Kilka tygodni wstecz pisaliśmy o znanym biznesmenie z „Nowej Soli”, Marku W. „Kobra”, bo takie nosił przezwisko, przez wiele lat poszukiwany był listem gończym. Na swoim koncie ma takie przestępstwa jak sadystyczne traktowanie pracowników (zmuszanie ich do biegania nago, grożenie gwałtem na ich córkach czy śmiercią – więcej: tutaj). W końcu przestępca trafił tam, gdzie jego miejsce!

 

Trudno sobie wyobrazić jakie piekło zostało wyrządzone niewinnym ludziom, kiedy nawet po trafieniu przestępcy za kratki, Ci boją się pokazać twarz przed kamerami. W rozmowie z dziennikarzami programu „Alarm!” TVP, pracownicy z trudem wspominają czasy, w których każdy dzień pracy był koszmarem. Każdy dzień zostawiał za sobą głębokie głębokie rany zarówno fizyczne, jak i psychiczne.

 

Pierwsza kara dla Marka W. to 15 miesięcy pozbawienia wolności za znęcanie się nad pracownikami. Sąd na poczet kary zaliczył wcześniejszy areszt i… podjął decyzję o warunkowym przedterminowym zwolnieniu. We wrześniu 2016 r. mężczyzna usłyszał wyrok 8 lat pozbawienia wolności i 750 tys. zł zadośćuczynienia dla każdej z gnębionych kobiet. Jak mówi jeden z pracowników, biznesmen „znęcał się nad dziewczynami, które przynosiły mu kawę, koło niego biegały, doszło do gwałtu na którejś, a Jurek był ośmieszany, ganiany po placu na golasa”.

 

– To dręczenie trwało latami i wszyscy o tym mówili. Nie to, że nikt nie wiedział, co się tam dzieje, bo pracownicy się zmieniali, ale on miał kontakty. Ja cały czas się go boję – dodaje inna pokrzywdzona.

 

Prawnicy „Kobry” złożyli apelację, a sprawa stanęła w miejscu. Minęło 2,5 roku od ogłoszenia wyroku, który wciąż jest nieprawomocny. – Jak zetknąłem się z tą sprawą to wszyscy mówili, że on jest osobą, która ma jakieś specjalne wpływy, jest osobą nietykalną – wyznaje w programie „Alarm!” mecenas ipełnomocnik zgwałconych przez Marka W. kobiet, Michał Sienkiewicz,

 

Po wyroku za gwałty „Kobra” przepadł, wydawać by się mogło, że bez śladu. W końcu jednak udało się go zatrzymać i w lutym złapano go w Górze pod Lesznem. Mężczyzna trafił do aresztu.

 

Źródło: se.pl
Fot.: Twitter – @poznan_wyborcza
EM

Jak podaje se.pl, oficer policji w Bossier City, w stanie Luizjana, został aresztowany za uprawianie seksu ze zwierzętami. Wszystko co robił, filmował. Obrzydliwe video trafiło    w ręce mundurowych kolegów policjanta, którzy prowadzili w jego sprawie dochodzenie.

 

 

Przedstawiciele stanu Luizjana – State Police, poinformowali, że 38-letni Terry Yetman, oficer Bossier City Police, został aresztowany kilka dni temu. Usłyszał 20 zarzutów wykorzystywania seksualnego zwierząt oraz 20 zarzutów filmowania aktów seksualnych ze zwierzętami.

 

Dochodzenie w sprawie Yetmana Louisiana State Police Special Victim’s Unit rozpoczęło w sierpniu. To w końcu zaowocowało pozwoleniem na przeszukanie mieszkania policjanta. Tam na komputerach znaleziono filmy pornograficzne ze zwierzętami z oficerem Yetmanem w roli głównej. Przebywający w areszcie za kaucją ponad 300 tys. dolarów policjant był szanowany i respektowany.

 

Źródło: usa.se.pl
fot. Wikipedia Commons
LS

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała obywatela Federacji Rosyjskiej podejrzanego o udział w organizacji terrorystycznej.

 

– Do zatrzymania doszło pod koniec listopada – poinformował w TVP Info Stanisław Żaryn, rzecznik ministra koordynatora ds. służb specjalnych.

 

Jak wynika z materiałów ABW, Alvi A. miał związek z Państwem Islamskim i zajmował się wsparciem logistycznym organizacji terrorystycznych. Brał udział w walkach na Bliskim Wschodzie, a także był w stałym kontakcie na terytorium Polski z radykalnymi islamistami, z których kilku zostało już deportowanych do swego kraju.

