Eksperci od bezpieczeństwa i zwalczania przestępczości zorganizowanej zwracają uwagę, że w Polsce mocno zakorzenił się proceder rekrutacji swoich „żołnierzy” przez mafie wśród chuliganów ze środowiska pseudokibiców lub też dochodzi do przeobrażania się chuligańskich bojówek w zorganizowane grupy przestępcze. Potwierdza to niedawne zatrzymanie jakiego dokonano w stolicy. O sprawie poinformował portal tvp.info.

 

Mowa tutaj o zatrzymaniu jednego z wysoko postawionych niegdyś w kibolskiej bojówce ludzi, który z czasem wyrósł na groźnego gangstera funkcjonującego w mafijnym półświatku na terenie naszego kraju. Akcja została przeprowadzona przez funkcjonariuszy odpowiedzialnych za rozpracowywanie grup pseudokibiców na Mazowszu, czyli tzw. stołeczny wydział do zwalczania przestępczości pseudokibiców.

 

Osobą, na której głównie skupia się uwaga przy opisywanej sprawie, to 39-letni Marcin B. ps. Bina vel „Gruby”. Był on jednym ze szczególnie szanowanych bojówkarzy w środowisku chuliganów klubu Legia Warszawa. Jego wysoka pozycja w bojówce „Teddy Boys 95” pozwoliła mu mocno zaangażować się w świat przestępczy. Z czasem stał się ważnym człowiekiem w słynnym już w świecie przestępczym gangu „Szkatuły”. Uważany jest nawet za jednego z tzw. „kapitanów” w tej grupie przestępczej, która określana jest jako jeden z najgroźniejszych warszawskich gangów, mającego ogromne wpływy w stolicy, uzyskane poprzez szeroki zakres lokali i firm, od których przestępcy ściągali haracze. O tym jak rozwinął się w mafijnej karierze Marcin B., świadczą też okoliczności jego zatrzymania.

 

Mężczyzna został zatrzymany w swoim mieszkaniu, wraz ze swym kompanem, który również nazywa się Marcin B i ma 44 lata. Podczas akcji policji, był on akurat gościem u „Biny”. W mieszkaniu znaleziono prawie pół kilograma marihuany, a także 185 gramów kokainy. Łączna wartość tej ilości narkotyków wyceniana jest na około 100 tysięcy złotych.

 

Po rewizji mieszkania znanego chuligana, a zarazem gangstera, funkcjonariusze udali się do trzech lokali, które należą do jego 44-letniego kolegi zatrzymanego wraz z nim. W nich znaleziono w sumie 750 gramów kokainy, ale także broń palną oraz 117 sztuk amunicji.

 

W warszawskiej Prokuraturze Okręgowej, obu przestępcom postawiono zarzut „przygotowania do wprowadzenia do obiegu znacznej ilości środków odurzających”. 44-latek odpowie dodatkowo za nielegalne posiadanie broni. Zatrzymani trafili do aresztu.

 

W pomyślnym rozbiciu gangu w dużej mierze pomogły policji zapewne zeznania jednego ze skruszonych bojówkarzy z „Teddy Boys 95”. Marek H. ps. „Hanior”, który niegdyś również zajmował się przestępczą działalnością i był mocno zaangażowany w środowisku chuliganów warszawskiej Legii, zeznał iż to właśnie „Bina” pomógł mu rozwinąć karierę gangstera.

 

„Hanior” był niegdyś jednym z założycieli grupy „Turyści 97” wśród fanów warszawskiego klubu, jednak grupa ta została wchłonięta przez „Teddy Boys 95”, gdzie również Marek H. aktywnie działał. Teraz jest on jednak znienawidzony przez wielu sympatyzujących z Legią, zw. na pójście na współpracę z policją i zeznawanie przeciwko dawnym kolegom. Na trybunach Legii niejednokrotnie wywieszano flagę z podobizną „Haniora”, a także tworzono takowe vlepki, mające być szykaną wymierzoną w jego stronę.

