Wczoraj, tuż po zakończeniu prac Sejmu poseł Sławomir Nitras z Platformy Obywatelskiej wdał się w awanturę z funkcjonariuszami Policji. Powodem miała być sugestia wobec posła, żeby nie szedł chodnikiem, znajdującym się przed barierkami otaczającymi budynek parlamentu.

 

Ja po prostu szedłem chodnikiem obok Sejmu. Chodnik nie był odgrodzony. Szedłem po prostu. Policjanci kazali mi się cofnąć i powiedzieli, że „tędy nie przejdę. Bo nie i tyle. Szarpali mnie bo odmówiłem zawrócenia” – relacjonuje poseł Nitras na swoim profilu społecznościowym.

 

„Panie Marek Kuchciński to jest absolutny wstyd dla Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, że podwładni Joachim Brudziński szarpią, zaczepiają, nie pozwalają spokojnie przejść ulicą spokojnym i zwykłym ludziom” – czytamy dalej we wpisie.

 

„Spadają wam sondaże i próbujecie za wszelką cenę sprowokować ludzi naruszając ich elementarne prawa. Zachowujecie się jak przestraszeni dyktatorzy oderwani od ludzi i rzeczywistości. I marnie skończycie” – dodał na koniec.

 

Całej sytuacji przyglądało się kilka osób, wśród nich widać także posłankę Joannę Schuring-Wielgus.

 

Posłowie w dniu dzisiejszym przegłosowali wniosek o uchylenie immunitetu byłemu liderowi Nowoczesnej- Ryszardowi Petru. Jest to równoznaczne z tym, że poseł może teraz zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnej.

 

Wniosek o uchylenie immunitetu znanemu politykowi opozycji totalnej złożył Maciej Wąsik, zastępca koordynatora służb specjalnych. Zarzucał on Ryszardowi Petru, że ten dopuścił się w ubiegłym roku pomówienia, podczas jednej z antyrządowych akcji.

 

W sierpniu 2017 roku, Maciej Wąsik skierował prywatny akt oskarżenia przeciwko Petru, ponieważ w jego opinii poseł Nowoczesnej naruszył prawo nazywając koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego oraz samego Macieja Wąsika przestępcami. Miało to miejsce podczas publicznego wystąpienia Ryszarda Petru przed Sejmem, w dniu 16 lipca 2017 roku.

 

Wniosek o uchylenie immunitetu dawnemu liderowi Nowoczesnej we wrześniu złożył w Sejmie pełnomocnik Macieja Wąsika. Bez tego sąd nie może zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem prowadzić procesu posła w danej sprawie.  Teraz jednak Sejm w dzisiejszym głosowaniu wyraził zgodę na pociągnięcie Ryszarda Petru do odpowiedzialności karnej.

 

Łącznie 262 posłów głosowało za uchyleniem politykowi opozycji immunitetu, a 170 było przeciw. Od głosu wstrzymało się dwóch posłów.

 

Sejm przegłosował dziś również inne osobie z partii Nowoczesna- posłance Kamili Gasiuk-Pihowicz.

 

Ta sprawa może okazać się kolejną wizerunkową porażką partii po licznych wpadkach i wewnętrznych sporach. Tego typu rzeczy przekładają się również na wyniki Nowoczesnej w sondażach.

 

Czwartkowe głosowanie w Sejmie dotyczyło sprawy posła Platformy Obywatelskiej Stanisława Gawłowskiego oraz afery korupcyjnej, która w ostatnim czasie nabrała rozgłosu. Zarzuty wobec tego ważnego polityka Platformy wyglądają na dość poważne i dotyczące sporych sum pieniędzy. Z wnioskiem o zgodę na zatrzymanie oraz aresztowanie sekretarza generalnego PO wystąpiła do Sejmu Prokuratura Krajowa .

