Polował na ludzi i lwy. Gwałcił, groził śmiercią dzieci, kazał biegać nago

W piątek funkcjonariuszom z Zespołu Poszukiwań Celowych KWP w Poznaniu udało się schwytać 48-letniego Marka W. „Kobra” był milionerem z Nowej Soli (woj. lubuskie), którego przez lata poszukiwano listem gończym. Historia zarzutów, jakie zgromadził w swojej kartotece mrozi krew w żyłach. Zatrudnianych przez siebie pracowników zatrzymany traktował gorzej niż śmieci.

 

Mężczyzna dorobił się ogromnej ilości działek i lokali. Jest także wspólnikiem dziewięciu spółek zajmujących się między innymi administrowaniem nieruchomościami i uprawami rolnymi. Odkąd założył firmę i zatrudnił pracowników, na jaw wyszły jego sadystyczne skłonności.

 

– Nigdy nie spotkałem się z osobą o tak daleko posuniętych skłonnościach sadystycznych, która w tak okrutny sposób wykorzystywałaby sytuację zależnych od siebie ludzi. Była tym groźniejsza, że dzięki majątkowi i powiązaniom rodzinnym wykorzystywała słabości polskiego wymiaru sprawiedliwości. – wspominał Michał Fuja, autor reportażu „Superwizjera”.  

Jak stwierdziło wielu pracowników, „Kobra” zatrudnił ich tylko po to, by móc się nad nimi znęcać i pastwić. W aktach sprawy wymieniono drastyczne przypadki sadyzmu: przebiciu dłoni długopisem czy zmuszaniu pracownika do biegania nago wokół siedziby firmy (groził przy tym gwałtem lub śmiercią jego córki). Jak opowiadał reporterowi „Superwizjera” były pracownik Marka W., „była przemoc i psychiczna, i fizyczna. Było kopanie, duszenie, bicie”. – Sprawiało po prostu temu człowiekowi przyjemność, że się znęcał, że bił. Z takich najgorszych rzeczy to było zamykanie mnie w pakamerze na terenie firmy. Łańcuch na drzwiach, zamknięte, zero wyjścia. Przez sobotę i niedzielę nie zrobiłem zakupów, siedziałem, ja to nazywam, za przeproszeniem, o suchym pysku – dodał.
 

 
Jak przyznają pracownicy, nie mogli oni odejść z firmy, gdyż groziły im za to wielkie kary finansowe, bowiem w momencie zatrudnienia zgadzali się oni, podpisując umowę o pracę, składać podpis również pod wekslami in blanco. Osoby odważniejsze, które mimo to podjęli próbę ucieczki, „Kobra” bił i więził.

 

Obecnie sprawca przebywa w areszcie w Poznaniu. Śledczy chcą mu postawić kolejne zarzuty: w 2010 roku groźbami śmierci usiłował wymusić zwrot 1,1 mln złotych długów, a także zeznania na świadkach w sprawie swoich nieujawnionych dochodów. Musiały jednak minąć dwa lata, aby policji udało się znaleźć mężczyznę i go zatrzymać. – Ten pan miał bardzo specyficzne nawyki, dla przykładu nie chodził po pasach, tylko kilkadziesiąt centymetrów obok nich. Zapuścił wąsy i brodę, ale nas to nie zmyliło. To była ciężka operacyjna robota. Mogę powiedzieć, że zatrzymaliśmy go na środku ulicy w samym centrum miasta. – mówi Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji.

 

Źródło: se.pl
Fot.: Twitter – @poznan_wyborcza
EM




Komentarze

Kraj

Świat