 

Nie jest to pierwsza sytuacja, kiedy ludzie angażujący się w grupy pseudokibiców przenikają do przestępczego świata. Podobne sytuacje opisywaliśmy w poniższych artykułach:

Ogromna akcja służb! Gangsterów pogrążyli bojówkarze Ruchu Chorzów

Kibole porywali dla okupu. Jeden z nich zapłacił za to życiem!

 

Źródło: tvp.info ; wp.pl

Fot.: Facebook/@atp997

 

MB

 

W ostatnich miesiącach sporo czasu w mediach poświęca się sprawom działalności przestępczej grup stworzonych z bojówkarzy identyfikujących się z krakowskimi klubami piłkarskimi. Ekipy te były na tyle rozwinięte organizacyjnie, że ich członkowie byli w stanie przemycać tony narkotyków z zagranicy, handlować nimi na dużą skalę, a także jak się okazuje dokonywać uprowadzeń dla okupu. Swego czasu mówiło się również, że pseudokibice z Krakowa zaangażowani byli w przemyt nielegalnych imigrantów do Niemiec. Akcje policji doprowadziły do wsadzenia za kratki sporej liczby osób udzielających się w tych grupach

 

Dziś, ruszył w Krakowie przed Sądem Okręgowym proces w sprawie uprowadzenia dla okupu dokonanego przez gangsterów powiązanych ze środowiskiem pseudokibiców Cracovii. Ofiara porywaczy miała być dodatkowo przez nich torturowana.

 

Na ławie oskarżonych znalazło się siedmiu podejrzanych w wieku 22-35 lat. Są to zatrzymani w związku z tą sprawą: Michał B. , Damian H. , Mariusz G., Tigran P., Dawid W., Jakub Z. oraz Mariusz Z.

 

Prokuratura stawia im zarzut, zgodnie z którym 4 grudnia 2017 r, dokonali oni uprowadzenia Patryka P. Z siódemki oskarżonych, Damian H. miał być odpowiedzialny za udostępnienie posesji, na której przetrzymywano ofiarę, a pozostałych sześciu brało w przestępstwie czynny udział.

 

Patryk P. miał zostać zwabiony przez gangsterów pod siłownię na terenie krakowskich Swoszowic. Tam został obezwładniony, skrępowany i zaciągnięty do bagażnika, a następnie przewieziony do budynku mieszkalnego przy ulicy Tynieckiej. Tam pokrzywdzony był przetrzymywany, torturowany i bity przez swoich oprawców. Porywacze znęcali się nad Patrykiem P. m.in. przez nacinanie nożem palców prawej dłoni oraz małżowiny lewego ucha, a także uszkodzenie nogi w kolanie. Zachowanie członków grupy było okrutne wobec uprowadzonego mężczyzny. Grożono mu również bronią i straszono pozbawieniem życia jego, a także jego bliskich.

 

W trakcie działań policji i zatrzymywania członków gangu doszło do zastrzelenia jednego z gangsterów. Był to Adrian Z. ps. ‚Zielony’, który zginął w rejonie osiedla Ruczaj, kiedy antyterroryści przeprowadzali akcję zatrzymania w domu, w którym przebywał wraz z innymi podejrzanymi. ‚Zielony’ miał rzucić się na funkcjonariusza, wówczas inny policjant postrzelił gangstera. Pomimo reanimacji, nie udało się uratować życia Adrianowi Z.

 

O sprawie śmierci Adriana Z. ps. ‚Zielony’ pisaliśmy tutaj:

Lider kiboli Cracovii zastrzelony przez policję!

 

Mariusz Z., brat śmiertelnie postrzelonego Adriana Z., uważa iż Patryk P. winien był jego bratu 150 000 zł, które nawet deklarował zwrócić, ale do tego ostatecznie nie doszło. Zaprzecza on temu, jakoby on i inni oskarżeni mieli kontaktować się z rodziną porwanego w sprawie okupu. Zdaniem Mariusza Z., nie było go pod siłownią w Swoszowicach, tylko przyjechał do budynku przy ul. Tynieckiej, w której znajdował się Patryk P. Według wersji oskarżonego, w ramach „rozliczenia długu”, przejęty miał zostać jeden kilogram kokainy należący do Patryka P. Mariusz Z. zaprzecza też, by z mieszkania poszkodowanego zabrano 250 000 zł.

