Historia z pozoru wydaje się prosta: Trybunał Arbitrażowy w Sztokholmie orzekł, że Rzeczpospolita Polska naruszyła umowę międzynarodową z Królestwem Belgii i Wielkiego Księstwa Luksemburgu dotyczącą popierania i ochrony inwestycji, poprzez wywłaszczenie inwestora z posiadanych akcji bez odszkodowania. Pokrzywdzonej spółce zostanie wypłacone miliardowe odszkodowanie, a obecny rząd zacznie zapewniać, że Polska rządzona przez PiS jest bezpiecznym miejscem dla inwestorów, bo to błędy urzędników z czasów PO-PSL doprowadziły do konfliktu państwa z luksemburskim bankiem. Pozornie prosta historia jest jednak wielowątkowym, skomplikowanym przykładem ułomności polskiego systemu nadzoru finansowego i opresyjności systemu wobec prywatnych właścicieli.

Historia jednego inwestora

 

W 2010 roku fundusz private equity Abris Capital Partners oraz Dom Maklerki IDMSA wykupują FM Bank, pozostawiając na stanowisku prezesa 20-letniego stażem – Macieja Stańczuka. Wartość księgowa inwestycji wynosiła ok. 270 mln złotych, a nowi właściciele planowali ją powiększyć poprzez działalność nakierowaną na małe i średnie przedsiębiorstwa. FM Bank odkupił również od Polnordu wierzytelności gruntów w Wilanowie, w trakcie postępowania przeciwko Miastu Warszawa o przyznanie odszkodowania za bezprawne wywłaszczenie Polnordu z ziem na potrzebę budowy drogi miejskiej. Spodziewano się korzystnego dla banku orzeczenia NSA i w konsekwencji spłaty przez miasto wierzytelności. Mimo przegranej, Warszawa nie zamierzała spłacić swojego zobowiązania, a dług wobec wierzyciela rósł z uwagi na odsetki.

 

Równocześnie bank poszukiwał strategii i kierunków rozwoju, czego efektem było wykupienie przez Abris Capital Partners udziałów domu maklerskiego, z uwagi na różnice zdań dotyczącą prezesa Stańczuka oraz połączenie FM Bank z Polskim Bankiem Przedsiębiorczości, czyli utworzenie FM Bank PBP. Fuzja ta potwierdza rolę Abris jako poważnego i odpowiedzialnego inwestora. Jeszcze przed przejęciem Abris skupił od PBP akcje bankrutujących Dolnośląskich Surowców Skalnych i PBG. Przejął również udziały IDM w PBP za kwotę 95 mln złotych. FM Bank PBP miał stać się pierwszym w Polsce smart bankiem. W tym celu Abris wyłożył 100 mln złotych oraz ściągnął na stanowisko prezesa Sławomira Lachowskiego – człowieka, któremu sukces zawdzięcza m.in. mBank.

 

Smart pieniądze za smart bank

 

 

Plany te zostały przerwane przez decyzję Komisji Nadzoru Finansowego z kwietnia 2014 roku o zakazie wykonywania prawa głosu przez strategicznego inwestora oraz o odsprzedaniu akcji przez Abris, bez podania konkretnego uzasadnienia. Abris odwołał się od decyzji KNF, ale w trakcie trwania postępowania sprzedał FM Bank PBP funduszowi AnaCap. KNF uchyliło decyzję o nakazie odsprzedania akcji, ale utrzymało o pozbawieniu prawa głosu, postępowanie to skończyło się jednak za późno – FM Bank PBP został sprzedany. Kwota transakcji nie jest znana, ale z reakcji Abris i decyzji wydanej przez Sztokholm wynikać może, że była ona o wiele zaniżona w stosunku do wkładu inwestorskiego. Fundusz złożył sprawę do Trybunału Arbitrażowego i w czerwcu tego roku doczekał się korzystnego orzeczenia. Swoje straty szacuje na 2 mld złotych i takiej kwoty będzie miał prawo domagać się od polskiego rządu.

 

Gra na czas o dług Warszawy

 

Całą sytuację można by ocenić jako fatalną i drogą w skutkach pomyłkę KNFdla polskiego podatnika. Pozostaje jednak pytanie, jak to jest możliwe, żeby komisja pozbawiła prawa własności prywatnego właściciela, który dodatkowo był chroniony umową międzynarodową? Wokół sprawy od dawna narastają kontrowersje.

 

Część obserwatorów doszukuje się tutaj roli Andrzeja Jakubiaka, który był główną postacią sporu na linii Polnard – Miasto Warszawa o wierzytelność gruntów, a następnie, w czasie wydania decyzji o pozbawienia prawa głosu i nakazie sprzedaży akcji FM Bank PBP, pełnił funkcję prezesa KNF. Odkąd Abris przejął wierzytelność od Polnardu, konsekwentnie domagał się od miasta spłaty należności, a sprzedaż FM Bank PBP oznaczałaby przejęcie prawa do wierzytelności gruntów przez kolejnego inwestora, być może bardziej skłonnego do ugody z miastem.

