Sprawa tzw. zawodnika MMA i tzw. zabójcy. Poseł Rzymkowski pyta ministra Ziobrę o niejasności

Czy z zaatakowanego młodego mężczyzny przez pijanego agresora można zrobić zabójcę? Owszem. Media potrafią nie jedno. W przypadku tzw. zawodnika MMA (tzw. ponieważ skazany miał z MMA amatorski związek w przeszłości) zrobiono bandytę, pomimo, że ten bronił się, uderzył czy odepchnął pijanego przeciwnika raz, ale ze skutkiem śmiertelnym, bowiem agresor, mając 2,5 promila alkoholu we krwi, przewrócił się i uderzyła głową o beton.

Wyrok skazujący w zawieszeniu dla Tomasza Greczkowicza zapadł w Sądzie Rejonowym w Bytomiu. Sąd Okręgowy w Katowicach zaostrzył wymiar kary zmieniając możliwość jej zawieszenia na konieczność bezwzględnego więzienia dla skazanego.

 

Dla przypomnienia. W wyniku kłótni Tomasza Greczkowicza z Bartoszem Zającem doszło do rękoczynów. Tomasz Greczkowicz w odpowiedzi na agresywne i wulgarne wobec niego zachowanie Bartosza Zająca (poza wyzwiskami także oplucie), uderzył „napastnika”, co spowodowało niefortunny  upadek ze skutkiem śmiertelnym. Bartosz Zając po dwóch dniach hospitalizacji zmarł, a Tomasza Greczkowicza uznano winnym nieumyślnego spowodowania śmierci.

 

Zarówno w toku sprawy, jak i po jej zakończeniu na światło dzienne wychodzić zaczęły przeróżne nieścisłości. Obecnie więcej jest pytań niż odpowiedzi. Co istotne, konieczne do rozpatrzenia kwestie rzucają już na etapie pytań zupełnie inne światło, nie tylko na samo zdarzenie ale również na okoliczności procesu, zeznań i wysokość wymierzonej kary.

 

Z szeregiem pytań dotyczących sprawy Tomasza Greczkowicza do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry zwrócił się poseł na sejm Tomasz Rzymkowski. Podjął najbardziej nurtujące w sprawie kwestie.

 

Jak dotąd nie ustalono czy i w jakim stopniu na śmierć Bartosza Zająca mogło wpłynąć przenoszenie pacjenta i domniemany upadek z łóżka mogący mieć miejsce podczas hospitalizacji w bytomskim szpitalu. Ewentualne zaniedbania ze strony szpitala mogły odnieść negatywny skutek dla zdrowia Bartosza Zająca, co miałoby znaczący wpływ na zarzut, który przedstawiono Tomaszowi Greczkowiczowi

 

Ponadto, sama kwalifikacja czynu jako nieumyślnego spowodowania śmierci, a nie obrony koniecznej budzi wiele zastrzeżeń.

 

Osobną, lecz nie mniej istotną dla sprawy, jest kwestia zaangażowania się w nią Damiana Bartyli, byłego prezydenta Bytomia, który obiecywał oficjalnie surową karę dla Tomasza Greczkowicza. Jego powiązania z rodziną Zająców nie są tajemnicą (Bartosz Zając i Damian Bartyla byli najbliższymi kuzynami, natomiast żona zmarłego, Katarzyna Zając, pracowała w prowadzonym przez Bartylę urzędzie miejskim). Były prezydent Bytomia, jako wpływowa postać, osobiście, dwukrotnie spotkał się ze świadkiem procesu Damianem Karczewskim. Owe spotkania Bartyli rzucają się cieniem na sprawę tym bardziej, że sam Bartyla nie powiedział o nich podczas przesłuchania w sprawie. Uznał je bowiem za mało istotne, jak twierdził.

 

Problem ze składaniem zeznań miała również żona Bartosza Zająca, Katarzyna Zając, przedstawiając wielokrotnie różne wersje zdarzenia, bądź mieszając podstawowe fakty. Obecnie w sprawie składania przez nią fałszywych zeznań prowadzone jest postępowanie przez Prokuraturę Rejonową w Sosnowcu.

 

Wszystkie te kwestie jak również medialna próba przedstawienia Tomasza Greczkowicza jako zwyrodniałego, pełnego agresji zawodnika MMA (a uprawiał on ten sport jedynie amatorsko, nie biorąc udziału w zawodowych walkach) zdają się być wynikiem precyzyjnie przygotowanych działań mających na celu doprowadzić do jak najdotkliwszego ukarania Tomasza Greczkowicza.

Daria Plewa




Komentarze

Kraj

Świat