 

Po zastrzeleniu Adriana Z. na stronach związanych z kibicami Cracovii pojawiły się posty nawołujące do zemsty za jego śmierć. W związku z tą sprawą również wszczęto śledztwo.

 

O tym także informowaliśmy w poniższym artykule:

Opublikował skandaliczny wpis! Został zatrzymany przez policję

 

 

Źródło: polsatnews.pl

Fot.: Pxhere

 

 

W ostatnich tygodniach, a nawet miesiącach sporo mówi się o liderze bojówki pseudokibiców Wisły Kraków. Zatrzymany po kilku miesiącach poszukiwań we włoskim mieście Cassino Paweł M. ps. ‚Misiek’ został przetransportowany ostatnio do Polski. Śledztwo w jego sprawie prowadzi prokuratura zarówno w Małopolsce, jak i na Śląsku. Jest on oskarżany m.in. o handel narkotykami, rozboje, pobicia oraz kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą.

 

Paweł M. zyskał swoją popularność już w latach 90-tych, kiedy podczas meczu „Białej Gwiazdy” z włoską Parmą rzucił nożem w jednego z piłkarzy. Przez lata stał się przywódcą małopolskich gangsterów wywodzących się ze środowiska chuliganów utożsamiających się z krakowską drużyną.

 

„Misiek” poszukiwany był listem gończym od maja, kiedy uciekł z Polski kilka dni przed wielką akcją policji wymierzoną w środowisko przestępcze zbudowane przez pseudokibiców Ruchu Chorzów oraz Wisły Kraków. Spore poruszenie w mediach wywołał później również fakt, że włoski sąd zgodził się na zwolnienie mężczyzny z aresztu. Na ten temat przeczytacie więcej w jednym z naszych wcześniejszych artykułów.

Lider pseudokibiców Wisły na wolności! Sąd wypuścił lidera gangu z aresztu

 

Ostatecznie jednak szef gangu o nazwie „Wisła Sharks” trafił do Polski i zostały mu postawione zarzuty. O przestępczych poczynaniach Pawła M. i jego kompanów zrobiło się w ostatnim czasie głośno, również zw. na reportaż „Superwizjera”, a także szersze zainteresowanie mediów tematem powiązań członków „Wisła Sharks” z władzami klubu Wisła Kraków. Sporo uwagi wówczas, dziennikarze poświęcali również osobie Damiana Dukata, wiceprezesa zarządu Wisły, który utrzymywać miał bliskie relacje z gangsterami i samym „Miśkiem”, który prowadził na terenie klubu siłownię.

 

O sprawie działalności przestępczej pseudokibiców z Krakowa, pisaliśmy również tutaj:

Skruszony pseudokibic opowiada o chorych pomysłach gangsterów z Krakowa!

 

W ostatnich dniach, w mediach pojawiła się informacja o rezygnacji Damiana Dukata z członkostwa w zarządzie. To jednak nie wszystko. Wiele wskazuje na to, że relacje na linii Dukat-Wisła Sharks zdecydowanie się ochłodziły.

 

Działacz klubu udzielił bowiem wywiadu dla portalu sport.pl. W rozmowie z dziennikarzem, opowiadał on o swoich relacjach z członkami Wisła Sharks oraz przyznał, że nie wypadało mu odmawiać, kiedy był przez nich zapraszany na imprezy. Treść wywiadu, zapewne nie spodobała się „Miśkowi” i jego kolegom.

 

Świadczyć o tym może fotografia, która pojawiła się niedawno na portalu Instagram. Widać na nim Pawła M., wraz ze swoim dzieckiem. Na zdjęciu „Misiek” trzyma kartkę z napisem „DUKAT KONFIDENT”, a jego mała córka kartkę, na której czytamy: „WOLNOŚĆ DLA WSH ZNAM I SIĘ NIE WSTYDZĘ”. (WSH to skrót nazwy bojówki pseudokibiców krakowskiej Wisły- Wisła Sharks Hooligans.)

