– Przedstawiciele polskiego rządu skontaktowali się ze mną, ale ja nie zamierzam spotykać się z ludźmi, którzy próbują na nowo napisać historię udziału ich kraju w Holokauście – taki wpis opublikował na Twitterze Steven Fulop. Te słowa rozzłościły publicystę Rafała Ziemkiewicza, który postanowił mocno skomentować jego wypowiedź.

 

Ostatnio zrobiło się głośno o decyzji Fulopa w sprawie Pomnika Katyńskiego w Jersey City. Jak potwierdził burmistrz miasta, monument zostanie przeniesiony.

 

Fulop w swoim wpisie odniósł się do głosów Polonii i polskich polityków, którzy apelowali o uszanowanie pomnika. Burmistrz oskarżył Polaków o to, że chcą na nowo napisać historię Holokaustu. Chodzi o nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, która w części zagranicznych mediów nazywana jest próbą zamknięcia ust ludziom, którzy badają Holokaust, a także naukowcom. Te słowa skrytykował Rafał Ziemkiewicz.

 

– Czysta, cyniczna podłość. Fulop właściwie nie ukrywa że nienawidzi Polaków, a usunięcie Pomnika Katyńskiego to jego zemsta jako Żyda za „zaprzeczanie” rzekomej odpowiedzialności Polski za holocaust. Elity III RP latami rozbezczelniały tego rodzaju swołocz, dziś mamy skutki

– pisał na Twitterze Ziemkiewicz.

Dziś rano dowiedzieliśmy się, że Rafał Ziemkiewicz, publicysta „Do Rzeczy” wystosuje pozew przeciwko prof. Dariuszowi Stoli, dyrektorowi Muzeum Żydów Polskich Polin.

 

Czara goryczy przelała się w związku z wystawą „Obcy w domu”, zaprezentowaną w Muzeum z okazji wydarzeń Marca 1968 roku. Jednym z jej elementów był twitterowy wpis publicysty dotyczący sporu na linii Polska-Izrael, w związku z przyjętą przez polski parlament nowelizacją ustawy o IPN.

 

„Przez wiele lat przekonywałem rodaków, że powinniśmy Izrael wspierać. Dziś przez paru głupich względnie chciwych parchów czuję się z tym jak palant” – pisał  wówczas Ziemkiewicz.

 

Ziemkiewicz zlecił swojemu prawnikowi przygotowanie pozwu o ochronę dóbr osobistych przeciwko prof. Dariuszowi Stoli, dyrektorowi Muzeum Polin.

 

„Będę żądał przeprosin i tego, aby pan Stola wykazał się hojnością na cele dobroczynne. Musi odszczekać kłamstwa, jak to się mówi po staropolsku, które na mój temat rozpowszechnia” – mówi publicysta w rozmowie z serwisem.

 

W środę prof. Stola był gościem w Radiu ZET, gdzie nazwał zachowanie Ziemkiewicza „hańbą, która spada nie tylko na niego, ale i jego kolegów z redakcji”.

 

„Z tego, co wiem, jeden z nich stanowczo przeciwko temu zaprotestował, pan Horubała (odszedł z redakcji, twierdząc, iż red. naczelny, Paweł Lisicki, nie pozwolił mu na polemikę z Ziemkiewiczem na łamach tygodnika – przyp. red.), chwała mu za to, ale poniekąd hańba, która spada na nas wszystkich. Bo jak ktoś za granicą się dowiaduje, że jest taki znany dziennikarz w Polsce, którzy nazywa Żydów „chciwe parchy” i nic mu się nie dzieje, to on sobie myśli coś więcej o całym społeczeństwie, także o mnie” – mówił na antenie radia ZET dyrektor Muzeum Polin.

Znany publicysta Rafał Ziemkiewicz gościł w Telewizji Republika. W mocnych słowach opisał wczorajszy Strajk Kobiet, podczas którego domagano się zaostrzenia prawa aborcyjnego – czytamy na portalu nczas.com.

 

W programie mówił m.in. o Czarnym Piątku:

– Jeśli chodzi o manifestację „antyfaszystów” pod kurią, to takiego bydła nawet komuniści nie robili. Wykrzykiwano hasła typu „Biskupie mamy Cie w …”. Nie sądzę, że te czarne protesty coś wniosą

– w ostrych słowach skomentował strajki Ziemkiewicz.

