W zeszłym roku, w Polsce wiele gorących dyskusji i kontrowersji wywołała sprawa nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Dotyczyła ona odkłamywania prawdy o holokauście poprzez walkę z powtarzaniem określenia „polskie obozy śmierci”, a także wydarzeniach na kresach wschodnich. W ustawie nazwano ludobójstwem rzeż wołyńską, a banderyzm spenalizowano.

 

Takie zapisy nowelizacji wywołały wówczas reakcję ukraińskiego państwa. Chęć wymierzania kary za propagowanie banderyzmu nie spodobało się wielu ukraińskim politykom. Niestety również w Polsce, część polityków oraz innych osób krytycznie odnosiła się do tych zmian w polskim prawie.

 

Dziś natomiast pojawiła się informacja, że Trybunał Konstytucyjny uznał za niezgodne z konstytucją zapisy nowelizacji ustawy o IPN, w których znalazły się takie określenia jak „Małopolska Wschodnia” czy też „ukraińscy nacjonaliści”.

 

Dla część komentujących to orzeczenie osób, jest to kolejna sytuacja pokazująca jak bardzo potrzebna jest zmiana obowiązującej w naszym państwie konstytucji.

 

 

Źródło: PolskieRadio24.pl

MB

 

Lwowska rada obwodowa ogłosiła rok 2019 w obwodzie lwowskim Rokiem Stepana Bandery i Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.

O decyzji lwowskiej rady obwodowej, będącej odpowiednikiem polskiego sejmiku województwa poinformowano na ich stronie internetowej. Wspomniano również, że w przyszłym roku przypada 110. rocznica urodzin Stepana Bandery, a także 90. rocznica utworzenia Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.

 

Zbrojnym ramieniem Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów była Ukraińska Powstańcza Armia, która odpowiada za eliminację ludności polskiej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej, które trwały od 1943 r. Wskutek rozpoczętej w 1943 roku na Wołyniu czystki etnicznej, śmierć poniosło od 30 do 60 tysięcy Polaków. Mieszkańcy Ukrainy mówią o 10-12, a nawet 20 tysiącach swoich ofiar. Celem akcji było zmuszenie do ucieczki naszych rodaków z Wołynia, gdy Ci odmówili opuszczenia tych terenów.

 

Dowódcą jednej z frakcji OUN był Stepan Bandera. Działacz ten był organizatorem akcji terrorystycznych przeciwko państwu polskiemu i ZSRR, m.in. zamachów w 1933 roku na konsulat radziecki we Lwowie oraz w 1934 roku na ministra spraw wewnętrznych II RP Bronisława Pierackiego.

 

Za zamach na Pierackiego został skazany na karę śmierci, którą później zamieniono na dożywocie. Po upadku II Rzeczypospolitej został jednak uwolniony, a 30 czerwca 1941 roku ogłosił we Lwowie powstanie niepodległego państwa ukraińskiego, za co w lipcu 1941 został aresztowany przez Niemców i trafił do obozu w Sachsenhausen, gdzie przebywał do września 1944 r. Po II wojnie światowej Bandera zamieszkał w Monachium pod przybranym nazwiskiem Stefan Popiel. Został zamordowany w październiku 1959 roku przez agenta KGB Bohdana Staszyńskiego.

 

Źródło: wprost.pl
Fot.: AFP
EM

Nczas.com informuje, że „Głupie Polaki, pozap*****am” i „ubiję, jak na Wołyniu” to tylko niektóre z obelg, które wykrzykiwał awanturnik z Ukrainy. Nazari K., obywatel Ukrainy, próbował pobić ochroniarzy i zaatakował sprzedawcę. Teraz usłyszał zarzuty napaści oraz znieważenia.

 

 

Od zajścia minął rok, jednak dopiero teraz prokuratura mogła postawić zarzuty oskarżonemu   30-latkowi.

 

 

Według naocznych świadków, Ukrainiec chciał wejść do jednego z klubów w Lublinie. Powstrzymali go ochroniarze, po tym jak uznali, że jest zbyt pijany. Niestety, to wytłumaczenie nie trafiło do K. który natychmiast przeszedł do ataku.