 

 

Dla wielu internautów i osób zainteresowanych tematem, taka fotografia to swoisty wyrok gangsterów na Damiana Dukata.

 

 

Źródło: sport.pl ; gazeta.pl ; Instagram

Fot.: Pxhere

 

MB

 

O sprawie poinformował portal tvn24.pl. Paweł M. ps. „Misiek”, który został zatrzymany 27 września we Włoszech, opuścił areszt pomimo wielu zarzutów jakie mu się stawia i faktu, że przez kilka miesięcy ścigany był listem gończym.

 

„Misiek” swoją popularność zdobył już pod koniec lat 90-tych, kiedy podczas meczu Wisły z Parmą rzucił nożem w głowę włoskiego piłkarza Dino Baggio. Po wyjściu na odbyciu kary za tamten wybryk, Paweł M. stopniowo umacniał swoją pozycję wśród małopolskich gangsterów oraz stał się przywódcą bojówkarzy identyfikujących się z klubem Wisła Kraków.

 

O zatrzymaniu Pawła M. pisaliśmy tutaj:

Zatrzymano znanego pseudokibica!

 

Lider gangu Wisła Sharks uciekł z Polski w maju. Wtedy też miała miejsce ogromna akcja policji przeprowadzona na Śląsku i w Małopolsce, w którą zaangażowano ponad tysiąc funkcjonariuszy. Wśród zatrzymanych nie znalazł się wówczas „Misiek”, który opuścił kraj kilka dni wcześniej. Taki obrót sprawy od początku rodzi podejrzenia, że doszło do przecieku z prokuratury lub służb, który umożliwił ucieczkę szefowi małopolskiego gangu.

 

 

Po kilku miesiącach doszło do zatrzymania  Pawła M. w leżącej na południe od Rzymu miejscowości Cassino. „Misiek” posługiwał się fałszywym dowodem osobistym, a także zmienił swój wygląd. Podczas ujęcia przez policję miał być nieco zaskoczony i nie stawiać oporu. Do aresztu trafił on na mocy Europejskiego Nakazu Aresztowania  wydanego przez sąd w Polsce.

 

Paweł M. odpowiadać miał za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, handel narkotykami, a także usiłowanie zabójstwa. Jak deklarowała wówczas zastępca Prokuratora Generalnego Beata Marczak, strona Polska miała szybko podjąć działania w celu ekstradycji gangstera do kraju.

 

Jak się jednak okazuje włoski sąd zdecydował się wypuścić na wolność „Miśka”.

 

– Byliśmy pewni, że za kratkami spędzi czas do momentu, gdy już prawnie i praktycznie będzie możliwe przekazanie go nam – powiedział w rozmowie z tvn24.pl jeden z funkcjonariuszy policji.

 

12 października włoski sąd podjął decyzję o zmianie aresztu na dozór wobec lidera krakowskich pseudokibiców. W związku z takim postanowieniem, Paweł M. ma stawiać się każdego dnia na komisariacie policji. Taki stan rzeczy utrzymany ma zostać do 22 października, na kiedy wyznaczono transport „Miśka” do Polski.

 

– Nie mamy pewności, czy 13 i 14 października stawił się w komisariacie. Informacja o zmianie przez sąd sankcji dotarła do Biura Międzynarodowej Współpracy w Komendzie Głównej Policji dopiero w poniedziałek. Teraz sytuacja jest taka, że tak naprawdę tylko od niego zależy, czy wróci do kraju – twierdzą niektóre z osób wypowiadających się dla tvn24.pl.

 

Niektórzy ze śledczych nie kryją obaw, że przywódca Wisła Sharks nie pojawi się 22 października w Polsce, ponieważ teraz umożliwiono mu ponowną ucieczkę.

 

– Jeśli teraz ucieknie, to schowa się już na tyle dobrze, że będziemy go szukali latami – wyjaśnia w rozmowie z tvn24.pl jeden z oficerów policji.

 

W celu wywalczenia zmiany decyzji włoskiego sądu, według jednego z oficerów policji, „Misiek” zatrudnił poważanych prawników zarówno włoskich, jak i polskich. Jak się okazuje, wśród wysuwanych przez nich argumentów pojawiła się również kwestia… problemów z praworządnością w Polsce.

