Dramat legendy polskiego sportu. Po wypadku potrzebuje pomocy!

Człowiek ten stał się legendą polskiego sportu. Teraz od tygodni po raz kolejny musi walczyć o szczególne zwycięstwo. Stawką jest tu bowiem jego zdrowie i normalne funkcjonowanie. Dramat rozpoczął się od wypadku, do którego doszło w Kolonii.

 

Ryszard Szurkowski to bez wątpienia jeden z najwybitniejszych sportowych reprezentantów naszego kraju w XX wieku. W sumie pięć razy udało mu się zwyciężyć w Wyścigu Pokoju, który był bardzo popularny i chętnie śledzony przez polskich kibiców. W ramach tej imprezy, przejechał łącznie aż 52 etapy w koszulce lidera, a 13 etapów wygrał. Dwukrotnie zdobył też wicemistrzostwo olimpijskie wraz z kolegami z drużyny. Sukcesów miał jednak znacznie więcej. Trzy raz (w tym raz indywidualnie) zostawał mistrzem świata.

 

Teraz 72-letni już Szurkowski znów wierzy w odniesienie zwycięstwa, walcząc w być może najważniejszym wyścigu jakiego musi się podjąć w swoim życiu.

 

Podczas odbywającego się 10 czerwca w Niemczech, a dokładniej na terenie Kolonii wyścigu, Ryszard Szurkowski uległ wypadkowi. W związku z tym przykrym wydarzeniem, kolarz od 13 tygodni leży, walcząc o powrót do normalnego życia. 72-letni sportowiec ma już za sobą skomplikowaną operację twarzy, a także dwie operacje kręgosłupa. Wciąż cierpi on na czterokończynowe porażenie, w związku z czym całe dnie spędza w szpitalnym łóżku.

 

O swojej trudnej historii, Szurkowski zdecydował się opowiedzieć teraz. Do tej pory bowiem, o całym dramacie wiedzieli jedynie jego bliscy. Rozmowa z nim zostanie opublikowana wkrótce przez „Przegląd Sportowy”.

 

– Gdybym jechał dziesięć pozycji dalej, wpadłbym na kupę ludzi i nic by się nie stało. No, ale się stało. Hamowanie było bez sensu, ale musiałem odruchowo zacisnąć klamki, bo nie chroniłem głowy. Walnąłem twarzą w asfalt. Nic więcej sobie nie zrobiłem, nie miałem żadnych zadrapań na ciele. Ale głowa… Jakby ktoś walnął mnie dechą w czapę. Słyszałem trochę trzasku, zgrzytu, widziałem swój kask przed sobą, bo spadł mi z głowy. O dziwo, nie straciłem przytomności – opowiada o swoim wypadku w wywiadzie dla PS legendarny reprezentant polski w kolarstwie.

 

Ryszard Szurkowski pomimo wymagającej czasu i cierpliwości walki o własne zdrowie, jednak nadal nie brakuje mu determinacji. Jak sam mówi nie zamierza się poddawać.

 

– Mam czterokończynowe porażenie. Wszystko dlatego, że zmiażdżyłem rdzeń kręgowy. Podczas wypadku zrobił się na nim mały wylew. To tak zwane uszkodzenie mozaikowe. Mam jednak nadzieję, że dojdę do zdrowia. Ruszam już trochę rękoma, choć lepiej prawą. Gorzej z nogami, dopiero zaczynam poruszać palcami u stóp. Jest lepiej, bo przez dwa miesiące w ogóle niczym nie mogłem poruszyć. Gdybym miał 25 lat, pewnie wszystko działoby się szybciej, a tak… trzeba czekać. Nikt nie wie jak długo, ale nie poddaję się – wyznał w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”.

 

Rehabilitacja, przez jaką musi przechodzić Ryszard Szurkowski wiąże się z dużymi kosztami. W pomoc legendzie kolarstwa włączyło się „Stowarzyszenie Lion Club Poznań 1990”.

 

 

Źródło: Przegląd Sportowy ; sport.onet.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB

 




Kraj

Świat