Prawda o związkach polskiej mafii z dziennikarzami

Se.pl pisze o wywiadzie ze znanym autorem książek o gangsterskim świecie. Janusz Szostak, od wielu lat zajmuje się tematyką przestępczości zorganizowanej w Polsce. Jest autorem m.in. serii hitowych książek z cyklu „Masa”, której to najnowsza część „Bandyci i celebryci” trafiła właśnie do sprzedaży. Dziennikarz wszedł w ten gangsterski świat w latach 90. Na początku pisał w „Expressie Wieczornym”, a obecnie zajmuje się tą tematyką w magazynie „Reporter”, który wydaje. Jednak nigdy nie stał się przyjacielem mafii.

 

Jak tłumaczy Szostek: „Moje relacje z gangsterami nie wykraczały poza sferę zawodową, choć czasami były bliskie. Wielu dziennikarzy miało dobre relacje, niektórzy się lubili, a niektórym grożono, zastraszano. Tu jest podobnie jak w polityce. Nie wolno wchodzić na stopę koleżeńską. Trzeba mieć dystans, inaczej człowiek staje się narzędziem, pisze pod cudze dyktando”.

 

Znany pisarz wspomina przy okazji głośną imprezę z 1996 r. „To była impreza w warszawskim klubie „Dekadent”. Zjechała tam mafia pruszkowska, było wielu celebrytów i dziennikarzy. Niektórzy z nich integrowali się bardziej. Potem była gruba afera, bo ukazały się zdjęcia ze wspólnego balu. Parę osób poleciało… To były zwykłe bartery – coś za coś” – opowiada autor cyklu „Masa”.

Teraz światek przestępczy wygląda już inaczej  i podsumowuje „Trochę się zmieniło. Kiedyś gangi miały parcie na szkło. Jak pisali o kimś w gazecie, to znaczyło, że jest wielkim gangsterem. Teraz wiadomo, że popularność od razu ściąga też policję. Popularność prowadzi do zguby, dlatego gangsterzy żyją w cieniu”.

 

Źródło: se.pl
fot. Wikipedia Commons




Kraj

Świat