 

Poseł Gawłowski usłyszeć ma pięć zarzutów. Trzy z nich dotyczyć mają czynności o charakterze korupcyjnym. Przedstawić zarzuty sekretarzowi generalnemu PO ma Zachodniopomorski Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Szczecinie.

 

W lutym rekomendację, aby poparty został wniosek śledczych o zgodę na aresztowanie i zatrzymanie posła Platformy Obywatelskiej, wydała sejmowa komisja regulaminowa, spraw poselskich i immunitetowych.

 

W dzisiejszym głosowaniu za zatrzymaniem oraz tymczasowym aresztem dla polityka PO głosowało 261 posłów, a 171 było przeciw. Jedynie jeden poseł wstrzymał się od głosu. Tym samym, Sejm wyraził zgodę na areszt i zatrzymanie sekretarza generalnego Platformy Obywatelskiej.

 

Sprawa posła Stanisława Gawłowskiego jest kolejnym problemem, który spotyka w ostatnim czasie Platformę Obywatelską czyli partię, która stara się być główną siłą jednoczącą totalną opozycję w nadchodzącym maratonie wyborczym.

 

Co ciekawe, jeszcze niedawno na zdjęciu z meczu Polska-Korea Płd. w Chorzowie, widać było posła Gawłowskiego wraz z innymi przedstawicielami PO w dobrych humorach na trybunach.

 

Sejm odrzucił w czwartek w pierwszym czytaniu obywatelski projekt ustawy łagodzący skutki tzw. ustawy dezubekizacyjnej. Dzięki głosom PiS i Kukiz‘15 nie dojdzie do dalszych prac nad projektem, czego domagała się Nowoczesna.

 

Zanim doszło do głosowania, Andrzej Rozenek, były poseł Twojego Ruchu zaproponował uczczenie 37 funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL, którzy mieli umrzeć w wyniku uchwalenia „ustawy dezubekizacyjnej”. Widać, jak na tę propozycję wstają posłowie m.in. Platformy Obywatelskiej.

 

Holenderski parlament zawiesza debatę po tym jak 65-letni mężczyzna podjął próbę samobójstwa skacząc z galerii w trakcie wypowiedzi jednego z deputowanych. Miał sznur wokół szyi.

 

W holenderskim parlamencie trwała dyskusja o przestępczości zorganizowanej . Według mediów, niedoszły samobójca to 65-letni działacz na rzecz całkowitej legalizacji konopi, który od kilku tygodni protestował pod siedzibą parlamentu. Jak podają, miał zamieścić na Facebooku wpis: „Muszę to zrobić, żeby wstrząsnąć politykami”.

 

 

Próba samobójcza nie udała się. Mężczyzna został przewieziony do szpitala.

Tzw. „ustawa dezubekizacyjna” wciąż wywołuje dyskusje w polskim Sejmie. Ma ona na celu obniżenie wysokich jak do tej pory emerytur oraz świadczeń rentowych dla dawnych funkcjonariuszy aparatu komunistycznego w czasach PRL-u. 

 

W związku z takimi działaniami rządu, protesty organizować zaczęli ówcześni funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa. Ich działania i pikiety wspierane są przez polityków totalnej opozycji oraz przedstawiciele takich organizacji jak KOD czy „Obywatele RP”.

 

Słowa jakie padały na wiecach emerytowanych SB-ków wydawały się już od dłuższego czasu absurdalne. Teraz wiele osób oburzyła wypowiedź Andrzeja Rozenka w polskim Sejmie. Lewicowy polityk zaapelował o minutę ciszy ku czci 37 funkcjonariuszy komunistycznego aparatu, którzy rzekomo mieli stracić życie z powodu „ustawy dezubekizacyjnej”. Po apelu Rozenka część posłów postanowiła wstać.

 

 

Działania i stanowisko polityków Platformy Obywatelskiej oraz Nowoczesnej skomentował na Twitterze poseł Adam Andruszkiewicz.

 

 

 

Obecnie trwa protest Polskiego Związku Łowieckiego pod Sejmem RP. Uczestnicy demonstracji są przeciwni niszczeniu polskiej tradycji łowieckiej.

