Jak podaje portal Magna Polonia, nie jest żadną tajemnicą, że co najmniej 80% imigrantów, przybyłych do Szwecji, podających się za nieletnich, to w rzeczywistości dorośli ludzie. Udział w dyskusji na ten temat na Facebooku kosztował szefa szwedzkich kolei (SJ) stanowisko, donosi Fria Tider.

Na początku tego roku szwedzki parlament postanowił dać 9000 imigrantom z Afganistanu, podającym się za dzieci będące bez opieki, prawo pobytu. Dyrektor szwedzkich kolei, którego decyzja ta oburzyła, pozwolił sobie zamieścić stosowny wpis na facebookowym profilu jednego z liderów partyjnych. Zasugerował, że osoby te w rzeczywistości nie są dziećmi i że miliardy płacone na opiekę nad niemi pożyteczniej będzie wydać na coś innego.

Jego uwagi wywołały gwałtowną reakcję. Został wezwany na biura zarządu, gdzie próbowano go dyscyplinować. Atmosfera, jaka zapanowała w miejscu jego zmusiła go w końcu do zrezygnowania z pracy w SJ.

Jak powiedziała Monica Berglund, zastępca dyrektora ds. komunikacji SJ, „nie jest możliwe” posiadanie takiego systemu wartości, jeśli się chce pracować dla SJ. Według niej firma kieruje się „humanistycznym” systemem wartości, co jest niezgodne z tym, co napisał ów człowiek.

Jak podaje nczas.com, przed wizytą w Wielkiej Brytanii prezydent Trump udzielił wywiadu dziennikowi „The Sun”, w którym powiedział, że doradzał Theresie May jak ma negocjować Brexit ale premier nie skorzystała z jego pomysłów. Teraz sama szefowa rządu ujawnia, iż Trump proponował jej by nie negocjowała, a pozwała Unię.

Wywiad Trumpa dla „The Sun” wzbudził kontrowersje na Wyspach i w Stanach Zjednoczonych. Media prześcigały się w udowadnianiu, że Trump śmiertelnie obraził premier Wielkiej Brytanii i sugerowano nawet , że ta nie powinna się z nim spotkać. Trump mówił iż, doradzał Theresie May jak ma negocjować Brexit.

– Zrobiła dokładnie odwrotnie niż jej doradzałem – powiedział Trump, który stwierdził, że zbyt długo ciągnące się negocjacje nigdy nie dają dobrych rezultatów. To również może zaszkodzić zawarciu dwustronnej umowy handlowej pomiędzy Stanami,a Zjednoczonym Królestwem, na czy prezydentowi bardzo zależy

Jak pisze portal nczas.com: „prezydent USA mówił też, iż bardzo dobrym premierem Wielkiej Brytanii byłby minister spraw zagranicznych Boris Johnson, który ostatnio podał się do dymisji. Część mediów uznała, że Trump wtrąca się w wewnętrzne sprawy Wielkiej Brytanii, a wypowiedź o Johnsonie to policzek wymierzony Theresie May.Sam prezydent na wspólnej z nią konferencji mówił, iż powiedział bardzo wiele dobrego na temat premier, ale zostało to pominięte, albo niezauważone, a sama wypowiedź na temat Johnsona była czysto abstrakcyjna i a nie odnosiła się do kryzysu w brytyjskim rządzie. Trump twierdzi, że ocenił po prostu kwalifikacje byłego ministra”.

Na wspólnej konferencji obydwoje polityków tuszowało niezręczną sytuację, a sama Theresa May w wywiadzie dla BBC ujawniła co doradzał jej Trump w sprawie Brexitu.

– Powiedział mi: pozwij Unię Europejską– relacjonowała premier. – Pozwij UE. Nie wchodź w negocjacje.

May przypomniała również, że na konferencji prasowej Trump mówił, by nie nie zrywała negocjacji. Trump zapewnił wtedy, że jakikolwiek, by nie był ich wynik to będzie chciał umowy handlowej pomiędzy obydwoma krajami.