 

– Nie chcę zdradzać dokładnie argumentów, jakie przedstawiliśmy włoskiemu sądowi, ale potwierdzam, że dotyczą między innymi wątpliwości co do praworządności w Polsce i tego, czy w obecnej sytuacji polskiego wymiaru sprawiedliwości mój klient mógłby liczyć na sprawiedliwy proces – powiedział cytowany przez tvn24.pl Andrzej Mucha, adwokat Pawła M.

 

Przyznał, że używa takiej argumentacji „patrząc na zachowanie niemieckich, irlandzkich, hiszpańskich sądów, które mają wątpliwości co do wydawania Polaków”.

 

– Sąd Apelacyjny w Rzymie dysponował oboma nakazami aresztowania wydanymi przez prokuratury w Katowicach i Krakowie, a mimo to nie miał wątpliwości, że konieczne jest zwolnienie Pawła M., zresztą niezwłoczne, jak wynika z postanowienia. We współpracy z adwokatami włoskimi przygotowujemy kolejne dokumenty, które przedłożymy w tej sprawie – stwierdził Andrzej Mucha.

 

Jak widać sprawa rozbicia gangu Wisła Sharks opartego na krakowskich pseudokibicach to nie jest temat zamknięty. O sprawie powiązań gangsterów z krakowskim klubem zrobiło się głośno przed kilkoma tygodniami w związku z reportażem „Superwizjera” na ten temat.

 

Na ten temat pisaliśmy również tutaj:

Skruszony pseudokibic opowiada o chorych pomysłach gangsterów z Krakowa!

 

 

Źródło: tvn24.pl ; Facebook/@Malopolska.Policja

Fot.: Wikimedia Commons

Akcja została przeprowadzona na terenie województwa śląskiego przez funkcjonariuszy z Centralnego Biura Śledczego Policji. Wśród zatrzymanych znalazło się troje osób wykonujących zawód lekarza.

 

Operacja policji miała na celu rozbicie zorganizowanej grupy przestępczej. Oprócz pracowników służby zdrowia, schwytanych zostało też pięciu innych podejrzanych o uczestnictwo w działalności gangu.

 

Zatrzymani lekarze mieli wystawiać gangsterom sfałszowane zaświadczenia lekarskie. Takowe fałszywki miały przykładowo usprawiedliwiać absencję przestępców w prokuraturze czy na policji. Lekarze pozyskiwali za to kwotę pieniężną w wysokości od 100 do 500 zł. Usłyszeli oni zarzuty wydawania za łapówki dokumentów poświadczających nieprawdę, jak również utrudniania postępowań karnych.

 

Co ciekawe, grupa przestępcza składała się głównie z pseudokibiców, utożsamiających się ze śląskimi klubami sportowymi. Gang zajmował się m.in. produkcją oraz rozprowadzaniem narkotyków (chodzi tu przykładowo o 70 kilogramów amfetaminy), a także kradzieżami tirów i włamaniami. Członkowie grupy działali przede wszystkim na terenie Chorzowa, ale też między innymi w Mysłowicach, Opolu, Zabrzu, Karlinie, Żorach, a także co warte uwagi w leżącej na terytorium Czech miejscowości Ostrawa.

 

Jak do tej pory w śledztwie występuję 69 podejrzanych, jednakże policja nie wyklucza kolejnych zatrzymań oraz zarzutów. Charakter tej sprawy określany jest jako rozwojowy.

 

Ze względu na informacje o pseudokibicowskim tle sprawy, ciekawy jest fakt, iż chuligani zabrzańskiego Górnika mają przyjacielskie relacje z czeskimi fanami klubu Banik w Ostrawie. Wroga wobec nich grupa bojówkarzy Ruchu Chorzów współpracująca w przestępczych interesach wraz z pseudokibicami krakowskiej Wisły została w dużej mierze rozpracowana przez policję przy okazji wyjątkowo dużej akcji przeprowadzonej na wiosnę tego roku.