 

 

Według szefa Polskiego Związku Łowieckiego, zakaz udziału dzieci w polowaniach, zakaz szkolenia psów na żywych zwierzętach i dalsza odległość polowań od budynków mieszkalnych przyczynią się do uniemożliwienia walki z afrykańskim pomorem świń – donosi serwis oko.press.

– Od dnia 1 kwietnia 2018 roku nie będzie możliwe skuteczne zwalczanie, niebezpiecznej dla trzody chlewnej jednostki chorobowej, afrykańskiego pomoru świń

– napisał przewodniczący PZŁ Lech Bloch w liście do premiera Mateusza Morawieckiego.

 

Jak przekonywali kontrmanifestanci, winę za zabijanie zwierząt ponosi między innymi Kościół. Poniżej zdjęcie jednego z nich.

 

W restauracji przy ul. Wiejskiej przyłapano liderów PO, którzy w trakcie dnia sejmowego popijali złocisty trunek. Jan Grabiec, Sławomir Neumann i Marcin Kierwiński zamówili sobie piwo do posiłku mimo oczekującego ich jeszcze głosowania w Sejmie.

 

Jak informuje portal wiadomosci.wp.pl, posłowie mieli także prosić kelnerkę, by zasłoniła kotary.

– Kolega dziś prowadzi, więc dla niego tylko seteczkę. He, he, więcej nie może

– śmiał się jeden z nich.

 

 

– To przecież śmieszne. Poszliśmy ok. godziny 13, w trakcie przerwy w pracach Sejmu, na obiad i zamówiliśmy piwo. Nie wykonywałem w tym czasie żadnych obowiązków poselskich

– powiedział Marcin Kierwiński w rozmowie z portalem wp.pl.

 

Kiedy przedstawiciel Wirtualnej Polski stwierdził, że prawdopodobnie każdy pracodawca zwróciłby uwagę na to, że jego pracownik podczas przerwy obiadowej delektuje się piwem, Kierwiński odparł, że nie widzi nic niestosownego w takim zachowaniu. Potwierdził również, że po obiedzie wrócili do Sejmu.

 

Ze sprawy tłumaczył się także Neumann, lecz również i on uważa, że nie zrobił nic złego.

 

 

Powiedzieć, że opozycja parlamentarna jest słaba, to nie powiedzieć nic. Nie mając do zaproponowania Polakom żadnej alternatywy programowej w przeciwwadze do polityki partii rządzącej, Platforma Obywatelska i Nowoczesna od miesięcy próbują podburzać ruchy radykalne do protestów. Jednocześnie robią przy tym rządowi czarny PR za granicą, niemal błagając o interwencję Unii Europejskiej w wewnętrzne sprawy Polski. Ta skrajnie nieodpowiedzialna i antypaństwowa polityka przynosi jednak efekty odwrotne od zamierzonych.

Prawo i Sprawiedliwość wciąż cieszy się bardzo wysokim poparciem społecznym, dochodzącym momentami nawet do 50 %. Partia rządząca utrzymuje wiarygodność, dzięki wypełnieniu najważniejszych obietnicy wyborczych o charakterze socjalnym, jak sztandarowy program 500+ oraz obniżenie wieku emerytalnego. Dodatkowo prezentuje się jako rzeczywisty obrońca interesów Polski, co jest na pewno łatwiejsze w sytuacji, gdy przedstawiciele „totalnej” opozycji podnoszą rękę za rezolucją, która otwiera drogę do nałożenia sankcji na nasz kraj.