 

 

Najpierw zaczęło się od wyzwisk, później rozpoczęła się szarpanina. Zdaniem śledczych, mężczyzna miał zdjąć koszulkę i ruszyć do ataku na ochroniarzy, którzy na szczęście wzorowo nie dopuścili do bijatyki.

 

 

Swoją frustrację Nazari K. postanowił wyładować jednak na pobliskim sprzedawcy gorących kiełbasek. Najpierw wdał się w sprzeczkę z mężczyzną, a później zaczął niszczyć jego mienie. Gdy sprzedawca kazał mu zapłacić, usłyszał, że jest „jeb… Polakiem”.

 

 

W momencie zatrzymania przez policję Ukrainiec miał blisko 1,6 promila alkoholu we krwi. Nie przyznał się do winy, twierdząc, że awantura została wywołana z winyochroniarzy.

 

 

Sąd Okręgowy w Lublinie zajmie się sprawą, jak sam siebie określał „żołnierza-banderowca”, w najbliższych tygodniach. 30-latkowi z Ukrainy grozi do 5 lat pozbawienia wolności.

 

Źródło: nczas.com
fot. Wikipedia Commons
LS

Jak donosi portal kresy.pl, w najbliższą sobotę w ramach Festiwalu Ukraina w Centrum Lublina odbędzie się koncert i wieczór autorski Ołeha Skrypki. Wokalista, kompozytor i lider zespołu „Wopli Widoplasowa”  jest także pomysłodawcą i głównym twórcą pieśni „Marsz Nowej Armii”, czyli nowej wersji utworu „Zrodyłyś my wełykoji hodyny” – hymnu zbrodniczej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, odpowiedzialnej za ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

 

„Marsz Nowej Armii” został publicznie wykonany w sierpniu 2018 roku podczas defilady            w Kijowie z okazji Dnia Niepodległości Ukrainy.

Portal kresy.pl przypomina: „Skrypkę przy tworzeniu utworu wsparła grupa ukraińskich rockmenów, w tym lider „Ot Vinta”, Jurij Żurawel, znany m.in. z gloryfikowania UPA i Stepana Bandery. Rok temu zaprezentowano oficjalny klip wideo, pełnego symboliki ukraińskiego nacjonalizmu, w tym OUN”.

Ołeh Skrypka w kwietniu 2017 roku udzielił wypowiedzi Radiu Skovoroda, w której podzielił się swoimi przemyśleniami między innymi na temat dominacji języka rosyjskiego w ukraińskiej kulturze, proponując „stworzenie getta dla debili nie mówiących po ukraińsku”.

Jego wypowiedź wstrząsnęła rosyjską oraz częścią ukraińskiej opinii publicznej. Oburzenie słowami Skrypki wyraził także dyrektor Ukraińskiego Komitetu Żydowskiego Eduard Dolinsky. W odpowiedzi muzyk opublikował jednak oświadczenie, w którym twierdził, że jego słowa zostały „przekręcone”, a jego propozycja miała mieć charakter  „ironiczny”.

Źródło: magnapolonia.org, wp.pl, kresy.pl
fot. Wikipedia Commons
LS

Ukraina biorąc na sztandary faszystów z OUN-UPA mniej lub bardziej świadomie potwierdza, że nie rozumie i nie przyjmuje wartości Zachodu, Europy. Agresja ze strony Rosji, niestety, sama w sobie tego stanu rzeczy nie zmienia i zmienić nie może.

 

Trudno dokonywać gradacji zbrodni przeciwko ludzkości, oceniać, które ludobójstwo zasługuje na większe potępienie. Gorszy był faszyzm brunatny – beznamiętne fabryki śmierci Auschwitz czy bolszewia w swoich taśmowych, katyńskich strzałach w  tył głowy? Dla ukraińskich faszystów uczynię jednak wyjątek: tu zbrodnia była nie tylko masowa, beznamiętna, systematyczna i liczona w dziesiątkach tysięcy ofiar. Tu pozbawienie życia Polaka w każdym wieku, „oczyszczenie wsi z Polaków” nie było celem samym w sobie (co występowało przecież i u Niemców i u Sowietów). Tu, dodatkowo, w grę wchodził sadyzm, wymyślne tortury, czerpanie radości z krwi, dzikiej zabawy ludzkim ciałem godnej jedynie najgorszych kreatur w dziejach ludzkości.  Szwadrony ukraińskich faszystów UPA-OUN składały się – patrząc na owoc tego diabolicznego dzieła – niemal z samych tego typu kreatur.

