Dlaczego bawi mnie strajk nauczycieli?

Z rosnącym rozbawieniem obserwuję spadek poparcia dla planowanego strajku nauczycieli. Nie jestem nim zresztą zaskoczony. W końcu rodzice, których z definicji jest znacznie więcej niż nauczycieli, zorientowali się, że konsekwencje strajku odczują na własnej skórze. I to dość silnie.

 

Dyrekcja szkoły, do której uczęszczają moje pociechy poinformowała wczoraj (2.04) nas – rodziców, iż w oparciu o takie i owakie przepisy szkoła od dnia 8.04 będzie nieczynna do odwołania. W tym czasie pociechami musimy zająć się sami, gdyż szkoła ze względu na strajk nie jest w stanie zapewnić im opieki. Jak by tego było mało co bardziej zaradni nauczyciele już przekazali uczniom materiał, który w razie strajku będą musieli opanować samodzielnie w domach – czyli de facto także przy pomocy rodziców.

 

Reasumując: nie dość, że my – rodzice musimy „wygospodarować czas”, co dla większości z nas będzie oznaczało wykorzystanie urlopów bądź zwalanie pracy, to jeszcze będziemy musieli pracować za nauczycieli. Tylko, że w przeciwieństwie do nich mamy to zrobić zupełnie za darmo. Nic więc dziwnego, że nerwowość rośnie.
Zresztą, przyznam, że od początku nie popierałem strajku nauczycieli. Choćby dlatego, że wraz z żądaniami wzrostu wynagrodzeń nie nastąpiły propozycje naprawy mocno kulejącego systemu oświaty. Czyli klasycznie: „Dajcie, nam się należy!”
Otóż wcale się nie należy. Jeśli ktoś decydował się kilka czy kilkanaście (lub nieco więcej) lat temu zostać nauczycielem wiedział jakie warunki pracy i płacy go czekają. Zawód nauczyciela wiąże się bowiem całym szeregiem korzyści i ograniczeń.

 

Tych pierwszych jest wbrew pozorom sporo. Nauczyciele mają znacznie więcej „wolnego” niż inni pracownicy, natomiast ich tygodniowy wymiar pracy wynosi 18 godzin (tzw. pensum). Otrzymują wypłatę z góry, co jest rzadkością w skali całego rynku pracy. Od stopnia nauczyciela kontraktowego cieszą się najczęściej umowami na czas niekreślony a ich ścieżka kariery jest ściśle określona. Mogą korzystać z urlopu dla poratowania zdrowia, co jest znaczącym przywilejem. Są funkcjonariuszami publicznymi z całą należną im z tego tytułu ochroną. Itp., itd.

 

Minusów pracy nauczyciela jest nieco mniej, ale mają one dość ciężki kaliber. Podstawowym i najczęściej podnoszonym jest dość słabe wynagrodzenie. Pamiętajmy jednak też, że praca nauczyciela jest niezwykle stresogenna. Wiąże się także z dużą odpowiedzialnością za uczniów.
Reasumując: młody człowiek wybierający swoją ścieżkę kariery powinien położyć na szale plusy i minusy tej pracy. Ale także np swoje pasje, marzenia i… potrzeby materialne. Ja dokonałem wyboru. Pomimo, że z wykształcenia jestem historykiem nie zostałem nauczycielem. I nie żałuję.

 

Inni wybrali inaczej. Choć tak samo jak ja znali reguły, dzisiaj po latach protestują. Lecz nie mówią do nas: „dajcie nam więcej a my damy z siebie więcej. Zrobimy coś inaczej, lepiej, mądrzej.” Taki przekaz budziłby u mnie zrozumienie, może nawet gotów byłbym przymknąć oko na osobiste niedogodności. W końcu inwestycja w edukację naszych dzieci to inwestycja w naszą wspólną przyszłość.

 

 

Przemysław Piasta

 




Komentarze

Kraj

Świat