Jak podaje tvp.info, kanadyjska działaczka pro-life, Mary Wagner, po raz kolejny została skazana na karę więzienia – wynika z informacji portalu lifesitenews.com.
Wagner została aresztowana 8 grudnia 2017 r., kiedy w klinice aborcyjnej Women’s Care Centre rozdawała kobietom róże i ulotki dotyczące ratowania życia ludzkiego.

Obrończynię życia nienarodzonego sąd w Ontario skazał na 7,5 miesiąca pozbawienia wolności, a karę uzasadniał „wyrządzeniem szkody i złamaniem wyroku zawieszenia”.

„Wyrok został odczytany przy wypełnionej po brzegi przez wspierających  sali rozpraw”.

Skazana odsiedziała już w więzieniu 60 dni w oczekiwaniu na osąd. Zarzutami, które doprowadziły do zasądzenia kary były „wyrządzenie szkody i złamanie wyroku zawieszenia”, których antyaborcyjna działaczka miała się dopuścić, prowadząc działalność na rzecz ratowania nienarodzonych dzieci zagrożonych śmiercią.

Prokuratura zarzuciła kobiecie złamanie zakazu zbliżania się na odległość mniejszą niż 100 m do ośrodków aborcyjnych w Ontario oraz ingerowanie w funkcjonowanie ośrodka.

Ponadto Wagner została określona przez sędziego Neila Kozloffa mianem „seryjnej przestępczyni”, która w ciągu 18 lat miała dopuścić się już 14 przestępstw.

44-latka została aresztowana 8 grudnia 2017 r., kiedy weszła do kliniki aborcyjnej Women’s Care Centre i rozdawała kobietom czerwone róże, oraz ulotki nt. ochrony życia. Pierwsza rozprawa odbyła się 7 marca, następnie Mary Wagner została warunkowo zwolniona z aresztu z nakazem stawienia się na kolejne posiedzenia sądu.

Podczas kolejnej rozprawy nie przyznała się do zarzucanych jej czynów i powtórzyła, że jej zdaniem „kliniki aborcyjne nie powinny istnieć”.

Z całego zasądzonego wyroku Mary Wagner spędzi w więzieniu 90 dni; w połowie września ma zostać wypuszczona na wolność.

Jak podaje pap.pl po rozmowie z szefem PIP Wiesławem Łyszczekiem – odsetek łamiących zakaz pracy w handlu w niedzielę będzie spadał; zawsze jednak znajdzie się grupa pracodawców, którzy próbują obejść przepisy, testując w ten sposób prawo i z korzyścią dla siebie je interpretując.

Poniżej znajduje się wywiad prowadzony przez Polską Agencję Prasową z  Głównym Inspektorem Pracy Wiesławem Łyszczekiem.

„PAP: Z raportu PIP wynika, że 7 proc. skontrolowanych sklepów nie zastosowało się do ograniczenia handlu w niedziele. Jak pan ocenia te dane?

Wiesław Łyszczek: Zgodnie z przewidywaniami zdecydowana większość handlowców respektuje zakaz pracy w niedziele objęte takim zakazem. Tylko w 7 proc. przypadków na ponad 8,3 tys. kontroli przeprowadzonych dotąd przez inspektorów pracy sklepy zostały otwarte wbrew prawu. Sądzę, że z czasem odsetek łamiących zakaz pracy w handlu w niedzielę będzie jeszcze spadał. To nowy przepis, który musi się ugruntować w świadomości społecznej. Zawsze na początku są wątpliwości, jak stosować nowe prawo. Wspólnie z resortem pracy pomagamy je wdrożyć, wydając interpretacje przepisów, które budzą najwięcej wątpliwości. Jedenaście lat temu ustawodawca ograniczył handel w dni świąteczne i na początku też były obawy dotyczące przestrzegania tego zakazu i stosowania przepisów w różnych placówkach handlowych. Jednak z czasem emocje ucichły i liczba naruszeń tego przepisu spadła do jednostkowych incydentów. Uważam, że w tym przypadku może być podobnie.

PAP: W jakich sprawach ustawa o ograniczeniu handlu wymaga dopracowania? Pracodawcy i związkowcy zwracają uwagę, że wiele sklepów, chcąc obejść przepisy, udaje np. placówki pocztowe.

