Seksafera w partii Korwin-Mikkego? Czy to początek końca?

Rozumienie terminu „wolność” w formacji Janusza Korwin-Mikkego nabiera doprawdy nowego znaczenia. Moje przekonanie w tym względzie potwierdza rozmowa, z niedawno jeszcze jedną z twarzy tej formacji, Ewą Zajączkowską na jednym z portali. Na szczęście, Ewa podobnie jak ja w tym temacie ma zdanie podobne do mojego, a zatem jak widać, to nie ja oszalałem, bowiem JKM i jego otoczenie zaczynają szokować nie tylko mnie i podobnie mi myślących, ale nawet blisko związanych nim ludzi.  Potencjalna „seksafera z Grzegorzem G. w roli głównej” to podobno jak twierdzi Zajączkowska: „jedynie 1/10 wewnątrzpartyjnych skandali”. Aż boję się pomyśleć co nas zatem, już niebawem, czeka.

 

Jedno jest pewne. Ostatnie dni to wizerunkowa klęska ugrupowania. Po złożeniu w ubiegłym tygodniu przez grupę działaczek zawiadomienia do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez dotychczasowego członka zarządu partii Grzegorza G., opinia publiczna zawrzała. Bliski współpracownik prezesa partii miał świadomie zarażać kobiety kiłą. Przypomnijmy: jak donosi „Fakt”, członek zarządu partii i bliski współpracownik Janusza Korwin-Mikkego Grzegorz G. świadomie, a nawet z premedytacją, miał zarażać działaczki i sympatyczki ugrupowania groźną chorobą weneryczną – kiłą. Sprawę na wniosek poszkodowanych kobiet bada już prokuratora. CO robi w takiej sytuacji szef partii? Dąży do natychmiastowego wyjaśnienia sprawy? Otóż nie, mylicie się Państwo. On, czyli sam JKM w swoim stylu bagatelizuje  sprawę. Tym samym  dokłada przysłowiową „cegiełkę” do wizerunkowej kompromitacji swojej formacji. W rozmowie z Faktem groteskowo pyta – Co ja mogę zrobić? Kupić koledze G. pas cnoty? Ot, poważna i dojrzała reakcja na kryzys.

 

Na szczęście nieco inaczej sprawę widzi część zaplecza partii „Wolność”. Przykładowo, wspomniana na wstępie Ewa Zajączkowska, w studiu telewizji internetowej „wRealu24.pl” mówi bez ogródek: „Z całym szacunkiem, ale to co powiedział Korwin jest niepoważne. Nie można mówić, że jest to sprawa prywatna Grzegorza G., jeśli pełni poważne funkcje w partii i doprowadził do takiej sytuacji z działaczką partii”.  Co więcej, otwarcie przyznaje, że wstydzi się stanu do jakiego doprowadziła się partia „Wolność”, a szczególnie jej władze.

 

Ewa Zajączkowska zwraca także uwagę na aspekty ideologiczno-etyczne. Przypomina, że konserwatywne – przynajmniej teoretycznie – grono popleczników Korwin-Mikkego występowało przeciw kryzysowi migracyjnemu, często podnosząc argument gwałtów jakich na masową skalę dopuszczając się przybysze z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu w zachodniej Europie. W rozmowie z Marcinem Rolą była działaczka „Wolności” stwierdza: „Jest dla nas wielkim zaskoczeniem, że środowisko konserwatywne, które mówi różne rzeczy, chociażby na temat imigrantów, że oni mogą Polki pozarażać nie wiadomo czym, dopuściło się czegoś takiego. Jest nam absolutnie wstyd.”

 

Choć wydawać się może, że skandal takich rozmiarów jest już ciosem po którym poważna partia się nie podniesie, Ewa Zajączkowska zapowiada, że to jedynie wierzchołek góry lodowej. Jak wyglądają zatem kulisy działalności w partii Wolność Janusza Korwin-Mikke? Jeśli świadome zarażanie kiłą i podryw na znajomość prezesa to – jak twierdzi Zajączkowska – „1/10” (wszystkich afer – red.), to może lepiej by Wolność straciła wolność funkcjonowania.




Kraj

Świat