 

Nawiązał także do rady programowej Nowoczesnej, która miała miejsce kilka dni temu:

– Niedawno miała miejsca rada programowa Nowoczesnej. Ich program to aborcja na każde żądanie, imigrantów zapraszamy jak najwięcej oraz związki partnerskie. Ja widzę około 1% elektoratu. Teraz będzie „czarny piątek”, czarna parasolka, biała róża i wieszak. Będzie sabat wariatek, które uważają, że dzieci chore to drugi sort ludzki, który należy zabijać

– powiedział.

 

– Mam taką obserwację, że coś co się nazywa postępem jest powrotem do barbarzyństwa. Powrót do prawa salickiego sprzed tysiąca lat, gdzie odrębne było małżeństwo i konkubinat. Prawo salickie różnicowało w ten sposób, że dzieci z małżeństwa mają pierwszeństwo przed konkubinatem. Zwolenniczki lewicy powracają coraz bardziej do ludów pierwotnych, nie rozumieją chyba, że dzieci są skutkiem aktu płciowego. Decyzja o tym czy urodzić, jest wcześniej podejmowana. Te panie zdają się kompletnie nie rozumieć, że decyzje o tym czy chcesz mieć dziecko podejmujesz wtedy, kiedy podejmujesz decyzje „czy się oddać”

– dodał publicysta.

 

W polskich mediach zawrzało ostatnio o wywiadzie izraelskiego dziennikarza „New York Timesa” Ronena Bergmana, który w trakcie forum w Monachium zapytał premiera Mateusza Morawieckiego o nowelizację ustawy o IPN.

 

– Chciałem podkreślić tylko jedną rzecz. Myślę, że matka, kiedy mówiła, że Polacy byli gorsi od nazistów, to wszystko, co się wydarzyło – odbiło się dużym echem w Izraelu. Otrzymałem setki wiadomości od Żydów z całego świata. Ludzie mówili, że to co powiedziałem, to jest dokładnie to, co wydarzyło się w ich rodzinach. „Dziękujemy, ze powiedziałeś to, co słyszeliśmy jako dzieci – że Polacy byli gorsi od nazistów”

– powiedział na antenie TVN24 Bergman w Faktach po Faktach.

 

Z portalu internetowego dorzeczy.pl wynika, że publicysta Rafał Ziemkiewicz skomentował sprawę ostro. Na Twitterze napisał: Ten pan przypomina mi „Paragraf 22” Hellera. A konkretnie jedno określenie: „człowiek niewart pierdnięcia”.

 

 

Z kolei były marszałek Sejmu, Marek Borowski do sprawy odniósł się o wiele bardziej entuzjastycznie. Mówił o wywiadzie szczery, pasjonujący. Jak powiedział, wywiad powinna wyemitować Telewizja Publiczna.

 

 

Wielka Brytania stara się nie dopuścić do spotkań ze znanym publicystą Rafałem Ziemkiewiczem. Dziennikarz zamieścił na Twitterze wpis, w którym powiadamia o tym, że tamtejsza policja zastraszyła właścicieli hoteli, restauracji i klubów. Informację opublikował również na Facebooku.

 

Ziemkiewicz napisał też, że jest mu przykro z powodu zaistniałej sytuacji, jednak jest pewien, że spotkania prędzej czy później będą miały miejsce.

 

 

Wielką Brytanię określił jako kraj „coraz bardziej faszystowski i rasistowski”.

 

 

Rafał Ziemkiewicz domaga się nakręcenia filmu o Cimoszewiczach. Jest to reakcja na dzisiejszy wywiad z Cimoszewiczem – czytamy na serwisie dorzeczy.pl.

 

Czy Polacy brali udział w Holokauście? – Oczywiście – powiedział polityk Włodzimierz Cimoszewicz „Rzeczpospolitej”. Jak później dodał, powinno się mówić na ten temat w sposób uczciwy. – Dzisiejsze pokolenie nie jest za to odpowiedzialne. Jeśli jednak milczy lub kłamie, to stwarza swoją własną odpowiedzialność i podważa swoją wartość moralną – wyjaśnił.

 

Były przewodniczący MSZ jest zdania, że antysemityzm w Polsce ma charakter lokalny. – Różnice dotyczą tylko jego natężenia i jawności w różnych okresach. Wojenna demoralizacja, prymitywizm i chciwość, antysemityzm, wszystko to składało się na wiele tysięcy indywidualnych, a czasem zbiorowych zbrodni. Jedwabne nie było jedyne. Na Podlasiu mordowano i grabiono w wielu miejscach. Szmalcowników ograbiających Żydów i osoby im pomagające były dziesiątki tysięcy. Szacuje się, że donosy do gestapo składało co najmniej 60 tysięcy ludzi. Większość Żydów, którzy unikali getta lub z niego uciekli, została zamordowana przez cywilnych Polaków i Ukraińców – stwierdził Cimoszewicz.

