Jarosław S. ps. „Masa” to najbardziej znany świadek koronny w Polsce. Znany jest z wystąpień publicznych lub przed kamerami w kominiarce oraz ze swojej wyjątkowo masywnej sylwetki. Jarosław S. swego czasu był ważnym członkiem mafii pruszkowskiej. Współpracował wówczas z tak znanymi postaciami w polskim świecie przestępczym jak choćby Andrzej Kolikowski ps. Pershing czy Andrzej Z. ps. „Słowik”.

 

Informacje o dzisiejszym zatrzymaniu świadka koronnego przekazało TVP Info. Jak poinformowano, „Masę” zatrzymali funkcjonariusze z łódzkiego Biura Spraw Wewnętrznych Policji.

 

Sprawa związana jest z prowadzonym śledztwem dotyczącym powoływania się na wpływy (np. w związku z obietnicą załatwienia pracy w policji), wyłudzeń kredytów bankowych oraz łapownictwa. Jarosławowi S. stawiany jest szereg poważnych zarzutów. Śledztwo prowadzi  Lubelski Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. Ustalono m.in. iż „Masa” oraz inni zamieszani w tą sprawę, mieli wręczać oraz przyjmować łapówki od urzędników. Miało to zapewnić ich pomoc i przychylność.

 

Oprócz Jarosława S. zatrzymano również sześć innych osób, mających współpracować ze sławnym świadkiem koronnym przy całym przestępczym procederze. Stawiane zarzuty nie mają jednak związku z działalnością przestępczą, w sprawie której zeznając, „Masa” otrzymał status świadka koronnego.

 

 

Wkrótce w kinach pojawi się nowy film Patryka Vegi „Kobiety mafii”. Jak poinformował portal tvp.info, gangsterzy z „grupy mokotowskiej” mieli wpływać na obsadę filmu i zablokowali pojawienie się na planie jednego z dawnych, skruszonych przestępców. Zeznawał on bowiem przeciwko niektórym gangsterom z grupy „Szkatuły” i został tzw. małym świadkiem koronnym.

 

O tym natomiast, że najbardziej znany świadek koronny w Polsce o pseudonimie „Masa” nie darzy wielką sympatią reżysera, mogliśmy dowiedzieć się już z kilku wypowiedzi. Teraz Patryk Vega został mocno zaatakowany przez Jarosława Sokołowskiego w jednym z jego facebookowych wpisów.

 

– Patryk Vega, moralna hybryda, która jedną decyzją opluła nie tylko swoich znajomych, być może przyjaciół, z policji, ale również zbrukała pamięć ofiar gangu mokotowskiego. Szczególnie pamięć po siedmioletniej dziewczynce, której zwłok do dziś nie odnaleziono.
Ale co mnie doświadczonego, byłego bandytę szokuje, to logiczno- werbalna oślizgłość Vegi. Reżyser szczyci się w wywiadach, że brał udział w policyjnych akcjach przeciwko kryminalistom. Podkreślał wielokrotnie swój szacunek dla stróżów prawa.
Dorobił się fortuny na biletach, kupowanych przez rzeszę przyzwoitych i uczciwych Polaków – napisał dobitnie „Masa”.

 

Dawny gangster z Pruszkowa odniósł się również do obecnych działań i zachowań znanego reżysera.

 

– A dziś groteskowo tłumaczy, dlaczego chodzi na smyczy u ludzi, którzy mordowali kobiety czy dzieci.
Podlizuje się zwyrodnialcom, bredząc o „kodeksie honorowym”, który nie istnieje. Spełnia kaprysy gwałcicieli i pluje w twarz tym, którym obcinano palce. Za kilka fałszywych srebrników, udaje gitowca.
Panie Vega! Jako dziennikarz i uczestnik policyjnych akcji jest pan dożywotnio „frajerem” i „kapusiem”. Nie ma znaczenia ile razy wyliże pan buty swoim rozmówcom w kryminale.
A ludzie, którzy tam przebywają i którzy udzielają panu informacji, to konfidenci. Tak mówi nie „kodeks gangstera”, tylko zwykła, więzienna git- bajera.
A pan, jako ojciec córki, może dziś spać spokojnie. Nie grozi jej los Eweliny B. Nie tylko dzięki funkcjonariuszom policji, ale również tym, którzy w ramach art. 60 kk czynnie ukorzyli się przed polskim społeczeństwem, ujawniając tajemnicę niejednej zbrodni – ocenił Sokołowski.