 

O rozbiciu grupy przestępczej działającej na terenie Małopolski i Śląska oraz składającej się z bojówkarzy sympatyzujących z Wisłą i Ruchem pisaliśmy tutaj:

Ogromna akcja służb! Gangsterów pogrążyli bojówkarze Ruchu Chorzów

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Facebook/@atp997

 

MB

 

Poza zmaganiami na naszych stadionach, emocje wśród fanów piłki rozpalają też rywalizacje odbywające się w ramach europejskich pucharów. Przy okazji meczy rozgrywanych na poziomie międzynarodowym jak widać również dochodzi do rozrób pomiędzy bojówkami różnych drużyn na kontynencie i choć polskie kluby nie mają szans na sukcesy w tegorocznej Lidze Mistrzów czy Lidze Europejskiej, to chuligani utożsamiający się z polskimi zespołami nie dają o sobie zapomnieć.

 

Tak też było kilka dni temu w Niemczech. We Frankfurcie lokalny Eintracht mierzył się w meczu Ligi Europejskiej z Lazio Rzym. Kibice tej włoskiej drużyny mają tzw. zgodę (sztama pomiędzy grupami kibicowskimi) z fanami Wisły Kraków. Przed spotkaniem Eintrachtu z Lazio doszło do scysji pomiędzy chuliganami z Frankfurtu a tymi z Rzymu oraz Krakowa.

 

Niedawno wokół grupy przestępczej Wisła Sharks opartej na pseudokibicach krakowskiego klubu stało się głośno w mediach po jednym z telewizyjnych reportaży oraz reakcji klubu na zaistniałą sytuację. Pisaliśmy o tym tutaj:

Skruszony pseudokibic opowiada o chorych pomysłach gangsterów z Krakowa!

 

Starcie przed meczem Frankfurcie, miało miejsce w centrum miasta. W jednym ze zlokalizowanych tam lokali przebywali fani Lazio oraz Wisły. Tam właśnie zaatakowali ich miejscowi chuligani sympatyzujący z Eintrachtem. Zdobyli oni w ten sposób fanty wliczające się do barw klubowych Lazio, a także Wisły. Materiały te wywiesili później na meczu, pokazując efekty swojego ataku na rywali.

 

 

Jakiś czas temu we Włoszech zatrzymany został lider Wisła Sharks- Paweł M. ps. „Misiek”. O tej sytuacji pisaliśmy tutaj:

Zatrzymano znanego pseudokibica!

 

Źródło: YouTube/Spravce hooligans ; polskascenakibicowska.pl

Fot.: Flickr

 

MB

 

W ostatnich tygodniach głośno było o reportażu „Superwizjera” dotyczącym wpływów jakie na klub Wisła Kraków miał mieć gang „Wisła Sharks”, na czele z kierującym nim Pawłem M. ps. „Misiek” oraz Grzegorz Z. ps. „Zielak”. Ten pierwszy znany jest już od lat 90-tych, kiedy rzucił w trakcie meczu nożem we włoskiego piłkarza. Teraz po kilku miesiącach został zatrzymany.

 

O schwytaniu Pawła M. poinformowała, za pośrednictwem Polskie Agencji Prasowej, zastępca Prokuratora Generalnego Beata Marczak. „Misiek” został zatrzymany dzięki wspólnym działaniom polskich tzw. łowcy cieni oraz włoskiej policji. Do zatrzymania miało dojść w czwartek we włoskiej miejscowości Cassino, leżącej na południe od Rzymu.

 

Lider pseudokibiców krakowskiej Wisły ukrywał się poza granicami kraju od maja. Wtedy to miała miejsce duża akcja policji na Śląsku i w Małopolsce. Zaangażowano wówczas ponad tysiąc funkcjonariuszy w celu zatrzymania kilkudziesięciu gangsterów tworzących grupy pseudokibiców Wisły Kraków (Wisła Sharks) oraz Ruchu Chorzów (Psycho Fans).

 

„Misiek” uciekł z kraju na kilka dni przed akcją antyterrorystów. Istnieją podejrzenia, że nastąpił w tej sytuacji przeciek z policji do gangsterów, który umożliwił ucieczkę przywódcy „Wisła Sharks”. Był on następnie poszukiwany listem gończym.

