Egzotyczna koalicja szkodników

Trwa w Polsce festiwal politycznej głupoty, festiwal jakiego nie widzieliśmy od lat. Dziwne, że sprawa tak oczywista i jednoznaczna, jak to, że obozy koncentracyjne były niemieckie, a nie polskie, sprawa z kategorii: Ziemia krąży wokół Słońca, budzi tak skrajne komentarze i zachowania.

 

Jestem w stanie zrozumieć, że na słowa wielu przedstawicieli tzw. salonu, którzy próbują za wszelką cenę wynaleźć lub spreparować argumenty na potwierdzenie tezy, że Polacy są współsprawcami Holocaustu, polski patriota ma prawo się oburzyć i zakląć szpetnie pod nosem. Nic jednak nie usprawiedliwia skrajnej politycznej głupoty, jaką jest wchodzenie na tereny antysemickich haseł. Nawet jeżeli są to słowa nieprzemyślane, wypowiedziane pod wpływem emocji, to nie ma tutaj usprawiedliwienia – szkodzą one Polsce i nigdy nie powinny być wypowiedziane. A jeżeli ktoś ma problem z wygadywaniem tego, co mu ślina na język przyniesie, powinien dać sobie spokój z polityką, bo zaszkodzi nie tylko sobie, ale i naszej Ojczyźnie.

 

Padło w ostatnich dniach wiele słów, które paść nigdy nie powinny. Ludzi, którym sprawia radość fakt, że mamy, jako Polacy, obecnie okres złej prasy, którzy cieszą się z obecnych problemów wizerunkowych problemów Polski, oceniać tutaj nie będę. Wymaga to osobnego potraktowania. A i ich samych ocenią Polacy za pomocą kartki wyborczej czy pilota od telewizora. Chcę skupić się na tych, którzy uważają, że bronią polskiej sprawy, a którzy weszli na tory antysemickich wycieczek – tory, na których z radością powitali ich w niewypowiedzianym sojuszu przedstawiciele wyżej opisanych środowisk lewicowo-liberalnych. Ci ostatni mogli teraz pokazać palcem: a nie mówiliśmy, antysemityzm w Polsce ma się dobrze, oto dowód!

 

Nie wiem ilu spośród tych pożal się Boże komentatorów to opłacani prowokatorzy, ilu z nich to ludzie, którym emocje odebrały rozum, a ilu cynicznie chce zbić kapitał na użytek polityki wewnętrznej. Wszyscy szkodzą Polsce! Weźmy, choćby kretyński transparent z wczorajszej pikiety pod Pałacem Prezydenckim: „ściągnij jarmułkę, podpisz ustawę”. Jak powiedział Talleyrand: „to już gorzej niż zbrodnia, to błąd”. Nie interesuje mnie, czy ktoś szkodzi Polsce w złej wierze czy w dobrej, czy robi to z pozycji kosmopolitycznych czy patriotycznych. Szkodzi Polsce i już  – więc wyrażam swoje veto.

 

Pojawia się, owszem, lichy argument, że w zasadzie każda choćby krytyka środowisk żydowskich czy izraelskich interpretowana jest w kategoriach antysemityzmu. Izrael może poszczycić się nie tylko świetnym wojskiem, wyśmienitymi służbami specjalnymi ale i najpotężniejszą armią polityki historycznej, z którą nikt nie chce wchodzić w szranki. Nie oznacza to, że powinniśmy realizować, jego zachcianki kosztem własnych interesów. Polityka nie jest zerojedynkowa. Instrumentów jest wiele. Rozmowy. Negocjacje. Przekonywanie. Zjednywanie sojuszników dla swojej racji. Ostatecznie nawet: pozostanie ze swoją racją samotnie, ale czy od razu trzeba iść na całość – dać ponieść się emocjom i wypowiadać słowa, których polityczne koszty możemy spłacać latami?

 

Izrael to w dziedzinie politycznej historycznej potęga i czy to właśnie my zawsze musimy być – do ciężkiej cholery – tym jedynym narodem, który ciągnie lwa za wąsy, który wyrusza z szabelką na czołgi w postaci irracjonalnej antysemickiej retoryki? Nie odnoszę się tu do kategorii słuszności, nie z tej perspektywy piszę te słowa. Wielu Polskich patriotów ma w sobie tak duże pokłady dziwacznej przekory jak ten uczeń, który za plecami nauczyciela pisze kredą „dupa” na tablicy tylko po to, by pokazać przed klasą, że gardzi konsekwencjami. Summa summarum i tak wszyscy mają go za idiotę i na końcu zostanie sam.

 

Endecja kontestowała ideę powstań romantycznych za to, że za skazaną na niepowodzenie demonstrację, manifestację nieposłuszeństwa i wolności, naród polski zapłacił wysoką cenę. Wysoką cenę można zapłacić nie tylko za czyn zbrojny, ale i za wypowiedziane słowo. Realizm polityczny nakazywał zawsze postępować nie według zasady aktów strzelistych, hucznych manifestacji czy słów wzbudzających aplauz gawiedzi, ale prostu: realnej korzyści lub realnej straty dla Polski. Dziś ludzie, którzy chcą nazywać się narodowcami, robią coś dokładnie przeciwnego, ku uciesze tych, którzy Polsce życzą jak najgorzej. Ot, barwna koalicja szkodników.

 

P.S.

Mam nadzieję, że Pan Prezydent podpisze potrzebną ustawę, ale nieumiejętna obrona jej przepisów, która miała i wciąż ma miejsce, będzie nas słono kosztowała. Obyśmy, jako Polacy, nie powiedzieli za jakiś czas, komentując uchwalenie ustawy i dyskusję nad nią: operacja się udała, tylko pacjent nie żyje.




Kraj

Świat