„Ponieważ żyli prawem wilka historia o nich głucho milczy” – tak rozpoczyna się wiersz Zbigniewa Herberta „Wilki”, utwór kultowy dla wszystkich, którym bliska jest tradycja polskiego podziemia niepodległościowego. Komunistyczni kaci zrobili niemal wszystko, aby żołnierze niezłomni zostali zapomniani. Bezskutecznie. O bohaterskich ofiarach totalitarnego terroru przypomniała sobie wolna Polska, ustanawiając ku ich czci święto państwowe. „Wyklęci” mieli stać się częścią mitu o narodzinach wolnej Polski, obok walczących o godność robotników, dziedzictwa „Solidarności” i wpływu Jana Pawła II na obalenie komunizmu. Niestety dzisiaj środowiska, które jeszcze niedawno nie miały wątpliwości, co do oceny antykomunistycznego podziemia, w atmosferze wyniszczającego konfliktu politycznego, coraz głośniej kwestionują zaliczanie żołnierzy niezłomnych do panteonu narodowych bohaterów.

Warto w tym miejscu przypomnieć w jakiej atmosferze ustanowiono Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Za ustawą głosował niemal cały Sejm (406 głosów za przy ośmiu przeciw i trzech wstrzymujących się). Co warte podkreślenia, klub Sojuszu Lewicy Demokratycznej, czyli spadkobiercy dziedzictwa PPR/PZPR poparł ustawę prawie jednogłośnie (31 głosów za przy jednym przeciw i trzech wstrzymujących się). Wynik tego głosowania obrazuje ponadpartyjny konsensus w kwestii właściwego uhonorowania tradycji żołnierzy niezłomnych. Dzisiaj niestety niewiele po nim zostało.

W sposób najbardziej jaskrawy zmianę optyki na działanie zbrojnego podziemia antykomunistycznego obrazuje chyba postawa Bronisława Komorowskiego. Gdy był prezydentem, przynajmniej deklaratywnie, wspierał inicjatywy na rzecz przywracania pamięci o „wyklętych”. „Ta uroczystość powinna się zacząć na placu marszałka Piłsudskiego, przed Grobem Nieznanego Żołnierza, bo przecież oni byli do pewnego stopnia zbiorowym nieznanym żołnierzem, którego trzeba było odnaleźć, nazwać i którego trzeba będzie przywracać zbiorowej pamięci narodowej” – tak mówił Komorowski jeszcze w 2014 r. o potrzebie odprawienia państwowego pogrzebu dla kolejnych ofiar zidentyfikowanych przez IPN na Cmentarzu Powązkowskim.

W tym tygodniu w programie Moniki Olejnik „Kropka nad i” wypowiedział tezy, których można byłoby się spodziewać może od gen. Jaruzelskiego czy Kiszczaka, osób aktywnie zwalczających polski opór przeciwko sowieckiemu zniewoleniu. Komorowski próbował przekonywać, że żołnierze niezłomni nie nadają się jako wzór do naśladowania, ponieważ charakteryzowali się wysokim poziomem demoralizacji, a w Polsce po wojnie toczyła się…walka bratobójcza (sic!) pomiędzy polskimi antykomunistami i polskimi komunistami.

Czy Komorowski rzeczywiście tak radykalnie zmógł zmienić swoją ocenę „żołnierzy wyklętych”? Wydaje się to mało prawdopodobne. A więc o co chodzi? Pewnie po raz kolejny o stanięcie w kontrze wobec znienawidzonej partii rządzącej, która kwestię upamiętniania polskiego podziemia antykomunistycznego traktuje priorytetowo. Były prezydent zresztą w tym wywiadzie między wierszami zdradził się ze swoimi prawdziwymi intencjami.

Komorowski nie jest jedynym politykiem, który znacznie krytyczniej zaczął oceniać dziedzictwo „żołnierzy wyklętych”. W tej sytuacji uprawniona jest teza, że podważanie zasług niezłomnych jest kolejnym elementem walki z rządem, a to jest wyjątkowo niegodziwe. Wykorzystywanie ofiar komunistycznego terroru do swoich rozgrywek politycznych wystawia jak najgorsze moralne świadectwo tym, którzy to robią.

1 marca w Polsce to Narodowy Dzień Pamięci o Żołnierzach Wyklętych. Tego dnia w wielu miastach upamiętnia się bohaterów stawiających antykomunistyczny opór sowieckiemu totalitaryzmowi. Jednakże nie wszyscy planują oddawać tego dnia hołd osobom poświęcającym życie dla wolnej Polski.

 

Środowiska lewicowe planują protestować przeciwko upamiętnianiu żołnierzy NSZ i innych bohaterów antykomunistycznego podziemia. Na 1 marca, swoją manifestację w Warszawie zapowiedziała skrajna lewica. Organizatorem marszu mającego rzekomo upamiętniać ofiary wyklętych jest „Studencki Komitet Antyfaszystowski”.

 

Marsz wyruszyć ma o godz. 17  z ul. Marszałkowskiej 21. Manifestacja rozpocznie się więc pod budynkiem Instytutu Pamięci Narodowej.

 

– Nasz przemarsz rozpoczniemy pod budynkiem IPN – instytucji winnej ogromu podłych kłamstw oraz konfabulacji, która poddaje się politycznej presji tam, gdzie jest miejsce wyłącznie na rzetelną pracę naukową i refleksję. Skończymy zaś na Rakowieckiej 37, gdzie ma się rozpocząć marsz narodowców — pogrobowców przeklętej idei „uświęconej Ojczyzną zbrodni”, której dopuścili się niektórzy z czczonych dziś „żołnierzy wyklętych” – ogłosiła organizacja „Studencki Komitet Antyfaszystowski”.

 

Przedstawiciele skrajnej lewicy sugerują zabranie na ich manifestację czarnych flag, kojarzonych z antyfaszystowskimi bojówkami.

 

Oczywiście przez stolicę przemaszerować ma również patriotyczny marsz upamiętniający Żołnierzy Niezłomnych. Jego blokadę zapowiedziała już znana z zamieszek i protestów totalnej opozycji przeciwko przeprowadzonym przez obecny rząd zmianom organizacja „Obywatele RP”. To skrajnie lewicowe ugrupowanie planuje swoją blokadę na godz. 18:30 przy ul. Rakowieckiej 37.

 

Czy niestety na ulicach Warszawy dojdzie do starć pomiędzy ludźmi chcącymi uczcić pamięć o Żołnierzach Wyklętych a antifą i „Obywatelami RP”?