Opozycja tymczasem, nie będąc w stanie merytorycznie przeciwstawić się programowi „dobrej zmiany”, próbuje podczepiać się pod różne dziwne środowiska, z którymi ideowo niewiele ją łączy, a sojusz ma charakter jedynie sytuacyjny. Tak było, gdy czołowi posłowie Platformy Obywatelskiej wspierali protesty pracowników aparatu represji PRL po obniżeniu ich wysokich emerytur w imię historycznej sprawiedliwości. Podobnie, gdy przedstawiciele opozycji parlamentarnej występowali na feministycznych manifestacjach i deklarowali, że obronią kobiety przed próbami ograniczania ich prawa reprodukcyjnych przez katolickich „fundamentalistów”.

Łatwo jest rzucać obietnice w atmosferze ulicznego wiecu, ale gdy ruchy feministyczne powiedziały „sprawdzam”, składając do Sejmu obywatelski projekt „Ratujmy kobiety”, radykalnie liberalizujący prawo aborcyjne, „totalna” opozycja okazała się totalnie pogubioną. To przez Platformę Obywatelską i Nowoczesną, której spora część posłów nie wzięła udziału w głosowaniu, projekt nie trafił do drugiego czytania ( za czym głosowali m.in. Jarosław Kaczyński czy Krystyna Pawłowicz). Stało się tak dlatego, że zapisy w nim zawarte były nie do zaakceptowania dla wielu parlamentarzystów opozycji, zwłaszcza Platformy Obywatelskiej, gdzie wciąż jest obecny element konserwatywno-chadecki. Opozycja straciła całkowicie wiarygodność, składając wcześniej obietnice bez pokrycia, a w momencie próby jednym ruchem niweczący wysiłek osób, które miesiącami zbierały podpisy pod projektem. Środowiska lewicowe pokazały parlamentarnej opozycji czerwoną kartkę i w niczym już Grzegorzowi Schetynie nie pomoże usunięcie trójki posłów, którzy nota bene zachowali się najbardziej uczciwie, nie chowając głowy w piasek, ale głosując zgodnie z własnym sumieniem.

W sytuacji totalnego zagubienia opozycji należy zadać pytanie, jakie siły polityczne będą kontrolowały działania rządzących po kolejnych wyborach parlamentarnych. Taka weryfikacja jest każdej demokracji potrzebna jak powietrze, również samej władzy, aby powstrzymywać ją przed nadużyciami i degeneracją. Wszystko wskazuje na to, że Prawo i Sprawiedliwość wygra kolejne wybory, być może nawet z rekordowym wynikiem. Patrząc na działania obecnych partii opozycyjnych, można mieć spore wątpliwości, czy wytrwają one do kolejnych wyborów, a jeżeli tak, czy będą na tyle silne, aby stanowiły realną kontrpropozycję.
Podział w Nowoczesnej staje się faktem. Dotychczasowy lider Ryszard Petru, po przegraniu wyborów na szefa partii, jest całkowicie marginalizowany przez nową przewodniczącą Katarzynę Lubnauer. Szuka zatem nowej formuły dla swojej aktywności politycznej. Jeżeli dojdzie do rozłamu w tak małej partii, Nowoczesna w kolejnych wyborach może mieć problem nawet z przekroczeniem progu wyborczego.

A co z większą partią „totalnej” opozycji. Wiele wskazuje na to, że Grzegorz Schetyna może być grabarzem Platformy Obywatelskiej. Poprzez dokonany w tym tygodniu skręt w lewo, PO odpuściła prawicowych wyborców, którym nie podobają się reformy wprowadzone przez Prawo i Sprawiedliwość. O głosy elektoratu lewicowego też jednak będzie ciężko po kolejnym zawodzie. Jeżeli Schetynie uda się utrzymać jedność partii do wyborów, to być może PO swoje głosy zdobędzie i z poparciem kilkunastu procent znajdzie się w Sejmie. Wątpliwe jednak, aby posłowie jej posłowie okazali się na tyle lojalni, by w spokoju przetrwać kolejne cztery lata w opozycji.

