SPROSTOWANIE:

Informujemy, że w naszych artykule: "Wielkopolska: Tragiczne sceny na dyskotece. Zatrzymano dwie osoby":
prostozmostu24.pl/wielkopolska-tragiczne-sceny-na-dyskotece-zatrzymano-dwie-osoby błędnie podaliśmy, że do zdarzenia doszło na dyskotece w Mieleszynie. Jak informuje właściciel tejże nie jest to zgodne z prawdą, bowiem do zdarzenia doszło poza lokalem.

Za zaistniałą sytuację wszystkich zainteresowanych, a zwłaszcza właściciela lokalu serdecznie przepraszamy,
"Redakcja Prosto z mostu”

Ludzkie znaczenie Katynia w czasach Facebooka i Playstation? Czy jest to możliwe?

Kilka lat temu poznałam wspaniałego człowieka– pana Włodzimierza Pawełczyka (Prezes Stowarzyszenia Rodzina Katyńska Ziemi Piotrkowskiej). Szczegółowo opowiedział mi historię o swoim tacie– Marianie Pawełczyku, który zginął w Katyniu (przebywał w obozie specjalnym NKWD w Kozielsku) i o tym jaki wpływ na jego życie miał ten fakt. Był to nauczyciel, podporucznik rezerwy WP. 

 

Pan Włodzimierz powiedział mi podczas naszej rozmowy, że jego ojciec (tak jak i inni jeńcy znajdujący się wówczas w obozach sowieckich) był przekonany, że niebawem wróci do domu. Mój rozmówca opowiedział mi także o listach ojca, które otrzymała jego matka. W nich – jak mówił pan Włodzimierz – wyczuwało się smak nadziei. W jednym z listów ojciec pana Włodzimierza relacjonuje: „Nadszedł moment, kiedy mogę Cię zawiadomić, że z nieszczęśliwych chwil wyszedłem cało i zdrów”, a na koniec informuje żonę, że „w niedługim czasie złączą się znów w kraju”. Listy były pewną próbą ukrycia informacji o braku bezpieczeństwa oraz tego, jak naprawdę żyło się polskim oficerom w radzieckich obozach. Decyzja dotycząca mordu polskich jeńców zapadła w marcu 1940 r. Nie było więc szans dla polskich oficerów na powrót do domu, do najbliższych.

 

Zaintrygowało mnie to, co powiedział pan Włodzimierz o stosunku do dochodzenia do prawdy czy wyjaśniania spraw narodowych: „To wszystko zależy od aparatu państwowego, działania władzy. Rosjanie są zupełnie normalnymi ludźmi, oni nam współczują. Oczywiście, są pewne wyjątki. Na przykład byłem któregoś roku w Katyniu i był z nami dziennikarz- Zbigniew Lentowicz. On rozmawiał po rosyjsku z mieszkańcami. Pewien dziennikarz (rosyjski) powiedział tak: „My zazdrościmy wam, że dbacie o pamięć zmarłych. U nas jest tak:„Pagit to pagit. Lepiej się nie dopytywać gdzie i dlaczego.”. Historia pokazała, że władze radzieckie nie chciały, by prawda o ludobójstwie wyszła na jaw. Swoją winę chcieli udowodnić hitlerowskim Niemcom. Sowieci chcieli ukryć tę prawdę o losie polskich jeńców. Tę prawdę, która mieści w sobie nie tylko fakty, ale też ludzkie radości, smutki, rozpacz i gniew. Czy oni musieli zginąć? Czy cierpieli? Czy się bali – pytania bez odpowiedzi. Pół wieku oczekiwano na jakąkolwiek informację na temat tych bliskich, o których nie było wiadomo nic.

 

Niemcy przeprowadzali ekshumacje, następnie publikowali informacje na temat odkryć w gadzinówce (np. Informacja o tym, co znaleziono przy ofierze). Jednak, jest duże prawdopodobieństwo, że Sowieci większość dokumentów zniszczyli. Jako przykład może posłużyć fakt, iż w Katyniu Sowieci chcieli udowodnić ówcześnie żyjącym ludziom, że to III Rzesza była odpowiedzialna za tę zbrodnię. Władze radzieckie argumentowały wówczas, że strzelano do ofiar z niemieckiej amunicji. Ponadto wmawiali oni zagranicznym dziennikarzom, dyplomatom, że strzał w potylicę to typowa metoda uśmiercania stosowana przez SS-manów. Sowiecka propaganda, by zakłamać rzeczywistość najwyraźniej była wcześniej zaplanowana. Wydawało się również, że ludzie nie będą chcieli dojść do prawdy. Było jednak inaczej. Ludzie wciąż czekali na prawdę.

 

Mojego rozmówcę zapytałam także o to, kiedy można przebaczyć tę zbrodnię i czy w ogóle można? Według pana Pawełczyka przebaczenie możliwe będzie pod warunkiem, że Rosja przyzna się, iż to,co wydarzyło się w Katyniu było ludobójstwem. Do dziś jest to kwestia sporna, ponieważ Rosja (spadkobierczyni Związku Radzieckiego) nie chce uznać tego jako zbrodnię. Jestem pełna nadziei, że stanowisko Federacji Rosyjskiej się w tej sprawie zmieni.