W.Ł.: Zawsze znajdzie się grupa pracodawców, którzy próbują obejść nowe przepisy, testując w ten sposób prawo i z korzyścią dla siebie je interpretując. W tym zakresie współpracujemy z resortem pracy, wspólnie analizując takie przypadki. Niektóre przepisy zostaną zmienione poprzez ich doprecyzowanie. Teraz jednak, gdy inspektor pracy ma wątpliwości, czy zastosowane kruczki prawne służące otwarciu sklepu w niedzielę objętą zakazem pracy w handlu, np. wtedy, gdy powołuje się na status placówki pocztowej, są legalne, kieruje sprawę do sądu. Inspektor pracy nie jest bowiem organem uprawnionym do przesądzania, czy daną placówkę handlową można uznać za placówkę pocztową.

PAP: A co ze sklepami, które próbowały się stać „dworcami” i otwierały punkty sprzedaży biletów?

W.Ł.: Placówki takie są pod lupą inspektorską, sprawdzamy na bieżąco, czy przestrzegają prawa. Swego czasu głośno było w mediach o Galerii Metropolia w Gdańsku, która 9 marca 2018 r., a więc tuż po wejściu w życie przepisów o zakazie handlu w niedziele, uznała, że ma status dworca. Inspektorzy z Okręgowego Inspektoratu Pracy w Gdańsku stwierdzili, że większość znajdujących się tam sklepów, zarówno w pierwszą niedzielę objętą zakazem, czyli 11 marca br., jak i w kolejne była zamknięta, a w tych, które były otwarte, pracę wykonywali właściciele lub ich najbliższa rodzina. Tylko w nielicznych przypadkach zatrudnieni byli pracownicy. Ponieważ w jednym przypadku sytuacja się powtórzyła w kolejną niedzielę, inspektor pracy sporządził wniosek do sądu karnego o ukaranie przedsiębiorcy za łamanie przepisów ustawy o ograniczeniu handlu. Sąd wydał wyrok w trybie zaocznym, nakładając na pracodawcę grzywnę. Dwa wnioski o ukaranie zostały skierowane do sądu także wobec dwóch innych pracodawców, którzy łamali zakaz.

PAP: Kontrole PIP i audyty m.in. „NSZZ” Solidarność wykazały, że wielu pracodawców potrąca pracownikom z wypłaty pieniądze za wynajem sprzętu lub odzieży roboczej. Czy Inspekcja przy obecnych przepisach może coś z tym zrobić?

W.Ł.: Znowelizowane przepisy ustawy nie rozstrzygają kwestii dokonywania potrąceń na rzecz zleceniodawcy z wynagrodzenia przysługującego przyjmującemu zlecenie lub świadczącemu usługę. Inspektorzy pracy odnotowują więc przypadki potrącania np. kosztów wyposażenia w odzież roboczą, narzędzia pracy, kar umownych itp. Nawet odwołanie się do przepisów Kodeksu cywilnego w tym zakresie, które wskazują, że strony zawierające umowę mogą ukształtować stosunek prawny według własnego uznania, byleby jego treść i cel nie sprzeciwiały się właściwości stosunku pracy, ustawie lub zasadom współżycia społecznego, w konkretnych przypadkach może stanowić obejście przepisów. Do takich wniosków można dojść zwłaszcza, gdy potrącenie jest dokonywane w sposób regularny i zmierza wyłącznie do wypłacania wynagrodzenia w wysokości niższej niż stawka minimalna. Jako rozwiązanie tego problemu można rozważyć wprowadzenie przepisów w ustawie o minimalnym wynagrodzeniu za pracę, ustalających granice potrąceń i kwoty wolnej od potrąceń.

PAP: Związkowcy alarmują również o zaniżaniu czasu pracy. Jak ograniczyć takie praktyki?