Zostaje Kukiz’15 i PSL. Ruch założony przez Pawła Kukiza długo był najbardziej trzeźwą i odpowiedzialną częścią opozycji. Apodyktyczność i egocentryzm jej lidera doprowadziły jednak do odejścia z ruchu bardzo dobrych parlamentarzystów, z Adamem Andruszkiewiczem i Sylwestrem Chruszczem na czele. Czas pokaże, czy Kukiz nie straci zapału do aktywności politycznej i ruch przetrwa do kolejnych wyborów. Niewykluczony jest rozpad i przejście części posłów do PiS-u lub też założenie na gruzach ruchu nowej formacji, ale już bez Kukiza. Co do PSL, to tutaj raczej nie można spodziewać się większych niespodzianek. Partia, tak jak przy okazji ostatnich wyborów, będzie walczyć o przekroczenie progu wyborczego. Czy uda się tym razem? Nawet jeżeli nie, to można przypuszczać, że klęską ostatniej formacji klasowej na polskiej scenie politycznej, która swój program opiera na agraryzmie i interesach rolników, nie obeszłaby specjalnie większości Polaków.

Mając na uwadze bardzo niepewną sytuację po stronie opozycji parlamentarnej, należy spojrzeć na to, co dzieje się poza Sejmem i jakie siły, mają największe szanse, aby znaleźć się w parlamencie. Z sondaży wynika, że najlepiej radzą sobie partie lewicowe. Wyniki większości ostatnich badań wskazują, że próg wyborczy przekroczy Sojusz Lewicy Demokratycznej, którego polityczną śmierć wieszczyło już wielu dwa lata temu. Niektóre sondaże dają także miejsce w Sejmie partii Razem, której jeden z liderów Adrian Zandberg okazał się prawdziwym objawieniem podczas debaty prezydenckiej.
Czy obie formacje dają rękojmie wyższego poziomu merytorycznego od obecnej opozycji parlamentarnej? SLD tylko dzięki swoim katastrofalnym błędom (pomysł z kandydaturą Magdaleny Ogórek na prezydenta i wystartowanie w wyborach jako koalicja) znalazł się poza Sejmem. Trzon partii tworzą te same osoby, które na własne życzenie wprowadziły partię w polityczny niebyt. Bardzo wątpliwe, aby to one stały się odnowicielami polskiej lewicy.

Partia Razem jest świeżą formacją na polskiej scenie politycznej, założoną przez młodych ideowych ludzi, którzy nie mieli swojej, prawdziwie lewicowej, reprezentacji w parlamencie. Niewątpliwie z formacją tą można wiązać nadzieję, że będzie w stanie przedstawić interesujące propozycje, zwłaszcza dotyczące polityki socjalnej i ochrony praw pracowniczych. To, co musi jednak niepokoić, to bardzo wyraźnie widoczny radykalizm tej formacji. Partia opowiada się za zdecydowaną liberalizacją prawa do aborcji, a nawet ograniczeniu wolności wypowiedzi przeciwnikom przerywania ciąży na życzenie. Poza tym chce w ekstremalny sposób podnieść stawki podatkowe, nawet do 75 %. Nie do zaakceptowania jest także retoryka liderów formacji, zwłaszcza Zandberga, który żołnierzy niezłomnych, co do których został wypracowany już pewien narodowy konsensus, oskarża o najgorsze zbrodnie i kolaborację z Niemcami.

Analiza nie daje zbyt dużo optymizmu i wiary na poprawę jakości opozycji. Bardziej prawdopodobna jest jej radykalizacja i systematyczne przesuwanie sił antyrządowych w lewo. Na horyzoncie nie widać nikogo, kto byłby w stanie wypełnić centrum sceny politycznej. Kimś takim na pewno nie będzie Platforma ani Nowoczesna. Poza parlamentem również na próżno szukać odpowiedzialnych i umiarkowanych środowisk politycznych, które nie konstytuowałyby swojej obecności w polityce w ostrym zwarciu z obecną władzą. Słabość opozycji, silna polaryzacja i brak mądrego centrum wydają się w tej chwili największymi bolączkami polskiej demokracji.