„Migranci to ścierwo”, „wolałbym, żeby mój syn zginął, niż był gejem”, czyli wybory prezydenckie w Brazylii

Jak podaje tvp.info, prawdopodobne jest, że wybory prezydenckie w Brazylii zakończą się bardzo kontrowersyjną decyzją. „Wolałbym, żeby mój syn zginął w wypadku, niż był gejem”, „Ścierwo ziemi (o migrantach)” – nie są to wpisy internetowych trolli, a słowa polityka, który wkrótce może będzie rządził jednym z największych krajów świata. Jair Bolsonaro, który został zaatakowany niedawno podczas wiecu nożem, z łatwością wygrał pierwszą turę wyborów prezydenckich. 

Brazylijczycy chcą pozostawić za sobą władzę skorumpowaną, pełną skandali. Przede wszystkim obywatele tego państwa potrzebują przywódcy niepowiązanego ze starym układem. W podatnym na działania populistów kraju wybór najpewniej padnie na przedstawiciela skrajnej prawicy Jaira Bolsonaro, który wygrał pierwszą turę wyborów prezydenckich.  Bolsonaro, były spadochroniarz i nauczyciel wueufu, nie jest jednak w pełni „czysty”. Ciekawa jest  jego historia drogi na szczyt.  Urodził się 21 marca 1955 roku w mieście Glicério w stanie Sao Paulo w rodzinie Perciego Geraldo Bolsonaro i Olindy Bontur. Jego potomkowie są pochodzenia niemieckiego i włoskiego. Pewnego razu stwierdził, że jego pradziadek był „żołnierzem Hitlera” oraz że „nie miał wyboru – musiał walczyć albo by zginął”.  Ma trzech synów z pierwszą żoną Rogérią Bolsonaro, kolejnego z Aną Christiną oraz córkę z Michelle de Paula Firmo Reinaldo Bolsonaro, z którą wziął ślub w 2013 roku. Uprzedziwszy nieco fakty, warto dodać, że Michelle była zatrudniona w biurze polityka, już wówczas członka Kongresu, i w krótkim czasie jej pensja wzrosła trzykrotnie. Najwyższy Sąd Federalny orzekł, że to nepotyzm i Bolsonaro musiał zwolnić ukochaną.  Podczas nauki w liceum dostał się do szkoły przygotowującej do służby w armii i wysłano go do uczelni wojskowej, którą ukończył w 1977 roku. Krótko służył w jednostkach spadochronowych. Dosłużył się rangi kapitana, ale dalszą karierę powstrzymał jego niewyparzony język. W 1986 roku udzielił wywiadu magazynowi „Veja”, w którym narzekał na niskie zarobki w wojsku. Na szczęście jego kariera nie zakończyła się tak, gdyby zrealizował swój plan, który zarysował rok później w skeczu dla tego samego magazynu. Zasugerował w nim zbombardowanie Academia Militar das Agulhas Negras. Gdy ustalono, kto za tym stoi został skazany na 15 dni aresztu. Wyszedł dzięki apelacji. Wtedy zaczął swoją karierę polityczną. Pierwszym szczeblem było dostanie się w 1988 roku do rady miasta Rio de Janeiro z ramienia Chrześcijańskiej Partii Demokratycznej. Dwa lata później został już kongresmenem.  Jak to polityk, często zmieniał przynależność partyjną. W końcu dołączył do                       Socjalno-Liberalnej Partii. Pierwsze sondaże dawały Bolsonaro kilkuprocentowe poparcie. Gdy Sąd Najwyższy nie chciał wyrazić zgody na jego start i nakazywał mu stawienie się w więzieniu, gdzie ma odsiedzieć wyrok 12 lat za korupcję i pranie pieniędzy, wraz ze zwolennikami zabarykadował się w siedzibie związku zawodowego metalowców w Sao Paulo. Podczas kampanii wyborczej Bolsonaro nieco złagodził swoją retorykę. Zasugerował m.in. ograniczenie interwencjonizmu państwowego w gospodarce. Obiecał również, że obniży podatki, żeby rozruszać gospodarkę i ograniczyć szalejące bezrobocie. Deklarował również obronę „tradycyjnych wartości rodzinnych” i walkę z przestępczością, a więc klasyczne hasła konserwatywne.  