 

Paweł M. ukrywając się przed służbami miał posługiwać się fałszywym dowodem osobistym. Obecnie przebywa on we włoskim areszcie, jednak jak poinformowała Beata Marczak, szybko podjęte mają zostać działania, mające na celu sprowadzenie zatrzymanego do Polski.

 

W ubiegłym roku do więzienia trafił młodszy brat Pawła M. Odbywa on karę 7 lat pozbawienia wolności.

 

 

Źródło: wp.pl

Fot.: Max Pixel

 

Liverpool przegrał dwa razy. Na stadionie z wynikiem 3:1 a kibicowsko również, bo kibice Liverpoolu dali sobie „skroić” flagi chuliganom Dynama Kijów.

 

Tuż po zakończeniu meczu kibice Liverpoolu szukali sposobów na szybkie zapomnienie nieudanej konfrontacji z Realem Madryt. Wybór padł na bary i puby. Pseudokibice z Ukrainy nie mogli odpuścić okazji, żeby zmierzyć się z uchodzącymi za najbardziej zagorzałych fanów. Tymczasem wynik był zgoła odmienny.

 

Na mieście doszło do kilku starć, w których górą byli kibole Dynama Kijów. Nie dość, że kibice Liverpoolu dali sobie „skroić” flagi, to na dodatek kijowianom udało się… porwać jednego z kibiców The Reds, który posłużył do zrobienia pamiątkowego zdjęcia z akcji.

„Napastnicy zachowywali się jak stado psów. To było przerażające. Nie przyjechałem tutaj, by brać udział w czymś takim. Chcę oglądać futbol” – mówił jeden z angielskich kibiców.

Policja zatrzymała aż 64 chuliganów w związku z niedzielnymi wydarzeniami na stadionie Elany Toruń. Część z nich zatrzymano w trakcie zajść, innych po analizie materiału zarejestrowanego przez stadionowy monitoring.

 

W ostatniej kolejce piłkarskiej III ligi, toruńska Elana mierzyła się na własnym stadionie z Górnikiem Konin. Mecz ten określany był jako tzw. impreza masowa o podwyższonym ryzyku. Obawy okazały się nie być bezzasadne, ponieważ kibice przyjezdnej drużyny postanowili szturmem wtargnąć na teren stadionu rywali, uszkadzając przy tym bramy prowadzące na trybuny.

 

– W trakcie oczekiwania na wejście na stadion kibice z Konina przełamali siłowo bramę boczną od ul. Grunwaldzkiej i wtargnęli do środka – zrelacjonowała podinsp. Wioletta Dąbrowska, pełniąca obowiązki oficera prasowego KMP w Toruniu.

 

Część z fanów Górnika była zamaskowana. Zgodnie z prośbą organizatora, siły policyjne podjęły działania na terenie stadionu w celu opanowania sytuacji. Zatrzymano łącznie 63 osoby, w związku z nieuprawnionym wtargnięciem na obiekt. Część sprawców zamieszania ujęto od razu, pozostałych po analizie materiału. Miało to miejsce po zakończeniu meczu wygranego przez Elanę 2-0.

 

W sprawie niedzielnych zajść, sąd w Toruniu orzekł już wyroki dla wszystkich 63 zatrzymanych. Zdecydowano m.in. o zakazach wstępu na imprezy masowe na terenie Polski oraz mecze rozgrywane przez polskie drużyny lub reprezentację narodową poza granicami kraju. Niektórzy z chuliganów Górnika Konin zostali skazani także na kary grzywny po kilka tysięcy złotych, jak również ograniczenie wolności z nakazem wykonywania prac społecznych.

 

– Sędziowie po przeanalizowaniu materiału zgromadzonego przez policjantów i prokuratorów zdecydowali, że wszyscy otrzymali zakaz wstępu na imprezy masowe na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej oraz mecze piłki nożnej rozgrywane przez kadrę narodową lub polski klub sportowy poza terytorium Rzeczypospolitej Polskiej na okres dwóch lat – powiedziała podins. Wioletta Dąbrowska.