Wstrząśnięci tą tragedią ludzie przyłączają się do zbiórki pieniężnej w serwisie GoFoundMe. Jak przekazał „The Belfast Telegraph” udało się zebrać już ponad 31 tysięcy euro. Środki przekazane mają zostać rodzinom dwóch ofiar katastrofy, do której doszło w irlandzkim hrabstwie Offaly. Jedną z osób, które straciły w niej życie jest 7-letni Kacper.

 

Pochodzący z Polski chłopiec towarzyszył w niedzielę swojemu tacie na pokładzie samolotu transportującego spadochroniarzy. Maszyna wystartowała z lądowiska Clonbullogue. Była to Cessna 208 Caravan.

 

Niestety samolot runął w godzinach popołudniowych na ziemię nieopodal farmy wiatrowej Mount Lucas, zaraz po tym jak wyskoczyło z niego 16 spadochroniarzy. Wśród nich był ojciec Kacpra. Według relacji świadków, maszyna leciała bardzo nisko podczas powrotu na lotnisko. Doszło do zahaczenia Cessny o drzewo i zniszczenia jej ogona. To doprowadziło do katastrofy, w której oprócz 7-letniego Polaka, zginął również angielski pilot Neil „Billy” Bowditch.

 

– Samolot spadł prosto jak torpeda – opowiada Jimmy Slattery, która widziała to tragiczne zdarzenie.

 

Irlandzka komisja badania wypadków lotniczych prowadzi śledztwo w celu ustalenia szczegółów katastrofy. Miejsce, gdzie do niej doszło stanowią rozległe torfowiska. W związku z tym, wrak częściowo wbił się w podłoże.

 

 

Jak początkowo sądziła lokalna policja, śmierć dwóch mężczyzn nastąpiła w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Później jednak wyszło na jaw, że przyczyna tragedii była inna.

 

Pod koniec ubiegłego miesiąca południowomeksykańska policja znalazła ciało polskiego podróżnika, Krzysztofa Chmielewskiego. Po kilku dniach w bliskich okolicach miejsca, w którym odnaleziono zwłoki 37-latka, znaleziono drugie ciało, które należało do 43-letniego turysty z Niemiec, Holgera Hagenbuscha.

 

Jak informuje serwis dorzeczy.pl, Polak po raz ostatni udostępnił na Facebooku zdjęcia, gdzie zdawał relacje ze swoich podróży, 19 kwietnia. Zgodnie z ustaleniami śledczych, turysta zginął prawdopodobnie kilka dni później. Jego zwłoki odnaleziono 26 kwietnia.

 

Podobna sytuacja spotkała niemieckiego podróżnika. Jego poszukiwania prowadził na Facebooku jego brat. Dzięki anonimowemu zgłoszeniu policji udało się dotrzeć do Chmielewskiego.

 

Z początku prokuratura sądziła, że przyczyną śmierci obu turystów był wypadek. Lokalne władze zwracały się do ludzi z prośbą o zachowanie szczególnej ostrożności w okolicach urwiska, gdzie odnalezione zostały ciała mężczyzn. Na jaw wyszła jednak okrutna prawda – pojawiły się informacje o rzeczach skradzionych Polakowi, a także licznych okaleczeniach na jego ciele. Prawdopodobnie więc Polak, a być może obydwaj mężczyźni zostali napadnięci.

 

Jak napisał na Facebooku brat niemieckiego podróżnika, ciało Polaka odnalezione zostało bez głowy i jednej stopy. Zwłoki Niemca również miały być okaleczone.

 

Zdaniem śledczych, podróżnicy mogli zostać postrzeleni.

Zatrzymany nad Jeziorem Głębokim przez szczecińskich policjantów 30-latek usłyszał zarzut zabójstwa. W poniedziałkowy wieczór zaatakował nożem kobietę, która w wyniku poniesionych obrażeń zmarła. Dziś decyzją sądu podejrzany został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące.

 

O ataku na kobietę zaalarmowali świadkowie. Policjanci odpowiedzieli na sygnał błyskawicznie. Kiedy dojechali na miejsce zdarzenia zobaczyli ranną kobietę, która pomimo podjętej przez nich i przez pogotowie reanimacji zmarła. Funkcjonariusze zatrzymali mężczyznę, który miał zaatakować pokrzywdzoną nożem. Zabezpieczyli także to narzędzie.

 

30-latek ze Szczecina był trzeźwy, jednak w toku postępowania będzie ustalane, czy znajdował się pod wpływem środków odurzających. Zaatakowana 39-latka była obywatelką Czech. Prokuratura przedstawiła zatrzymanemu zarzut zabójstwa. Mężczyzna przyznał się. Trwa ustalanie motywu zbrodni.

Według serwisu newsbook.pl, znana piosenkarka Katy Perry zażądała zatrzymania i deportacji ze Stanów Zjednoczonych jednego z jej największych fanów, Polaka Pawła Jurskiego. Ironiczny jest w tym przypadku fakt, że gwiazda jest obrońcą otwartych granic, w związku z czym krytykuje zakazy wjazdu na terytorium USA obywateli wielu krajów, które zostały wprowadzone przez głowę państwa, Donalda Trumpa.

 

Jak twierdzi Katy Perry, jej polski fan brał udział w zbyt wielu koncertach, co ją zaniepokoiło. Gwiazda obawia się, że mężczyzna może być jednym z niebezpiecznych stalkerów.

 

Księżniczka popu bez problemu nazwała Polaka przestępcą, a także zarzuciła mu nadmierne zainteresowanie jej osobą. Jest to przestępstwo, które dotyczy tylko znanych i bogatych ludzi.