6 września nastąpił przełom – podczas wiecu wyborczego w mieście Juiz de Fora, leżącym około 200 km na północ od Rio w stanie Minas Gerais, został trzykrotnie raniony w brzuch nożem. W stanie ciężkim trafił do szpitala. Miał przebite płuco, uszkodzoną wątrobę, część jelit i stracił wiele krwi. Lekarze przyznali, że walczył o życie, ale dość szybko się wylizał. Sprawca ataku został aresztowany. Policja oświadczyła, że to Adelio Bispo de Oliveira, były członek partii Socjalizm i Wolność.  Po około miesięcznym pobycie w szpitalach polityk wrócił do domu, ale dalej nie mógł brać udziału w kampanii. Mimo to był pierwszym rozgrywającym, zamach przysporzył mu nowych zwolenników.  Bolsonaro opowiada się przeciwko legalizacji małżeństw oraz związków jednopłciowych i jest w związku z tym oskarżany o homofobię i zachęcanie do przemocy. „Nie byłbym w stanie pokochać syna geja. Jak oświadczył w wywiadzie dla „Playboya” w czerwcu 2011 roku „Nie chciałbym wyjść na hipokrytę, ale wolałbym, żeby prędzej zginął w wypadku niż miał się pojawić z wąsaczem (jak określa homoseksualistów – przyp. red.)”. „Nie chcę z tym walczyć, ani nikogo dyskryminować, ale jakbym zobaczył dwóch mężczyzn całujących się na ulicy, to bym im przywalił” – oświadczył w 2002 roku. Pochwalił się również, że nie grozi mu, iż jego dzieci będą się spotykały z osobami homoseksualnymi albo czarnoskórymi, gdyż „bardzo dobrze je wychował”. W publicznym wystąpieniu w kwietniu ubiegłego roku pochwalił się czwórką synów i stwierdził, co odebrano za seksizm, że swoje piąte dziecko – córkę – począł „w chwili słabości”. Ogromne kontrowersje wzbudził również w 2016 roku podczas debaty w Kongresie. Bolsonaro zasugerował, że nieletni powinni być traktowani jak dorośli, jeżeli popełnią najcięższe zbrodnie, jak morderstwo czy gwałt.  Zwolennik tradycyjnych wartości rodzinnych ocenił także w 2015 roku w wywiadzie dla „Zero Hora”, że mężczyźni powinni zarabiać więcej od kobiet, ponieważ kobiety zachodzą w ciążę, a płatny urlop macierzyński „uderza w produktywność pracy”.  Bolsonaro wywołał również kontrowersję, sugerując, że należy sterylizować osoby ubogie, które  są nie dość wyedukowane, żeby zrozumieć politykę planowania rodziny.  Swoje poglądy na temat migracji streścił natomiast we wrześniu 2015 roku, gdy Europa zaczęła się zmagać z gigantycznym kryzysem migracyjnym. „To ścierwo ziemi (uchodźcy) pojawia się w Brazylii, jakbyśmy nie mieli własnych problemów”. W maju 1999 roku przyznał, że jest „zwolennikiem tortur”.  Publicznie wychwalał również pułkownika Carlosa Alberto Brilhante Ustrę, byłego szefa wywiadu wojskowego, któremu przypisuje się zamordowanie co najmniej sześciu torturowanych przez siebie osób. Wyraził również przekonanie, że reżim Augusto Pinocheta, odpowiedzialny za śmierć co najmniej 3 tys. osób, „powinien zabić więcej ludzi”. Nic dziwnego, że Jair Bolsonaro wywołuje ogromne emocje w Brazylii. Być może po ewentualnym zwycięstwie stonuje wypowiedzi i powstrzyma się przed wcieleniem w życie swoich najbardziej radykalnych pomysłów. Z pewnością natomiast jeżeli zostanie wybrany na prezydenta, na ulice wyjdą miliony ludzi – zarówno jego zwolenników jak i przeciwników.  Źródło: tvp.info fot. Wikipedia Commons LS




Kraj

Świat