W.Ł.: Rzeczywiście, nasi inspektorzy stwierdzają liczne przypadki nieprawidłowego dokumentowania i przekazywania przez osoby wykonujące pracę zarobkową informacji o liczbie godzin wykonania zlecenia lub świadczenia usług. W praktyce nieustalenie podczas kontroli przez inspektora pracy liczby godzin za pomocą dostępnych środków prawnych uniemożliwia wyliczenie należnego wynagrodzenia. Wprawdzie ustawa wskazuje, że w przypadku nieokreślenia w umowie sposobu potwierdzania liczby godzin wykonania zlecenia lub świadczenia usług przyjmujący zlecenie lub świadczący usługi samodzielnie przedkłada w formie pisemnej, elektronicznej lub dokumentowej informację o liczbie godzin wykonania zlecenia, to jednak to unormowanie nie jest wystarczające dla zapewnienia zleceniobiorcom właściwej ochrony. Proponujemy wprowadzenie w ustawie o minimalnym wynagrodzeniu za pracę obowiązku prowadzenia przez przedsiębiorcę albo inną jednostkę organizacyjną ewidencji obejmującej liczbę godzin wykonania zlecenia lub świadczenia usług oraz kary grzywny za naruszenie tego obowiązku”.

 

Jak podaje pap.pl, norweski minister obrony Frank Bakke-Jensen po sobotnim spotkaniu z szefem Pentagonu Jamesem Mattisem oświadczył, że Norwegia będzie zwiększała wydatki na obronność, dążąc do osiągnięcia wyznaczonego przez NATO poziomu 2 proc. PKB.

„Norwegia zobowiązała się do osiągnięcia NATOwskiego celu 2 proc.” – oświadczył minister resortu obrony.

Bakke-Jensen dodał także, że jego kraj zwiększył realnie wydatki na obronność o 4 proc. od 2013 roku oraz będzie „nadal zwiększać wydatki w najbliższych latach”.

Jak pisze Reuters: Norwegia, która pomaga zbierać informacje dotyczące rosyjskich manewrów morskich, ma swoich żołnierzy w Afganistanie i na Bliskim Wschodzie oraz kupuje amerykański sprzęt, jest uznawana za jednego z najcenniejszych europejskich sojuszników Stanów Zjednoczonych.

Prezydent USA Donald Trump nazwał ten kraj „oczami i uszami” NATO na północy. Jednak według Trumpa – Norwegia to jedyny członek NATO graniczący z Rosją, który nie posiada „wiarygodnego planu” związanego z przeznaczeniem 2 proc. PKB na obronność.

Obecnie Norwegia przeznacza na obronność równowartość ok. 6,5 mld dolarów rocznie, czyli ok. 1,6 proc. PKB.

Na szczycie NATO w Brukseli w środę i czwartek wszystkie kraje Sojuszu Północnoatlantyckiego zobowiązały się do podniesienia wydatków obronnych co najmniej do 2 proc. PKB do 2024 roku.

Według PAPu: „Trump zażądał od sojuszników, by z tego zobowiązania wywiązały się już do stycznia przyszłego roku”.

Jak pisze tvp.info, prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Donald Trump zapowiedział w wywiadzie dla „Daily Mail”, że zamierza ubiegać się o reelekcję w przyszłych wyborach, które odbędą się w 2020 roku. Obecnie, jak stwierdził, nie ma nikogo, kto mógłby go pokonać.

W rozmowie z Piers Morgan z „Daily Mail” Trump powiedział, że „Wygląda na to, że wszyscy mnie chcą”.

Tump zauważył, że obecnie w Partii Demokratycznej nie ma polityka, którego mógłby się obawiać w najbliższych wyborach. „Znam ich wszystkich i nie widzę nikogo, kto mógłby mnie pokonać” – mówił. Trump wspomniał także o rozmowie z królową Elżbietą II podczas piątkowej wizyty w Wielkiej Brytanii.

Wyjaśnił, że jednym z tematów rozmowy z królową był Brexit: „Królowa powiedziała mi, i to jest prawda, że to bardzo skomplikowany problem i że nikt chyba nie miał pojęcia, jak bardzo będzie to trudne”. Według Trumpa królowa Elżbieta jest „niesamowitą kobietą, jest piękna, to znaczy na zewnątrz i wewnątrz”.

