Były prezydent musiał stawić się na przesłuchanie w Prokuraturze, w związku z badaniem katastrofy smoleńskiej. Jak przyznał Bronisław Komorowski, komuś chodziło o to, żeby pokazać go w takim świetle, blasku fleszy, w drodze na przesłuchanie.

 

„Starałem się odpowiedzieć na bardzo liczne pytania pana prokuratora, związane oczywiście z różnymi aspektami katastrofy smoleńskiej, ale w przekonaniu, że chyba nie jestem najlepszym rozmówcą i źródłem wiedzy, bo zarówno jako marszałek Sejmu nie miałem żadnego styku z przygotowaniami wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu, a jako marszałek pełniący funkcję głowy państwa, też nie zajmowałem się w żadnym stopniu problemami śledztwa i relacji polsko-rosyjskich w tym okresie” – mówił Bronisław Komorowski w „Faktach po faktach” na antenie TVN24.

 

Ja nie wierzę w przypadki. Pomyślałem sobie, kiedy wychodziłem po rozmowie z prokuratorem, kiedy zobaczyłem ogromną ilość dziennikarzy, kamery, flesze, mikrofony, pomyślałem, że pewnie komuś o to chodziło, żeby w takiej sytuacji pokazać byłego prezydenta i żeby budować jakąś taką scenę. To jest jedyne dla mnie wyjaśnienie tej dziwnej koincydencji dat 10 kwietnia i 12 kwietnia, że tu chodzi chyba o to, żeby przykryć kompletną kompromitację PiS-u, jeśli chodzi o jakiekolwiek dowody związane z wysuwanymi zarzutami, także między innymi pod moim adresem, głównie pod adresem premiera Tuska, o zamach na prezydenta Polski, o spisek, wybuchy, o mgłę, różne inne dziwne rzeczy” – podkreślał były prezydent.

 

Widać, że dziś PiS ma problem z tym, żeby jakoś wyplątać się z tego kłamstwa smoleńskiego, które uprawiał z upodobaniem i pan prezes Kaczyński, i Antoni Macierewicz, ale całe środowisko przez 8 lat. Robi to wrażenie, jakby ktoś chciał nie na problem kompromitacji PiS-u zwrócić uwagę, tylko podrzucić jakiś następny temat” – przekonywał Bronisław Komorowski.

Informację na ten temat potwierdziła Prokuratura Krajowa. Przesłuchanie zostało zaplanowane na dzień 12 kwietnia. 

 

Były prezydent ma stawić się w ramach postępowania w sprawie niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych bezpośrednio po katastrofie prezydenckiego samolotu, do której doszło 10 kwietnia 2010 roku.

 

Postępowanie to ma wyjaśnić oraz wskazać kto ponosi odpowiedzialność za m.in. błędy popełnione przy pracach ekshumacyjnych. Istnieją poważne podejrzenia, iż działania funkcjonariuszy publicznych, którzy mieli reprezentować stronę polską w relacjach z Rosją przy wyjaśnianiu przyczyn tragedii z 10 kwietni, przyniosły szkodę Rzeczypospolitej.

 

Prokuratury poinformowała w poniedziałek, że do końca 2018 roku zostaje przedłużone śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej. Bronisław Komorowski został wezwany do prokuratury w charakterze świadka.

 

Do całej sprawy, sam zainteresowany odniósł się na antenie Polsat News.

 

– Do dzisiaj trwają straszne oskarżenia o zdradę, zamach, spisek przeciwko prezydentowi. Są do tej pory ściągani po prokuraturach politycy poprzedniej ekipy – ubolewał były prezydent.

 

Potwierdził on podczas wywiadu również, że zamierza stawić się w prokuraturze.

 

– Ja też się wybieram w najbliższym czasie do prokuratury, będę przesłuchiwany To osobiście boli, ale jest dramatycznym dysonansem w stosunku do wspólnotowego przeżywania żałoby w pierwszych dniach – stwierdził Komorowski.

 

 

Kobieta, pochodząca z Ukrainy doznała wylewu. Jej pracodawca zamiast udzielić pomocy i wezwać pogotowie, zostawił ją na ulicy. Sprawę bada Prokuratura w Środzie Wielkopolskiej. 

 

 

Jak czytamy na RMF 24 pracodawca zamierzał pozostawić swoją pracownicę na ławce, następnie wezwać policję, która to miałby potraktować kobietę jako osobę nietrzeźwą. Gdy tak naprawdę kobieta miała wylew i mogła umrzeć.

 

 

Prokuratura zarzuca pracodawcy narażenie Ukrainki na utratę życie i spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Co więcej, kobieta nie była zatrudniona legalnie, pracowała „na czarno”, a co za tym idzie, pracodawca oskarżony będzie również o nielegalne zatrudnienie.

 

 

Póki co, kobieta przebywa w szpitalu w Poznaniu. Natomiast jej stan lekarze oceniają na ciężki. Pracodawca ma usłyszeć zarzuty.

 

Na Twitterze pojawiły się zdjęcia sprawców, którzy wybili szybę w domu syna Donalda Tuska. Fotografie został upublicznione przez dziennikarza „Gazety Wyborczej” Wojciecha Czuchnowskiego, tuż po umorzeniu śledztwa w tej sprawie przez Prokuraturę.

 

„Zobaczcie zdjęcia patriotów, którzy zaatakowali mieszkanie Michała Tuska. Twarz jednego widać dosyć dobrze, ale policja go nie znalazła, a prokuratura szybko umorzyła sprawę. Może ktoś rozpozna?” – napisał na Twitterze Czuchnowski.

 

Dziennikarz opublikował fotografię tuż po tym, jak decyzją Prokuratury postanowiono umorzyć śledztwo w tej sprawie z uwagi braku możliwości ustalenia personaliów sprawców zdarzenia.

 

 

„Droga Prokuraturo! Nie wpadliście przez kilka miesięcy na to, że jak ma się zdjęcie sprawcy i nie można ustalić jego nazwiska, to warto je upublicznić? Nadto moje zażalenie wysłałem 4 stycznia, a więc dostaliście je dwa tygodnie temu. Czyżby akurat do dziś trwała analiza treści uzasadnienia zażalenia? Podjęliście sprawę dzisiaj, bo sprawę upubliczniliśmy i zainteresowały się tym media w kontekście nazistów na Śląsku. I dalsze ukręcanie sprawy jest niemożliwe. 
Argumenty za tym, że rzucanie ciężkim kamieniem do czyjegoś domu to tylko zniszczenie mienia są śmieszne. Proponuję takie intelektualne ćwiczenie: wyobraźcie sobie, że ten kamień wpada do mieszkania Marty Kaczyńskiej, a atak jest podyktowany polityczną niechęcią do jej stryja (mam nadzieję, że nigdy nic takiego się nie wydarzy!) Wówczas łatwiej Wam przyjdzie zastosować właściwą kwalifikację, prawda?” – odniósł się do sprawy Roman Giertych.

 

„Uważam, że jeżeli nie będziemy ścigać bezwzględnie jakiejkolwiek formy agresji wobec osób publicznych i ich rodzin, to zaraz dojdzie do jakiegoś nieszczęścia. Jako naród jesteśmy już bardzo podzieleni. Jeśli do tego podziału dojdzie krew, to możemy się już nie pozbierać” – podkreślił stanowczo w swoim wpisie na profilu społecznościowym.