Dziś poinformowano o kolejnych pracach nad przygotowaniem referendum konsultacyjnego. Wiadomo już, że będziemy głosować 10-11 listopada. W ciągu dwóch dni Polacy zdecydują, czy chcą mieć nową Konstytucję. Do sprawy odniósł się kandydat na prezydenta Warszawy z ramienia Platformy Obywatelskiej i .Nowoczesnej – Rafał Trzaskowski.

 

„Pytanie jest, czy ci, którzy dzisiejszej Konstytucji nie szanują, mogą zapowiadać referendum konstytucyjne? Po drugie jest pytanie, jakie mają pytania zapadać w tym referendum, dlatego że do tej pory nie uzyskaliśmy na to jednoznacznej odpowiedzi. Pytanie jest też takie, bo widziałem pytania dot. suwerenności, w jaki sposób wzmacniać suwerenność” – mówił.

 

„Dzisiaj nasza obecność w UE jest największą gwarancją tego, że nasza suwerenność będzie pielęgnowana, żę będziemy ja wspólnie sprawować z innymi państwami UE, że dzięki temu będziemy bezpieczni, że będziemy rośli w dobrobycie” – przekonywał Trzaskowski.

 

„Natomiast oczywiście to, co robi dzisiejszy rząd i niestety prezydent, dokłada się do łamania praworządności i Konstytucji, tej dzisiejszej, która była owocem kompromisu i to nie najlepiej rokuje na przyszłość, czego zresztą takim wyrazistym przykładem była wczorajsza propozycja budżetu UE, gdzie kwestia przestrzegania praworządności będzie powiązana właśnie z kwestiami finansowania rozwoju takich krajów jak Polska” – mówił Rafał Trzaskowski, komentując dzisiejszą zapowiedź prezydenta Andrzeja Dudy w sprawie terminu referendum konsultacyjnego.

SOP (Służba Ochrony Państwa) zastąpiła Biuro Ochrony Rządu w roli służby odpowiadającej za zapewnianie bezpieczeństwa najważniejszych przedstawicieli polskich władz. Wirtualna Polska ujawniła wpadki, które mają być ukrywane przez SOP, a można je określać jako kardynalne.

 

– Jak nic się nie zmieni, dojdzie do tragedii – komentuje sytuację wewnątrz SOP i ilość wpadek, informator WP.

 

Jedną z sytuacji do jakich dojść nie powinno miała miejsce pewnej nocy, pod siedzibą Agencji Wywiadu. W tamtym miejscu na sygnałach zatrzymała się limuzyna premiera Mateusza Morawieckiego. Jego kierowca wysiadł, aby poprosić o pomoc przedstawicieli AW/ Roztargniony zapomniał jednak wyjąć kluczyków, przez co uruchomił się alarm, a drzwi zamknęły się automatycznie. Premier miał przebywać w tym czasie w swoim domu znajdującym się po drugiej stronie ulicy na zamkniętym osiedlu. Sytuacja miała mieć miejsce niedługo po objęciu stanowiska premiera przez Mateusza Morawieckiego, a ze względu na fakt, że ochraniana przez BOR w dużym stopniu była wtedy jego poprzedniczka Beata Szydło, nowemu premierowi przypadki mniej doświadczeni funkcjonariusze.

 

– Chłopak wyskoczył z samochodu i w panice zostawił kluczyki w stacyjce przez co samochód się zatrzasnął i włączył się alarm. Trzeba było wysyłać drugi samochód pod dom Morawieckiego. Mieliśmy szczęście. Gdyby coś się stało i potrzebna była ewakuacja premiera, to funkcjonariusz ochrony, który był pod drzwiami, musiałby wynosić go na plecach – opowiada o tamtym zdarzeniu jeden z rozmówców Wirtualnej Polski. Znajdujący się wówczas w samochodzie funkcjonariusz miał spanikować, zostawić oficera ochrony pod domem premiera i jechać pod bramę siedziby Agencji Wywiadu.

 

Poważna wpadka miała się zdarzyć również funkcjonariuszom odpowiadającym za bezpieczeństwo prezydenta Andrzeja Duda.

 

– Na szczęście jechali bez prezydenta, byli na stacji. Oficer ochrony chciał zapalić lampkę i przez przypadek nacisnął przycisk, który służy do wyrzucenia szyby pancernej w razie wypadku. To nie jest zwykła szyba. Waży ok 200 kilogramów. Trzeba było wzywać inny samochód – opowiadał dla WP jeden z funkcjonariuszy.

 

– To nie jest błaha historia, bo te szyby trzeba montować fabrycznie. Nie da się tego zrobić w warsztacie. Koszt takiej szyby to 60 tys. zł – dodał.