 

Wobec mężczyzny prowadzono również postępowania przygotowawcze, w których podejrzewano go o organizowanie nielegalnej migracji.

 

Źródło: fot.: tvp.info
EM

O sprawie poinformował portal tvn24.pl. Paweł M. ps. „Misiek”, który został zatrzymany 27 września we Włoszech, opuścił areszt pomimo wielu zarzutów jakie mu się stawia i faktu, że przez kilka miesięcy ścigany był listem gończym.

 

„Misiek” swoją popularność zdobył już pod koniec lat 90-tych, kiedy podczas meczu Wisły z Parmą rzucił nożem w głowę włoskiego piłkarza Dino Baggio. Po wyjściu na odbyciu kary za tamten wybryk, Paweł M. stopniowo umacniał swoją pozycję wśród małopolskich gangsterów oraz stał się przywódcą bojówkarzy identyfikujących się z klubem Wisła Kraków.

 

O zatrzymaniu Pawła M. pisaliśmy tutaj:

Zatrzymano znanego pseudokibica!

 

Lider gangu Wisła Sharks uciekł z Polski w maju. Wtedy też miała miejsce ogromna akcja policji przeprowadzona na Śląsku i w Małopolsce, w którą zaangażowano ponad tysiąc funkcjonariuszy. Wśród zatrzymanych nie znalazł się wówczas „Misiek”, który opuścił kraj kilka dni wcześniej. Taki obrót sprawy od początku rodzi podejrzenia, że doszło do przecieku z prokuratury lub służb, który umożliwił ucieczkę szefowi małopolskiego gangu.

 

 

Po kilku miesiącach doszło do zatrzymania  Pawła M. w leżącej na południe od Rzymu miejscowości Cassino. „Misiek” posługiwał się fałszywym dowodem osobistym, a także zmienił swój wygląd. Podczas ujęcia przez policję miał być nieco zaskoczony i nie stawiać oporu. Do aresztu trafił on na mocy Europejskiego Nakazu Aresztowania  wydanego przez sąd w Polsce.

 

Paweł M. odpowiadać miał za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, handel narkotykami, a także usiłowanie zabójstwa. Jak deklarowała wówczas zastępca Prokuratora Generalnego Beata Marczak, strona Polska miała szybko podjąć działania w celu ekstradycji gangstera do kraju.

 

Jak się jednak okazuje włoski sąd zdecydował się wypuścić na wolność „Miśka”.

 

– Byliśmy pewni, że za kratkami spędzi czas do momentu, gdy już prawnie i praktycznie będzie możliwe przekazanie go nam – powiedział w rozmowie z tvn24.pl jeden z funkcjonariuszy policji.

 

12 października włoski sąd podjął decyzję o zmianie aresztu na dozór wobec lidera krakowskich pseudokibiców. W związku z takim postanowieniem, Paweł M. ma stawiać się każdego dnia na komisariacie policji. Taki stan rzeczy utrzymany ma zostać do 22 października, na kiedy wyznaczono transport „Miśka” do Polski.

 

– Nie mamy pewności, czy 13 i 14 października stawił się w komisariacie. Informacja o zmianie przez sąd sankcji dotarła do Biura Międzynarodowej Współpracy w Komendzie Głównej Policji dopiero w poniedziałek. Teraz sytuacja jest taka, że tak naprawdę tylko od niego zależy, czy wróci do kraju – twierdzą niektóre z osób wypowiadających się dla tvn24.pl.

 

Niektórzy ze śledczych nie kryją obaw, że przywódca Wisła Sharks nie pojawi się 22 października w Polsce, ponieważ teraz umożliwiono mu ponowną ucieczkę.

 

– Jeśli teraz ucieknie, to schowa się już na tyle dobrze, że będziemy go szukali latami – wyjaśnia w rozmowie z tvn24.pl jeden z oficerów policji.

 

W celu wywalczenia zmiany decyzji włoskiego sądu, według jednego z oficerów policji, „Misiek” zatrudnił poważanych prawników zarówno włoskich, jak i polskich. Jak się okazuje, wśród wysuwanych przez nich argumentów pojawiła się również kwestia… problemów z praworządnością w Polsce.

 

– Nie chcę zdradzać dokładnie argumentów, jakie przedstawiliśmy włoskiemu sądowi, ale potwierdzam, że dotyczą między innymi wątpliwości co do praworządności w Polsce i tego, czy w obecnej sytuacji polskiego wymiaru sprawiedliwości mój klient mógłby liczyć na sprawiedliwy proces – powiedział cytowany przez tvn24.pl Andrzej Mucha, adwokat Pawła M.