 

Na mordowanie Polaków mieli Ukraińcy 365 sposobów, czyli na każdy dzień w roku inny rodzaj tortur. Żywego człowieka piłą do drewna przecinali. Żywcem do ognia wrzucali. Niemowlęta były, albo za nóżki rozdzierane, albo z nóżki i głową o mur zabijane. Jeszcze był inny sposób zabijania niemowląt. Wyciągali języczek, przybijali tenże języczek do stołu i to dziecko na tym języczku konało. Wisiało na tym języczku i konało. Kobiety ciężarne były w straszny sposób mordowane. Rozcinali brzuch, wyciągali dziecko i w to miejsce żywego kota wkładali i w takich męczarniach umierała kobieta” – wspomina ocalała z rzezi Władysława Kamińska. To jedno z wielu wspomnień tamtych mrożących krew w żyłach wydarzeń.

 

Kim trzeba być, by beznamiętnie mordować tysiące ludzi, by broczyć we krwi, niestety ludzkość wie. Były już czarne karty w dziejach świata. By jednak poddawać tak wymyślnym cierpieniom nowonarodzone dzieci, kobiety w ciąży, własnych sąsiadów? Nie wiem czy historia zna więcej takich przypadków.

 

Gdy czytam, słucham opowieści o tych mrożących krew w żyłach mordach, przez kilka dni nie mogę dojść do siebie. Nie mogę opędzić się od tych straszliwych obrazów. A przecież to tylko lektura, opowieści. Jakim trzeba być potworem by tego dokonać? Kim trzeba być by z tym żyć?

 

Ukraińska Powstańcza Armia. Dobre sobie. Armia, która w nocy napada na kobiety i dzieci. Oto „bitwy” tej „armii”, oto jej „powstanie”.

 

Faszyzm ukraiński, najgorszy z możliwych, miał to „szczęście”, że masową świadomość zdominował inny zbrodniarz – Hitler, że straszne obozy zagłady przyćmiły rzeki krwi z pól i lasów Wołynia. Dzięki temu przyćmieniu próbuje nam się dziś wygładzać zbrodniarzy z OUN-UP, morderców jakich świat nie widział.

 

Jakim jest też naród, który bierze te zbrodnicze formacje za wzór, funduje im pomniki, ulice, opiera na nich swoją narodową świadomość?  Świat milczy. Świat nie protestuje i nie oburza się, bo w tragicznej pamięci o zbrodniach II wojny światowej, w licznych jej rozdziałach zabrakło już miejsca na tę, która pewnie najokrutniejsza, ale odbyła się gdzieś na dalekiej Polskiej prowincji, wśród prostych włościan z dala od ośrodków miejskich. Tylko dzięki temu zbiegowi okoliczności, dzięki przyćmieniu mordów ukraińskiego faszyzmu przez inne z tego okresu, dzisiejsza Ukraina może wygładzać wizerunek ludobójczych formacji.

 

Co zaś gloryfikowanie OUN-UPA mówi o samej dzisiejszej Ukrainie? A cóż można powiedzieć o kraju, który na sztandary wziął nocnych bandytów tysięcy dzieci i kobiet? Gdyby był jakiś kraj, który oficjalnie odwołuje się do zbrodniczej ideologii Hitlera czy innego zbrodniarza, mielibyśmy porównanie.

 

Sam konflikt z autorytarną Rosją nie przesądza o tym, że Ukraina wyszła z modelu wschodniego stając się państwem europejskich wartości. Wschodnie autokracje za nic mają nie tylko wolność, ale przede wszystkim poszanowanie życia każdego człowieka. Kult ludobójczej UPA to nie tylko drwina z narodowego cierpienia wnuków ofiar – dzisiejszych Polaków, to przede wszystkim manifestacja brutalnych, wschodnich ciągot dzisiejszej Ukrainy. Ktoś powiedział: nikt nie ma prawa wybierać Ukraińcom bohaterów narodowych. Owszem. Ale dla państwa o takim systemie wartości nie ma miejsca w Europie i tak długo jak to się nie zmieni, być miejsca nie powinno. Jest klub państw, które na sztandary biorą zbrodniarzy, jest tam dziś: Rosja czy Korea Północna, jest – niestety – i Ukraina. To, że członkowie tego klubu czasem atakują nawzajem siebie istoty sprawy nie zmienia.