 

Jak donosi portal dorzeczy.pl, publicysta Rafał Ziemkiewicz chce nakręcenia filmu o rodzinie Cimoszewiczów. – Ja myślę, że powinno się nakręcić serial o familii Cimoszewiczów. Tatuś w stalinowskiej Informacji, synek bezpartyjny komunista do specjalnych poruczeń, potem SLD, wnusio w PO… Jeśli ktoś chce mówić, że nie ma czegoś takiego jak genetyczna Targowica… – napisał na Twitterze.

 

 

Spór na linii Polska-Izrael nabiera rozpędu. Strona izraelska próbuje wykorzystać wachlarz dyplomatyczny i wpływać na polityków w innych krajach, by krytykowali przegłosowaną przez Senat ustawę o Instytucie Pamięci Narodowej. Swój głos w tej sprawie wypowiedział także publicysta Rafał Ziemkiewicz.

 

„Skoro już mamy wojnę, apeluję do IPN – nie tylko apeluję, proszę, błagam – wykorzystajcie tę okazję by wreszcie przeprowadzić ekshumację w Jedwabnem, zablokowana skutecznie ponad 10 lat temu przez naciski organizacji żydowskich. Wstępne prace, jakie wtedy dokonano, wskazują, iż może ona dać niezbite dowody (łuski, ślady kul na szkieletach) że zbrodnia została dokonana przez Niemców. Jak ważne jest sprawdzenie, czy takie dowody istnieją, jak bardzo mamy obowiązek wobec poprzednich pokoleń, by je, jeśli są, odkryć i ujawnić, tego chyba nie muszę tłumaczyć?” – pisze Ziemkiewicz.

 

„Może przydałoby się, aby ten apel przybrał formę jakiegoś listu, interpelacji, zbiorowy list albo został zinstytucjonalizowany w inny sposób?” – sugeruje.

 

W ostatnich tygodniach mieliśmy do czynienia z czarną serią kont na Facebooku. Upadały duże, popularne profile, tworzone od dawna. W wielu przypadkach można byłoby mieć wiele wątpliwości co do słuszności zarzutów stawianych przez moderatorów giganta. Podobnie było w przypadku Rafała Ziemkiewicza.

 

Decyzje, jakie podjął ostatnio Paweł Kukiz oznaczają ruinę pewnych nadziei, które z nim wiązałem. Wcześniej Paweł deklarował, że widzi przyszłość swojego klubu w sformalizowaniu porozumienia środowisk, które w wyborach prezydenckich i parlamentarnych wokół siebie skupił. Zachowując swoją tożsamość i swoje programy, stworzą one wspólnie polityczne minimum programowej wspólnoty i, co ważniejsze, przygotują konkretne zmiany ustawowe, które budowany wokół Kukiza ruch wymusi w przyszłym parlamencie – w ten sposób wreszcie realnie zmieniając Polskę, zamiast ją „odzyskiwać”.

Endecja zorganizowała się z tych środowisk jako pierwsza. Paweł zapowiadał wtedy, i nie mam powodu wątpić, że szczerze w to wierzył, iż podobnie zorganizują się wkrótce w jego klubie wolnościowcy, republikanie, syndykaliści i agraryści.

 

Z różnych powodów – endecja pozostała jednak jedyna, reszta projektu nie wypaliła. Republikanie ulegli „korupcji politycznej” PiS, wolnościowcy jak to zwykle wolnościowcy nie mogą się dogadać sami ze sobą, a Jacek Wilk podjął rozpaczliwą próbę zakończenia samobójczej waśni Korwina z Kukizem, która na razie postawiła go na krawędzi klubu i grozi, że zwrócą się przeciwko niemu obaj. O jakimś wyrazistym geście kukizowych agrarystów i syndykalistów w ogóle nie słyszałem, choć jako zawodowy komentator polityczny nasłuchuję uważniej.

 

Wydaje mi się, że z różnych powodów ostatnim gwoździem do trumny koncepcji szerokiego, merytorycznie wielonurtowego ruchu z Kukizem jako liderem i symbolem był pobyt Pawła w szpitalu – m.in. dlatego, że pokazał mu, jak bardzo jego klub się rozprzęga, gdy choć na chwilę przestanie go osobiście ogarniać.