 

Jak informuje portal tmz.com, Paweł Jurski z Polski został już zatrzymany w Miami w ubiegłym miesiącu po tym, jak usiłował wejść na scenę w trakcie występu piosenkarki. Jak ustalili funkcjonariusze, mężczyzna był na co najmniej sześciu koncertach Katy w ciągu zaledwie 20 dni i podczas każdego występu próbował się z nią skontaktować.

 

Jak podaje newsbook.pl, Jurski został uznany za winnego przestępstwa prześladowania Katy Perry, a także stawianie oporu wobec policjantów – poinformowała prokuratura w hrabstwie Miami-Dade. Mężczyzna zostanie deportowany do Polski.

Policjanci Komendy Powiatowej Policji w Poddębicach dzięki współpracy z holenderską Policją z Eidhoven zatrzymali 27-letniego mężczyznę, który za pośrednictwem Internetu nękał znaną, holenderską modelkę.

W sprawę zaangażowano polskich i holenderskich policjantów. Dzięki współpracy udało się zatrzymać 27-latka, który uprzykrzał życie bardzo znanej modelce. Wszystkie ślady prowadziły do powiatu poddębickiego. Okazało się, iż polski obywatel nękał kobietę za pośrednictwem Internetu.

 

Poddębiccy policjanci na podstawie Europejskiej Dyrektywy dotyczącej Europejskiego Nakazu Dochodzeniowego (END) dzięki współpracy z holenderską Policją w dwa dni zatrzymali 27-letniego sprawcę. Teraz mężczyzna ma internetowy zakaz kontaktu z modelką, zakaz opuszczania kraju oraz policyjny dozór.

34-letni obywatel Polski został zamordowany przez dwóch innych rodaków. Motywy oraz wyjaśnienia sprawców są dla wielu osób czymś szokującym.

 

Do tragedii doszło na terenie Apulii leżącej w południowej części kraju. Ciało zabitego Polaka znaleziono niedaleko San Giovanni Rotondo, w baraku na jednym z gospodarstw rolnych. Makabrycznego odkrycia dokonano na początku marca.

 

Po wszczęciu dochodzenia, karabinierzy wykluczyli śmierć naturalną w tym przypadku. Przesłuchano osoby pracujące na farmie oraz aresztowano dwóch innych obywateli Polski pod zarzutem dokonania tej zbrodni.

 

Podczas zorganizowanej w Foggii konferencji prasowej, karabinierzy mówiąc o ustaleniach śledztwa przekazali, że zatrzymani mężczyźni byli już wcześniej karani.

 

Dokonanie morderstwa, dwaj Polacy tłumaczyli chęcią buntu wobec zabitego rodaka. Według nich charakteryzowało go despotyczne zachowanie oraz podporządkowywanie sobie innych pracujących tam ludzi.

 

W miejscu tym pracowali wyłącznie robotnicy z Polski.

 

 

Lewicowy działacz i publicysta Piotr Szumlewicz oświadczył na portalu społecznościowym, że nie jest dumny z tego, że jest Polakiem.

 

Szumlewicz podzielił się na Twitterze swoimi przemyśleniami na temat podejścia do polskości.

– Nie jestem dumny z faktu bycia Polakiem

– napisał. Oznajmił jednak, że czuje się dumny, kiedy pomoże innym ludziom – donosi serwis dorzeczy.pl.

 

Jak informuje publicysta, nie podziwia żadnych narodów, w tym polskiego, ale konkretne osoby.

 

 

 

Do akcji policji doszło w okolicach placu Saint-Denis, w brukselskiej dzielnicy Forest. Służby zareagowały po informacji przekazanej przez obywatela Polski.

 

Wszystko zaczęło się od momentu, kiedy Polak zaalarmował obsługę jednego ze sklepów, iż był świadkiem zabójstwa, prawdopodobnie przy użyciu broni palnej. Było to ok. godz.13. Wtedy do akcji wkroczyła belgijska policja. Okolica placu Saint-Denis została otoczona na ok. 2 godziny przez jednostki specjalne policji.

 

Oprócz policji na miejsce przybyła także straż pożarna. Przy okazji operacji zalecono uczniom lokalnej szkoły oraz mieszkańcom okolicznych budynków pozostać wewnątrz zajmowanych lokali. a ruch drogowy został wstrzymany. Do akcji skierowano również policyjny śmigłowiec.

 

Ruch drogowy został przywrócony po godz. 15. Działania podjęte przez służby bezpieczeństwa, w tym przeprowadzone przeszukania nie wykazały czegokolwiek podejrzanego.

 

Marc-Jean Ghyssels, burmsitrz dzielnicy Forest poinformował dziennikarzy, że podjęte działania miały zweryfikować otrzymane zgłoszenie o zabójstwie oraz sprawdzenie czy uzbrojony sprawca lub sprawcy nie ukrywają się w jednym z domów. Burmistrz zaznaczył również, że operacja nie ma związku z zagrożeniem terrorystycznym.

 

 

Hiszpańska Policja zamieściła post na swoim profilu społecznościowym na Twitterze, w którym informuje o dość nietypowym zatrzymaniu. Niestety bohaterem tej akcji jest nasz rodak, który wbrew zdrowemu rozsądkowi, chciał wracać nad Wisłę, powypadkowym, niesprawnym autem.

 

Polak tłumaczył funkcjonariuszom hiszpańskiej policji, że miał wypadek w Madrycie, ale nie chce naprawiać auta w Hiszpanii, tylko w Polsce. Trasa liczyła 3000 kilometrów. Krewki rodak został zatrzymany po przejechaniu… 500 km.

 

Rozerwane drzwi, stłuczona szyba, wgięta maska i brak reflektora nie powstrzymały go przed powrotem. I auto faktycznie wróci, ale na lawecie. Polski kierowca został też ukarany mandatem w wysokości 500 euro.