 

Chciałabym zwrócić uwagę na to, że jedno spotkanie było dla mnie momentem przełomowym– a właściwie to, co się wtedy stało. Podczas jednej z rozmów, otrzymałam od pana Włodzimierza trzy kieszonkowe obrazki: z wizerunkiem Pana Jezusa, Matki zwycięskiej Królowej Różańca z Kozielska oraz Matki Bożej Katyńskiej. Katyń nabrał dla mnie innego znaczenia– ludzkiego. Dzięki tej rozmowie i danym mi darom zobaczyłam zbrodnię katyńską przez pryzmat losów ludzi. Ta historia nabrała dla mnie ludzkiego wymiaru, przestała być bezduszna. Ofiarowanie obrazków może wydawać się takie niedzisiejsze, staroświeckie. Jednak, te dary uświadomiły mi i dobitnie potwierdziły, że śmierć polskich oficerów wciąż woła o pamięć, o modlitwę. Co więcej, pogłębienie wiedzy na temat tego masowego mordu dokonanego na polskich oficerach jest i będzie ważnym elementem kształtowania mojego patriotyzmu i tożsamości narodowej. Dla wielu z nas to męczennicy, którzy niczym Chrystus poświęcili swoje życie dla wyższych celów. Razem z nimi, umarły ich marzenia, plany na przyszłość. Tym bardziej powinniśmy o tym mówić, pisać nie tylko na początku kwietnia – pamięć powinna być trwała. Powinniśmy pamiętać o tak istotnych z punktu widzenia tożsamości narodowej wydarzeniach nieustannie – nie tylko wtedy, gdy przypada rocznica danego wydarzenia. Jestem zdania, że należałoby wziąć do serca ponadczasowe porzekadło marszałka Ferdynanda Focha:„Narody, tracąc pamięć, tracą życie”.

 

Rozmowa z panem Włodzimierzem uświadomiła mi również, że w żadnych podręcznikach nie znajdę takiej historii jak ta, czyli tej żywej, autentycznej relacji. Przekaz osób bezpośrednio związany z wydarzeniami historycznymi jest skarbnicą wiedzy. Dlatego należy dotrzeć do tych osób, którym przekazywano tę prawdę o Katyniu, póki jeszcze żyją. Tą tematyką należy zainteresować szczególnie ludzi młodych, którzy będą pamiętać, że były takie wydarzenia, że żyli tacy ludzie, którym zawdzięczamy naszą ojczyznę. O tym trzeba mówić, o tym powinno się pamiętać. Przede wszystkim dlatego, że relacje takich ludzi to nie są suche fakty, to rzeczywistość.

 

Na rekolekcjach „JEZUS NA STADIONIE” w 2015 roku poznałam panią Ewę Załęską, która z wykształcenia jest historykiem. Jak się okazało miałyśmy te same zainteresowania historyczne. Pani Ewa podarowała mi płytę „Patriotyzm. Ballady – cz.2” Lecha Makowieckiego. Odtąd stałam się miłośniczką jego twórczości. W jednej z piosenek, śpiewa on następująco:

 

Dziwisz się, po co ten cały bagaż: Hymn… Sztandary… Historia…

I wiersze…

Jak objaśnić to komuś, kto czasem czyta tylko instrukcję playstation?…

 

Może jednak nie powinno się oceniać młodych ludzi tak surowo. Nawet, jeśli wśród tysiąca nastolatków znajdzie się tylko jeden zainteresowany „bagażem historycznym” to warto mu o tym mówić. Jakiś czas temu spotkałam się z określeniem Katynia jako nieludzkiej ziemi. Rzeczywiście stopień upodlenia człowieka był niewiarygodny. To ziemia uświęcona krwią kilkudziesięciu tysięcy ludzi, co jeszcze bardziej przemawia za tym, aby przekazywać tę prawdę pokoleniom. Ta historia to nie tylko szkiełko i oko – to coś znacznie więcej. To kwestia pamięci, duchowego spadku. Ludziom, którzy zostali zamordowani w Katyniu to się po prostu należy. Sprawa nie jest zamknięta. Kropla drąży skałę i jeśli będzie się powtarzano o tym, co wydarzyło się w Katyniu, Miednoje, Ostaszkowie, to nawet ci od playstation w końcu to usłyszą i zrozumieją. Dwudziesty pierwszy wiek to doba popularnych mediów społecznościowych takich jak Facebook czy Instagram. Moje pokolenie to pokolenie internetowych tubylców. Znacznie wyżej ceni się przekaz medialny, internetowy aniżeli ten bezpośredni kontakt ze świadkami historii, ludźmi, którzy przeżyli wydarzenie historyczne. Pytanie, co zrobić, aby zainteresować tematyką historyczną ludzi młodych? Trzeba odnaleźć złoty środek, który ułatwi dotarcie do młodzieży. Może właśnie wystarczy użyć nowych technologii, a może trzeba szukać pomysłów gdzieś indziej?

 

Ludzie tacy jak pan Włodzimierz Pawełczyk i pani Ewa Załęska, którzy godzą się na rozmowę, podczas której dzielą się swoją historią, swoimi wspomnieniami, są żywą skarbnicą wiedzy, stają się autorytetami dnia codziennego. Nie można zapominać o Katyniu, nie można zapomnieć o tych ludziach, którzy wtedy zginęli. Zainspirował mnie i przekonał świadek historii, że pamięć o Katyniu, Starobielsku, Ostaszkowie to nasze dziedzictwo, duchowy testament. Testament pamięci, który trzeba wypełnić Na pomnikach, tablicach upamiętniających zbrodnię na polskich oficerach z całą pewnością można wykuć słowa z piosenki Lecha Makowieckiego:

 

Jeszcze tylko westchnę jeden raz…

Jeszcze myśl ostatnia…KOCHAM WAS…

 

 

Marika Sońta- Wiceprezes Młodej Endecji

 




Źródło:

Kraj

Świat