 

Przyznał, że używa takiej argumentacji „patrząc na zachowanie niemieckich, irlandzkich, hiszpańskich sądów, które mają wątpliwości co do wydawania Polaków”.

 

– Sąd Apelacyjny w Rzymie dysponował oboma nakazami aresztowania wydanymi przez prokuratury w Katowicach i Krakowie, a mimo to nie miał wątpliwości, że konieczne jest zwolnienie Pawła M., zresztą niezwłoczne, jak wynika z postanowienia. We współpracy z adwokatami włoskimi przygotowujemy kolejne dokumenty, które przedłożymy w tej sprawie – stwierdził Andrzej Mucha.

 

Jak widać sprawa rozbicia gangu Wisła Sharks opartego na krakowskich pseudokibicach to nie jest temat zamknięty. O sprawie powiązań gangsterów z krakowskim klubem zrobiło się głośno przed kilkoma tygodniami w związku z reportażem „Superwizjera” na ten temat.

 

Na ten temat pisaliśmy również tutaj:

Skruszony pseudokibic opowiada o chorych pomysłach gangsterów z Krakowa!

 

 

Źródło: tvn24.pl ; Facebook/@Malopolska.Policja

Fot.: Wikimedia Commons

Tak będzie wyglądał dzień Stanisława Gawłowskiego, posła Platformy Obywatelskiej, który został osadzony w areszcie. Materiał opublikowała Wirtualna Polska, powołując się na Szczegółowy rozkład dnia według zarządzenia dyrektora Aresztu Śledczego w Szczecinie z dnia 18 lipca 2017 r.

 

 

 

Osadzenie w areszcie krytykuje Roman Giertych, który współpracuje sekretarzem PO. „Zatrzymanie posła PO Stanisława Gawłowskiego było całkowicie niepotrzebne; powodem miała być obawa, że może on nie stawiać się na wezwanie organów ścigania, a to absurd” – mówił wczoraj pełnomocnik posła Roman Giertych. Jak dodał, złoży w tej sprawie zażalenie. Zdaniem Giertycha, Gawłowski „jest przetrzymywany nielegalnie”. Podkreślił on również, że decyzja Sejmu w tej sprawie się nie uprawomocniła.

 

– Złożenie wniosku o reasumpcję oznacza zawieszenie obowiązywania tej decyzji, bo przecież ta decyzja może być zmieniona. Na następnym posiedzeniu Sejmu posłowie mogą przegłosować reasumpcję

– powiedział Roman Giertych na briefingu w Szczecinie.

 

W piątek funkcjonariusze CBA zatrzymali posła i sekretarza generalnego PO Stanisława Gawłowskiego. Poseł wraz z mecenasem Romanem Giertychem, jego pełnomocnikiem stawił się tego dnia na wydziale Prokuratury Krajowej w Szczecinie – informuje portal wpolityce.pl.

 

Jak powiedział Giertych dziennikarzom w Szczecinie, nie ma żadnych podstaw do przedstawienia zarzutów posłowi Gawłowskiemu. Dodał również, że funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego sporządzili już protokół zatrzymania.

 

– Ten protokół zawiera postanowienie o zatrzymaniu i przymusowym doprowadzeniu, z podpisem z dnia wczorajszego co było dosyć absurdalne w kontekście tego, że myśmy się właśnie (w prokuraturze) stawili

– mówił Giertych.

 

– W moim przekonaniu taka treść postanowienia w ogóle wykluczała zatrzymanie, co żeśmy uwzględnili. Na pewno też będę składał zażalenie na to zatrzymanie, ono było całkowicie niepotrzebne

– dodał.

 

– Myśmy przyszli, można było posła przesłuchać i decyzję prokuratura mogła podjąć jutro, w sprawie aresztu. Gdyby przyjąć na poważnie argument prokuratury, że powodem zatrzymania jest obawa, że może pan poseł Gawłowski nie stawiać się na wezwanie organów ścigania, to sami możecie państwo ocenić, na ile taki argument jest logiczny i zasadny, w kontekście tego, że myśmy się tu stawiali i bez wezwań

– zaznaczył.

 

– Mamy do czynienia z nagonką, i to skoordynowaną, ze strony prokuratury. Widać taka jest reakcja autorytarnego państwa na strach związany ze spadkiem sondaży

– powiedział.

Biznesmen Zbigniew S. trafił do aresztu z powodu działań na szkodę jednej ze spółek w Krakowie. Prokuratura zarzuciła mu również straty w wysokości prawie 30 mln zł. Mężczyzna znany jest m.in. z ujawnienia akt afery podsłuchowej.