 

Bartłomiej Królikowski

 

W ostatnich miesiącach relacje na linii Warszawa-Kijów ochłodziły się, co ma związek z antypolskimi incydentami na Ukrainie (np. protest nacjonalistów ukraińskich podczas upamiętniania polskich ofiar w Hucie Pieniackiej). Na Ukrainie wciąż trwa kult odpowiedzialnej za wymordowanie tysięcy Polek i Polaków UPA oraz postaci takich jak Stepan Bandera czy Roman Szuchewycz. Dodatkowo strona ukraińska krytycznie wypowiadała się na temat nowelizacji polskiej ustawy o IPN, zw. na określanie w niej zabijania Polaków na Wołyniu ludobójstwem oraz penalizację propagowania ideologii banderowskiej.

 

Ukraińska rada obwodu lwowskiego podjęła w styczniu decyzję o wywieszaniu banderowskiej flagi obok oficjalnej ukraińskiej przy okazji ważnych dla Ukraińców uroczystości. Czerwono-czarna flaga zawisła przy wejściu do lwowskiego ratusza, kiedy upamiętniano na Ukrainie zabitych na kijowskim majdanie- był to tzw. „dzień pamięci bohaterów Niebiańskiej Sotni”.

 

Teraz podobną decyzję przegłosowała większość deputowanych w obwodzie chmielnickim. Obok oficjalnych niebiesko-żółtych flag Ukrainy, te nacjonalistyczne również mają być wywieszane podczas świąt oraz dat mających związek z ukraińskim ruchem narodowowyzwoleńczym. Rada ma zwrócić się do Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej o wyznaczenie tych dni.

 

Flagi banderowskie wówczas powiewać mają przy budynkach tamtejszej rady obwodu, a także przy podległych jej urzędach. Dodatkowo deputowani chcą zwrócić się do ukraińskiego parlamentu (Rady Najwyższej) o nadanie banderowskim barwom oficjalnego statusu bojowego sztandaru ukraińskiej walki narodowowyzwoleńczej.

 

 

 

Zdarzenie miało miejsce na zachodzie Ukrainy, w Jaworowie położonym na terenie obwodu lwowskiego. Tablica upamiętniająca króla Jana III Sobieskiego, który powstrzymał najazd turecki oraz ekspansję islamu do Europy, informowała o planie budowy w tamtym miejscu pomnika ku czci polskiego monarchy.

 

– Do zdarzenia doszło w nocy z wtorku na środę. Została o nim poinformowana policja i konsulat RP we Lwowie – poinformowała Zofia Michniewicz pełniąca funkcję szefowej oddziału Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej w Jaworowie.

 

Co jeszcze oburzające, w miejscu tym zawieszono portret Stepana Bandery i napis świadczący o tym, że strona ukraińska nie zamierza przejmować się faktem, iż za bohaterów godnych czci na Ukrainie uznaje się zbrodniarzy odpowiedzialnych za mordy dokonywane na polskiej ludności w okrutny sposób.

 

– Tablica została rozbita, a na ścianie, przy której stoi baner, powieszono ogromny baner w czerwono-czarnych barwach, z portretem Stepana Bandery i napisem: „Na Ukrainie będziemy czcili własnych bohaterów” – przekazała Zofia Michniewicz.

 

Już w 2014 roku wmurowano i poświęcono kamień węgielny pod budowę pomnika. Jak zaznacza Zofia Michniewicz, na jego postawienie Polacy uzyskali zgodę lokalnych władz.

 

– U nas nigdy nie było konfliktów na tle narodowościowym – zaznacza.