 

W niedawnym oświadczeniu na Fb Paweł prezentuje już krańcowo odmienną postawę niż rok temu. Porównuje swą sytuację z sytuacją Jarosława Kaczynskiego z czasów, gdy był on zepchnięty na margines polityki. Z 40-osobowego klubu została przy nim wtedy mniej niż połowa, ale ci, co zostali, rządzą dziś Polską, a ci, co odeszli – przepadli, pisze. Jak z tego jasno widać, dziś Paweł Kukiz widzi się już nie jako organizator i trybun ruchu antysystemowego, zmieniającego państwo jednocześnie od góry i od dołu – ale jako kolejny polityczny wódz, wymagający od swego wojska wierności, posłuchu i wiary, że „jemu widnieje” i wie, co robi.

 

Do tak zmienionego pomysłu funkcjonowania Kukiza w polityce endecja w jego klubie przestała pasować. Ja, jako jej ideowy patron o nieokreślonym statusie pisarza politycznego, nie polityka, ale jednak poniekąd robiącego politykę, także.

 

To logiczne i przyjmuję to do wiadomości.

 

Rozumiem, co spowodowało tę zmianę, nadal uważam Pawła za człowieka kryształowej uczciwości – aczkolwiek, co u takich ludzi częste (przypomnijcie sobie śp. Lecha Kaczyńskiego) mającego fatalną ręką do ludzi. Nie obrażam się, a tym bardziej nie zamierzam mu szkodzić – w zasadniczych sprawach wciąż mi z Pawłem po drodze.

 

Ale już mniej, niż z tym z maja 2016 i wspomnieniowej fotki, która załączam.

 

Tym mniej, że moim zdaniem dobrał sobie na tej nowej politycznej drodze politycznego wodza marnych podoficerów, i dał sobie podpowiedzieć zasadniczo chybioną strategię – ja w niej szansy na powtórzenie drogi Jarosława Kaczyńskiego, delikatnie mówiąc, nie widzę.

 

Bardzo trudna jest teraz sytuacja kolegów i przyjaciół z załączonego zdjęcia, z którymi stworzyliśmy „polityczną” część projektu endecja. Zwłaszcza, że ofiarą zmiany padł najbardziej wyrazisty z nich Adam Andruszkiewicz, który został zmuszony do odejścia z klubu, z dziwnym oskarżeniem o „pisowskość”. Pozostali nie mają dobrej opcji. Jeśli wybiorą lojalność wobec szefa endecji, narażą się na oskarżenie, że do Sejmu weszli jako ludzie Kukiza a nie endecy. Jeśli wybiorą lojalnosć wobec szefa klubu, wyjdą na konformistów, których idee są tylko na pokaz.

 

Jeśli będą mnie pytać o radę, odpowiem, że wybierając z dwojga złego powinni jednak w Sejmie osobne koło poselskie Endecja, ale ze wszech starać się zachować z Kukiz’15 poprawne stosunki i nie czynić niczego, co zaszkodziło by nadziei na powrót do idei wielonurtowego porozumienia na prawo od PiS, czy to jako Kukiz’19, czy jakaś szersza wspólna lista „piwonii”. Sądzę, że „tyszkizm” przyniesie i dla Kukiz’15, i jego samego Kukiza osobiście złe rezultaty, skłaniając go za pewien czas do rewizji obecnej optyki.

 

Nie będę jednak miał kolegom za złe żadnej decyzji – jak mówię, na chwilę obecną posłowie endecji pozostający w Kukiz’15 są w sytuacji, którą szachiści nazywają „zugzwangiem”. Ale „dłużej klasztora niż przeora”. Endecja to przede wszystkim stowarzyszenie działające wśród ludzi, realizujące idee Dmowskiego, Popławskiego i Balickiego w „pracy narodowej” u podstaw. I wkrótce ruszające z dopinaną właśnie akcją społeczną, w którą postaram się maksymalnie włączyć.

 

Na koniec – chcę podkreślić swoje uznanie dla Adama Andruszkiewicza, który jako polityk postawiony w niełatwej sytuacji w moim przekonaniu zachował się jak trzeba, próbując godzić swoje przekonania z wymogami różnorakich lojalności tak długo, jak długo było to możliwe – i umiejący powiedzieć nie, gdy możliwe być przestało.