 

– Sprawa dotyczy w głównym zakresie podjętych w roku 2014 działań związanych z nieprawidłowościami w obrocie mieniem spółki Viamot S.A. w Krakowie, skutkujących powstaniem szkody w wielkich rozmiarach w tej spółce (łączna kwota ok 29 milionów złotych)

– poinformowała prokuratura.

 

Jak informuje portal dorzeczy.pl, ustalono, że osoby, które miały pracować nad kondycją firmy, w rzeczywistości wyrządzały jej szkodę. Podejmowały one czynności mające na celu wyprowadzenie składników majątku spółki poprzez m.in. zbywanie nieruchomości, które do niej należały, po niskich cenach.

 

Zbigniew S. usłyszał w czwartek zarzuty.

– Dotyczą one wyrządzenia szkody majątkowej spółce w wielkich rozmiarach i w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, poświadczenia nieprawdy w dokumentach w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, a także udaremnienia lub uszczuplenia zaspokojenia wielu wierzycieli

– przekazała Prokuratura Krajowa.

 

Biznesmen nie przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Grozi mu do 10 lat więzienia – czytamy na portalu internetowym dorzeczy.pl.

 

Wnuk byłego prezydenta Lecha Wałęsy został zwolniony z aresztu za kaucją. Mimo że obecnie cieszyć się może chwilami wolności, grozi mu 8 lat więzienia. Dla przypomnienia, spowodował wypadek samochodowy, prowadząc pod wpływem alkoholu bez prawa jazdy.

 

Mężczyzna usłyszał sześć zarzutów, z czego najpoważniejszy dotyczy sprowadzenia niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym. Jak informuje Super Express, Dominik W. opuścił jednak areszt, gdyż wpłacił 10 tys. złotych kaucji.

 

– Wykonując manewr uderzył w inny pojazd, poruszał się samochodem od lewej do prawej krawędzi jezdni, jechał po chodniku, zmuszając pieszych do ucieczki, a poza tym, usiłując wykonać manewr wyprzedzania innego pojazdu, wjechał na chodnik ponownie, zmuszając pieszych do ucieczki

– poinformowała Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku w rozmowie z dziennikiem.

 

Według nieoficjalnych doniesień, wnuk Wałęsy pozostawił pojazd na środku jezdni, po czym usiadł na przystanku, gdzie został zatrzymany przez policję. Jak informuje portal wiadomosci.wp.pl, mężczyzna był agresywny. Ponadto, groził on funkcjonariuszom. Miał 1,88 promila alkoholu we krwi. Co więcej, samochód prowadził bez uprawnień.

 

Nie jest to jedyny incydent Dominika W. Obecnie trwa postępowanie ws. naruszenia nietykalności cielesnej kobiety.

 

Do zdarzenia doszło w Toruniu w jednym z lokali handlowych. Sławomir Wałęsa, syn byłego prezydenta Lecha Wałęsy, trafił na jeden dzień do aresztu po tym, jak nie chciał uregulować 20 złotych grzywny za kradzież świeczki zapachowej – donoszą źródła.

 

Według dziennika Super Express, syn Lecha Wałęsy został zatrzymany przez ochronę w jednym z toruńskich sklepów. Kiedy opuszczał już lokal z zakupami, dostrzeżono, że w kieszeni płaszcza ma świeczkę zapachową i wezwano policję. Ostatecznie, sprawę skierowano do sądu, który wymierzył Sławomirowi Wałęsie 20 zł kary – informuje portal wprost.pl.

 

Syn Lecha Wałęsy odmówił zapłacenia grzywny, tłumacząc, że jest niewinny. – Sąd zamienił mu więc grzywnę na prace społeczne. Ale i temu wyrokowi Wałęsa się nie podporządkował, bo nie miał zamiaru latać z miotłą po Toruniu i nie zgłosił się w wyznaczonym miejscu ani terminie – taki komunikat pojawił się w dzienniku Super Express. W rezultacie wniesiono o zarządzenie kary zastępczej, aresztu. Do wniosku przychylił się Sąd Rejonowy w Toruniu. W zamian za nieuiszczoną karę 20 złotych, zarządził wobec Sławomira Wałęsy karę jednego dnia pozbawienia wolności. – To jakiś absurd, żeby za świeczkę iść do więzienia – powiedział syn Lecha Wałęsy podczas wywiadu z Super Expressem – donosi serwis wprost.pl.