 

Bardzo prawdopodobne jest, że ten akt wandalizmu jest kolejnym atakiem wymierzonym w Polaków po ochłodzeniu relacji na linii Warszawa-Kijów po uchwaleniu nowelizacji ustawy o IPN oraz sporze w sprawie ekshumacji szczątków polskich ofiar na Ukrainie.

 

Nie tak dawno przedstawiciele strony ukraińskiej jako jedni z pierwszych skrytykowali Polskę za nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Swoje zastrzeżenia zgłaszaj w kwestii związanej z określeniem wymordowania Polaków na Wołyniu ludobójstwem oraz penalizacją zbrodniczej ideologii banderyzmu.

 

Tą właśnie ideologię oraz banderowskie oddziały, które w swej historii dokonywały zbiorowych drastycznych mordów i kolaborowały z hitlerowcami symbolizuje czerwono-czarna flaga, którą wywieszono na rynku we Lwowie, przy wejściu do siedziby lokalnego ratusza.

 

Działanie to wynika z zapisów uchwały rady miejskiej z 15 lutego, zgodnie z którymi banderowska flaga ma być wywieszana obok ukraińskiej flagi narodowej 29 razy w ciągu roku. Chodzi o dni, kiedy wypadają ważne rocznice/święta z punktu widzenia strony ukraińskiej. Pierwotnie pojawiła się propozycja, aby czerwono-czarne flagi wywieszano równolegle z niebiesko-żółtymi. Ograniczono to jednak uchwałą z zeszłego tygodnia. Podobny projekt ma zostać rozpatrzony przez radnych w stolicy państwa- Kijowie.

 

Dziś banderowską flagę w centrum Lwowa wywieszono w związku z tzw. „dniem pamięci bohaterów Niebiańskiej Sotni”. Chodzi o upamiętnienie ludzi, którzy stracili życie w 2014 roku, podczas starć na kijowskim Majdanie.

 

Jak widać choć ukraińskie władze zdecydowanie protestują przeciwko naszej wewnętrznej uchwale, to nie przejmują się zbytnio naszymi zastrzeżeniami oraz wrażliwością historyczną, a kultywowanie ideologii banderyzmu nie dotyczy jedynie skrajnych grup na Ukrainie.

 

 

 

Wysoki rangą wojskowy Ukrainy oraz dawny tamtejszy minister obrony Ołeksandr Kuźmuk powiedział coś, co raczej nie powinno pozostawać bez reakcji polskiej strony.  Skandaliczna wypowiedź padła podczas audycji na antenie stacji „112 Ukraina”.

 

Słowa Ołeksandra Kuźmuka mają być reakcją na nowelizację ustawy o IPN, według której m.in. uznaje się zbrodnie dokonane przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu za ludobójstwo, a ideologia banderowska zostaje spenalizowana.

 

Były ukraiński minister posunął się do gróźb wobec Polski i przestrzegł przed działaniami Polaków w ramach „porachunków z historią”. Jego zdaniem może to doprowadzić do konfliktu zbrojnego.

 

Ołeksandr Kuźmuk stwierdził, że Ukraińcy przebywający na terenie Polski mogą „chwycić za kije”, jeżeli Polska nie zaprzestanie przypominania swoim sąsiadom o działalności UPA oraz zdarzeniach do jakich doszło na Wołyniu.

 

Ukraiński wojskowy powiedział też, że Kijów może zwrócić się również z propozycją omówienia poszczególnych momentów w historii. Jak twierdzi „historię trzeba znać, ale wyrównywać rachunków nie należy”.

 

– Jeśli przypomnieć historię — 100, 200 lat temu, nawet króla Bolesława 1000 lat temu, to tyle znajdziemy! – Powiedział były ukraiński minister obrony.

 

Kuźmuk swoje rozważania popierał faktem, że w Polsce przebywa obecnie ok. milion dwieście tysięcy Ukraińców i obawia się, że „coś z nimi będzie”.

 

– Tak, piąty front ukraiński wszedł do Polski. I nic z nimi nie będzie. Chwyci on tylko za kije, jeśli przypomnimy sobie wszystkich Kozaków od Lwowa do Kijowa powieszonych – powiedział Kuźmuk.

 

Słowa te można śmiało odczytywać jako jawne groźby wobec Polski i Polaków.