 

Inni wskazują na personalny konflikt pomiędzy szefostwem KNF, szczególnie Andrzejem Jakubiakiem i Wojciechem Kwaśniakiem, a Sławomirem Lachowskim. Faktycznie, propozycje zmiany na stanowisku prezesa zarządu Macieja Stańczuka dwukrotnie wywołały sprzeciw KNF,Gdy za pierwszym razem Abris był zgodny z komisją, co m.in. doprowadziło do wykupienia akcji IDM, tak zatwierdzenie powołania Lachowskiego było przeciągane w czasie przez KNF, a zarzuty wobec procesu posłużyły do sformułowania uzasadnienia decyzji o wstrzymaniu prawa głosu i sprzedaży akcji.

 

Komisja Nadzoru Finansowego zarzuciła spółce, że zmiany dokonane w zarządzie nie zostały odpowiednio z nią skonsultowane, a sam prezes otrzymał zatrudnienie kontraktowe, co umożliwiało mu samemu sobie zlecać sobie usługi konsultingowe. KNF określił sposób dokonywania zmian w zarządzie jako „generujący ryzyka prawne i operacyjne”.

Co ciekawe, zarówno Abris jak i jego akcjonariusze o decyzji KNF dowiedzieli się z oficjalnego komunikatu w którym nie było wskazanych konkretnych naruszeń, a jedynie powołanie się na prawo bankowe, które pozwala de facto pozbawić właściciela jego majątku za szereg różnych przewinień.

 

Instytucjonalna niekompetencja

 

W sprawie można doszukiwać się również wątków repolonizacyjnych polskiego sektora bankowego. Podczas przejmowania przez Abris FM Banku,Komisji zarzucano nadmierną spolegliwość wobec zagranicznego inwestora.Być może późniejsza decyzja o pozbawieniu własności była spowodowana m.in. chęcią naprawy sytuacji.

 

W końcu może to być zwyczajnie błędna ocena sytuacji przez KNF o tyle jednak kontrowersyjna, że Abris –  mimo tego, że nie słynie z taktu, czego dowodem był m.in. sposób przeprowadzenia fuzji FM Banku z PBP –okazał się być odpowiedzialnym inwestorem w momencie kryzysu finansowego.

 

Co więcej, fundusz po otrzymaniu od KNF argumentacji dotyczącej decyzji wywłaszczenia, zmienił formę umowy z Lachowskim oraz zmniejszył kompetencje rady nadzorczej. Można by uznać, że w trakcie rozpatrywania odwołania od decyzji wywłaszczenia komisja zorientowała się, że nałożone sankcje są zbyt restrykcyjne, na co z resztą powoływała się w oficjalnych komentarzach do wyroku Trybunału Arbitrażowego. Stad wynikać mogło podjęcie decyzji o cofnięciu nakazu odsprzedania akcji. Z drugiej strony, samo postępowanie odwoławcze wydaje się grą na zwłokę.Posiedzenia były wielokrotnie przesuwane tak, że Abris zmuszony był sprzedać swoje udziały w FM Banku z uwagi na utrzymanie w prawie decyzji Komisji o wywłaszczeniu.

 

Kosztowna nauka na błędach

 

Jakikolwiek nie był powód zachowania KNF, polski podatnik przez jej decyzję sfinansował właśnie działalność wielkiego funduszu zagranicznego. Nie ma znaczenia, czy to arogancja, niekompetencja czy złośliwość Komisji doprowadziły do opisanej sytuacji. Istotne jest, że w przypadku Abris mieliśmy do czynienia z międzynarodowym graczem, chronionym międzyrządową umową, a więc mającym możliwość odwołania się do bezstronnych instytucji.

 

Jakie szanse w sporze z państwem polskim miałby inwestor o polskim kapitale? Odpowiedź wydaje się być oczywista. Rozwój inwestycji i napływ kapitału następuje w stabilnych systemowo i prawnie państwach, a komunikat, który wydało KNF poprzez rozwiązanie sprawy z Abrisem wskazuje, że nasz kraj może sprawiać wrażenie, że nie szanuje własności prywatnej, sektor bankowy traktuje jak podwórko do rozgrywania personalnych utarczek, a jego relacje z inwestorami mają charakter opresyjnej zależności. Złożenie przez polski rząd odwołania do Trybunału skutkować może tylko jeszcze większym kosztem związanym z odsetkami i stratami wizerunkowymi dla Polski.

 

Jedyne, co wobec tego pozostaje, to schylenie głowy, wypłata należności Abrisowi i odnalezienie winy w systemie kontroli sektora finansowego. Tylko intensywna praca nad tworzeniem warunków przyjaznych inwestorowi i zmiana istniejących relacji opartych na niskim zaufaniu i personalnych zależnościach, jest w stanie zapobiec powtarzaniu tak kosztownych błędów w przyszłości. Pozostaje jednak pytanie, czy wicepremier Morawiecki będzie w stanie walczyć z instytucjonalną niezdolnością do kojarzenia bezpieczeństwa z rozwojem w obszarze finansowym.