Jak pisze tvp.info: „Zapytany o lidera Korei Północnej Kim Dzong Una, z którym spotkał się 12 czerwca w Singapurze, Trump odpowiedział: „Dobrze się z nim dogaduję, jest bardzo inteligentny, ma ciekawą osobowość, jest zabawny i twardy, to dobry negocjator”. Dodał, że przywódca reżimu to także „bezwzględny dyktator”. Donald Trump weekend spędza w Szkocji, na należącym do niego polu golfowym”.

Jak podaje pap.pl, podczas piątkowego spotkania z mieszkaniańcami Olsztyna premier Mateusz Mazowiecki oświadczył, że jesteśmy jednym z krajów najbardziej doświadczonych w budowaniu demokracji i nikt nie musi nas uczyć, czym jest demokracja; my doskonale to wiemy.

W piątek w południe na dziedzińcu Zamku Królewskiego obradowało Zgromadzenie Narodowe, które uczciło 550-lecie polskiego parlamentaryzmu i 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości. Uczestnicy uroczystości wysłuchali orędzia prezydenta Andrzeja Dudy.

Nawiązując do tej uroczystości szef polskiego rządu podkreślił, że Polska ma się czym poszczycić w kontekście historii parlamentaryzmu. „Mamy się czym poszczycić, czym pochwalić wobec świata. Rzeczywiście budowaliśmy parlamentaryzm, demokrację i jesteśmy jednym z krajów najbardziej doświadczonych w budowaniu demokracji” – mówił Morawiecki.

„Nikt nie musi uczyć nas, czym jest demokracja; my doskonale to wiemy” – dodał premier.

Szef rządu zadeklarował, że „na pewno będziemy kontynuować naszą reformę wymiaru sprawiedliwości. Podkreślił, że reforma wymiaru sprawiedliwości należy do wyłącznych kompetencji krajów członkowskich UE. „Tak to jest ujęte w traktatach, w związku z tym trzeba się trzymać traktatów. Państwa mają prawo, w ślad za demokratycznym wyborem, który miał miejsce trzy lata temu, do reformowania. A my mamy nie tylko prawo, my mamy obowiązek reformowania wymiaru sprawiedliwości” – powiedział szef rządu.

Premier stwierdził, że rząd odniósł „ważne zwycięstwo w bitwie” o rolę Polski i Polaków w czasie II wojny światowej.

„To jest niebywałe, że przez 25 lat wolnej Polski, od 1989 r. tak wiele uczyniono, żeby wcisnąć w nasze sumienia obce grzechy, żeby nam przypisać odpowiedzialność za największe zbrodnie w historii ludzkości” – mówił.

 

 

 

 

Jak podaje pap.pl, niemiecka policja poinformowała w sobotę, że 33 pasażerów irlandzkich niskobudżetowych linii Ryanair trafiło do szpitala, gdy ich samolot awaryjnie wylądował w piątek na lotnisku Frankfurt-Hahn z powodu nagłego spadku ciśnienia w kabinie pasażerskiej.

Samolot ze 189 pasażerami na pokładzie wystartował z lotniska w stolicy Irlandii – Dublinie i miał lecieć do Zadaru w Chorwacji. W wyniku nagłego spadku ciśnienia w kabinie pasażerskiej automatycznie wypadły awaryjne maski tlenowe, a samolot został skierowany na lotnisko Frankfurt-Hahn – poinformowały linie Ryanair w oświadczeniu.

„Pasażerowie skarżyli się na bóle głowy, ucha i złe samopoczucie” – powiedział cytowany przez agencję dpa rzecznik niemieckiej policji. Według przedstawicieli lotniska wszystkie osoby, które zostały przewiezione do szpitala zostały z niego wypisane w sobotę rano po badaniach kontrolnych.

Jak podaje niemiecka policja część pasażerów postanowiła nie kontynuować podróży.

Niemieckie federalne biuro badania wypadków lotniczych BFU poinformowało, że na lotnisko Frankfurt-Hahn ma udać się zespół w celu zabezpieczenia rejestratora rozmów w kokpicie i rejestratora parametrów lotu. Rzecznik BFU odmówił formułowania spekulacji na temat możliwej przyczyny incydentu.

