemieszczał się piłkarz oddano strzały w niedzielną noc, na fragmencie autostrady między Akwizgranem a Kolonią. Początkowo lokalna policja wolała nie podawać do opinii publicznej personaliów kierowcy. Teraz Naki sam opowiada o całym zdarzeniu oraz dużym strachu jaki mu towarzyszył.

 

– Natychmiast się schyliłem i zatrzymałem samochód na pasie postojowym. Potwornie się bałem – opowiada piłkarz w rozmowie z „Die Welt”.

 

Czarny samochód kombi, z którego oddano strzały, szybko po całym zdarzeniu odjechał z miejsca niebezpiecznego zdarzenia. Jak przekazał rzecznik policji, prokuratura w Agwizgranie przejęła śledztwo zw. na podejrzenie usiłowania zabójstwa. Sam Naki twierdzi, że liczył iż może dojść do ataku na jego życie, ale nie spodziewał się takiej sytuacji na terenie Niemiec.

 

– Jeden pocisk trafił samochód między oknami, drugi w pobliżu opony. Na szczęście nie we mnie. Byłem świadomy, że coś takiego może się wydarzyć, ale przecież nie w Niemczech – powiedział Naki.

 

Warto wspomnieć, że piłkarz został skazany w 2017 roku w Turcji, na karę 18 miesięcy pozbawienia wolności  w zawieszeniu za „sianie terrorystycznej propagandy” na rzecz zdelegalizowanej w kraju kurdyjskiej partii PKK.

 

Zdaniem zawodnika, za atak odpowiedzialne mogą być tajne służby. Stwierdził, że w ostatnim czasie nie otrzymywał żadnych konkretnych pogróżek, jednak w sieci ciągle wylewane jest na jego osobę mnóstwo hejtu.