Przez ostatnie godziny świat stoi w obliczu zamachów terrorystycznych. Ładunki wybuchowe zdetonowano w różnych krajach. Nie jest jasne czy wszystkie przypadki należy ze sobą wiązać.

 

Ostatniej nocy doszło do ataku z użyciem ładunków wybuchowych na terenie Libii oraz Kanady. W pierwszym przypadku użyto tzw. samochodu-pułapki. Jego eksplozja nastąpiła w centrum Bengazi, miejscowości leżącej we wschodniej części kraju. W wyniku wybuchu auta, przynajmniej 7 osób straciło życie, a 10 zostało rannych. Ataku dokonano przed największym hotelem w Bengazi- Tibesti. W tym miejscu w okresie Ramadanu spaceruje wiele ludzi.

 

Atak w Kanadzie, miał natomiast miejsce na przedmieściach Toronto, w miejscowości Mississauga. Według informacji miejscowych służb, około godz. 22:30 dwóch mężczyzn zdetonowało bombę w lokalnej restauracji Bombay Bhel, a następnie uciekło. Sprawcy są obecnie poszukiwanie przez policję.

 

Wcześniej, 7 dnia ramadanu doszło do samobójczego ataku w Iraku. W północno-zachodniej części stolicy kraju- Bagdadu, otoczony przez funkcjonariuszy policji terrorysta, zdetonował tzw. pas shahida (założony na siebie pas zawierający ładunki wybuchowe). Według informacji podanych przez AFP, zginęły 4 osoby, a 16 zostało rannych. Wśród ofiar mają być pełniący wtedy służbę funkcjonariusze.

 

W wyniku ataku, do którego doszło w Kanadzie, rannych zostało 15 osób. Dzięki informacjom przekazanym przez służbę paramedyczną Peel Regional wiadomo, że stan trzech ludzi określa się jako krytyczny. Nie jest wiadome jak ciężkie obrażenia odniosło pozostałe kilkanaście osób. Wszystkich poszkodowanych przetransportowano do szpitali.

 

Nie jest jasne czy zdarzenia te należy w jakikolwiek sposób ze sobą łączyć, szczególnie iż nie ustalono personaliów sprawców ataku na przedmieściach Toronto, a do zamachu przeprowadzonego w Libii nikt się jeszcze nie przyznał. W ostatnich latach jednak, czas ramadanu był zazwyczaj okresem wzmożonej aktywności dżihadystów.

 

 

 

 

To z pewnością nie jest najbezpieczniejszy okres dla Londyńczyków. W czwartek w ciągu zaledwie 90 minut napadnięto i raniono nożem aż 6 osób. Najmłodsza z ofiar ma tylko 13 lat.

 

Kilka dni temu brytyjskie media ogłosiły, że Londyn stał się już miastem, w którym dochodzi do większej liczby morderstw niż w Nowym Jorku. Ataki nożowników są już prawie codziennością, a ofiarami przestępstw są nierzadko młodzi ludzie.

 

Według portalu londynek.net, w czwartek około godziny 17.30 nieopodal stacji DLR East India rozpoczęła się fala ataków. Zaatakowano tam 15-letniego chłopca. Już pół godziny później niedaleko Mile End napadnięto dwóch 15-latków. 16-letni napastnik również odniósł obrażenia. Został już aresztowany przez policję. Z kolei około godziny 19.00 na Ealing Broadway doszło do kolejnego incydentu z nożownikiem. W wyniku ataku ranny został nastolatek. Przetransportowano go do szpitala. Na terenie Little Ilford Park miał miejsce ostatni z ataków, podczas którego napastnik ranił 13-latka.

 

Jak twierdzą władze stolicy Wielkiej Brytanii, ataki wymknęły się spod kontroli, a rozwiązania dotyczące walki z nożownikami, które zostały jakiś czas temu wprowadzone nie przynoszą skutków.

 

Jak poinformował rzecznik Metropolitan Police, funkcjonariusze zaapelowali o pomoc do sił City of London Police.

 

– Policja już dawno utraciła kontrolę nad naszymi ulicami i miejscami publicznymi. Ich cisza jest przerażająca. Wygląda na to, że Scotland Yard nie jest w stanie zadbać o Londyn

– mówił Victor Olisa, który pracował kiedyś w Met Police.

 

Były prezydent Lech Wałęsa oświadczył na Twitterze, że profile jego i jego rzecznika zostały zaatakowane.

 

 

Ataki przeprowadzono w godzinach nocnych. Jak przekazały we wspólnym oświadczeniu prokuratura oraz policja po jednym z ataków, użyto koktajli mołotowa, a niektóre z nich wpadły do środka budynku przez otwarte okno.

 

W czwartkową noc miejsce miało podpalenie meczetu w Stuttgarcie. Obyło się wówczas bez ofiar. Po ataku tym, Gokay Sofuoglu- przywódca tureckiej społeczności potępił zachowanie sprawców ataku i sytuację w Stuttgarcie określił „aktem terroru” oraz „nieludzką zbrodnią”.

 

W nocy z soboty na niedzielę, zaledwie kilka godzin po tym, gdy policja poinformowała o rozpoczęciu śledztwa ws. incydentu w Stuttgarcie, został podpalony kolejny turecki meczet. Tym razem do ataku doszło w stolicy kraju- Berlinie.

 

Straż pożarna otrzymała zgłoszenie o pożarze w meczecie na terenie Berlina około godz. 2. O godz. 3:30 akcja była już zakończona, a płomienie ugaszone.

 

Co ciekawe, wśród komentarzy pojawiają się sugestie i podejrzenia, że ataków nie dokonały ugrupowania nazistowskie czy prawicowe, a przedstawiciele ludności kurdyjskiej lub wspierająca ich skrajna lewica i bojówki powiązane z takimi ugrupowaniami jak antifa. Wskazywać ma na to fakt, że zaatakowano meczety tureckie.

 

[Poniżej nagranie z jednego z takich ataków.]

 

 

Policja z Berlina podała do wiadomości, że podczas impresy sylwestrowej, zorganizowanej przy Bramie Brandenburskiej doszło do przypadków molestowania seksualnego.

 

„Podczas wydarzeń na #Welcome2018 w Berlinie odnotowano niestety przypadki napaści na tle seksualnym” – napisała na Twitterze berlińska policja.

„Nie tolerujemy takich czynów!” – podkreślono.

 

Policja poinformowała także o zatrzymaniu podejrzanych. Odnotowano dotychczas dziesięć przypadków ataku na kobiety podczas minionej nocy, natomiast siedmiu sprawców aresztowano.

Już w piątek organizatorzy imprez sylwestrowych w Berlinie powiadomiono o tzw. ,,strefach bezpieczeństwa” dla kobiet. Wszystko ze względu na obawy przed napaściami na tle seksualnym.