Jak podaje pap.pl, senat przyjął w piątek bez poprawek ustawę zakładającą przyspieszenie tempa wzrostu nakładów finansowych na publiczny system ochrony zdrowia, tak by nie mniej niż 6 proc. PKB było przeznaczane na ten cel od 2024 r. Wcześniej zakładano, że nastąpi to w 2025 roku.

Za wnioskiem o przyjęcie ustawy bez poprawek zagłosowało 54 senatorów, przeciw było 5, a 21 wstrzymało się od głosu. Wynik ten był równoznaczny z niegłosowaniem poprawek zgłoszonych jako wnioski mniejszości.

Rządowa nowelizacja ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw ma zrealizować jeden z zapisów porozumienia ministra zdrowia z przedstawicielami Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy z 8 lutego 2018 roku. W porozumieniu tym zapisano m.in., że minister przedłoży projekt nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, który zagwarantuje wzrost finansowania. W 2018 r. wysokość finansowania ma być nie niższa niż 4,78 proc. PKB, w 2019 – 4,86 proc. PKB, w 2020 – 5,03 proc., w 2021 r. – 5,30 proc. PKB, w 2022 – 5,55 proc. PKB, zaś w 2023 r. – 5,80 proc. PKB.

Jak podaje PAP: „Zgodnie z ustawą, lekarz odbywający szkolenie specjalizacyjne w ramach rezydentury, w dziedzinie określanej jako niepriorytetowa, otrzyma wynagrodzenie większe o 600 zł miesięcznie, natomiast w dziedzinie określanej jako priorytetowa (deficytowa) – o 700 zł miesięcznie. Aby otrzymać wyższe wynagrodzenie zasadnicze lekarz będzie musiał zobowiązać się do przepracowania – w podmiocie leczniczym finansowanym ze środków publicznych – łącznie dwóch lat w ciągu kolejnych pięciu lat następujących po zakończeniu szkolenia specjalizacyjnego”.

Środki niezbędne do podniesienia wynagrodzenia zasadniczego będą przekazywane zakładowi zatrudniającemu lekarza na podstawie umowy zawartej z ministrem zdrowia.

Przepis ten – ma z jednej strony realizować postulat poprawy sytuacji finansowej lekarzy odbywających specjalizację w ramach rezydentury, z drugiej – zmniejszyć emigrację lekarzy wykształconych w Polsce.

W nowych regulacjach założono także uwzględnienie dyżurów medycznych pełnionych w ramach programu specjalizacji w kosztach umów rezydenckich, przy czym finansowanych z budżetu państwa będzie 40 godzin i 20 minut dyżuru w miesiącu (4 x 10 godz. 5 min.). Lekarze rezydenci będą mieli zapewnione finansowanie dyżurów na jednakowych podstawach i przy zastosowaniu jednorodnych stawek.

W znowelizowanych przepisach określono ponadto sposób przekazywania podmiotom leczniczym (będącym świadczeniodawcami, którzy zawarli z NFZ umowy obejmujące udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej w warunkach całodobowych lub całodziennych) – środków finansowych na pokrycie kosztów podwyższenia wynagrodzeń zasadniczych lekarzy specjalistów zatrudnionych na podstawie stosunku pracy oraz kosztów podwyższenia należnego z tego tytułu dodatku za wysługę lat.

Wynagrodzenie lekarza specjalisty zatrudnionego na etacie wzrośnie do 6750 zł, ale pod warunkiem, że będzie on pracował tylko u jednego pracodawcy, czyli w jednym szpitalu (lekarz specjalista dodatkowo zatrudniony będzie mógł być w poradniach, hospicjach, zakładach opiekuńczo-leczniczych i pielęgnacyjno-opiekuńczych, zakładach rehabilitacji leczniczej i opieki długoterminowej).

Wynagrodzenia lekarzy będą podwyższane od dnia wejścia zmienionych przepisów w życie, z mocą obowiązującą od 1 lipca tego roku.