 

Do nietypowej sytuacji doszło również w marcu 2018 roku. W trakcie odprawy przed wizytą Angeli Merkel, pojawił się problem ze znalezieniem kierowcy dla samochodu mającego przewozić niemiecką kanclerz.

 

Komendant SOP miał w pewnej chwili zapytać, jakie kierowca pancernego samochodu musi mieć uprawnienia. Wielu uważa jednak, że jako komendant, powinien to wiedzieć. Według informatorów WP, problemy ze znalezieniem kierowców mają być dość częste.

 

– Brakuje ich wszędzie. Szefowie poszczególnych wydziałów muszą siedzieć do 15-tej i wydzwaniać w poszukiwaniu kierowcy – stwierdzić miał pewien funkcjonariusz.

 

Wśród wpadek mają mieć miejsce również stłuczki.

 

– Do stłuczki doszło nawet na osiedlu, na którym mieszka premier. Stuknęły się samochody z jego kolumny. Do drobnych stłuczek dochodzi też na garażu. Odkąd zamontowano szlaban z czujką, co jakiś czas wali w jakiś samochód. Kiedyś kierowcy potrafili trzema samochodami przejechać pod szlabanem na autostradzie. Teraz nikt tego nie potrafi – powiedzieć miał w rozmowie z Wirtualną Polską jeden z funkcjonariuszy.

 

W podobnym tonie dla WP wypowiedział się również były szef BOR.

 

– Te sytuacje to wynik małego doświadczenia. Tej roboty nie da się nauczyć z podręcznika. Nauka jest tylko przez praktykę. Wcześniej trzeba było mieć duże doświadczenie, by usiąść za kierownicą samochodu z osobą ochranianą. Ta formacja została zniszczona, a wielu doświadczonych funkcjonariuszy odchodzi – stwierdził generał Gawor.

 

Prezydent Andrzej Duda nie tak dawno ogłosił swoją decyzję o zawetowaniu ustawy degradacyjnej, której zapisy umożliwić miały możliwość pozbawienia stopni wojskowych osób oraz żołnierzy rezerwy, którzy swoją postawą „sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu”, jednocześnie kierując ustawę raz jeszcze do Sejmu RP.

 

Prezydent przyznał, że takie osoby jak Wojciech Jaruzelski czy Czesław Kiszczak nie zasługują na tytuł generalski, jednak jego wątpliwości budzi to jak dużo osób obejmie ta ustawa, bez możliwości odwołania. W swoim uzasadnieniu przywołał osobę gen. Hermaszewskiego.

 

„Rzeczywiście rozmawiałem z ministrem Solochem, mówił mi o takim pomyśle dotyczącym ustawy degradacyjnej, o którym pisało wPolityce, ale to była rozmowa, która nie miała charakteru oficjalnego, w związku z tym oficjalnie nie zostałem poinformowany o takim pomyśle. W moim przekonaniu sprawa została już zamknięta decyzją prezydenta” – mówił minister Błaszczak w PR1 Polskiego Radia.

 

„Z całą pewnością MON nie będzie wychodziło z nowym projektem ustawy degradacyjnej. Prezydent ma konstytucyjne uprawnienia związane z inicjatywą ustawodawczą. Nie wiem, co prezydent zdecyduje, natomiast z naszej strony uważamy, że sprawa jest zamknięta”  – mówił Mariusz Błaszczak w „Sygnałach dnia” PR1.

Prezydent Andrzej Duda zabrał głos w sprawie ósmej rocznicy katastrofy smoleńskiej. Jego wzruszające przemówienie wywołało wiele emocji.

 

– To taki dzień słodko-gorzki. Gorzki, bo przecież 8 lat temu dotknęła Polskę straszliwa tragedia, najgorsza od II wojny światowej. Nie tylko dlatego, że w katastrofie smoleńskiej zginęło 96 Polaków, ale dlatego, że państwo polskie, że nasza Polska, dopiero co niedawno odrodzona znów po latach zniewolenia, która wyrwała się zza żelaznej kurtyny, znowu straciła swoją elitę, a w każdym czasie dużą jej część. Jakże tragiczny, straszny moment! Najstraszniejszy oczywiście dla rodzin. (…) Straszliwy dla całej Polski, bo to byli ludzie, którzy Polskę, tę odrodzoną, budowali i co do których mieliśmy nadzieję, że będą ją budowali jeszcze przez długie laty, bo byli to ludzie, którzy mieli przed sobą jeszcze długie lata służby dla Rzeczypospolitej

– mówił Andrzej Duda wczoraj na placu Piłsudskiego w Warszawie.

 

– Czegóż mogli jeszcze dokonać. Czegóż mógł dokonać prof. Lech Kaczyński?

– pytał prezydent.

 

– Zginęli ludzie ze wszystkich stron sceny politycznej. (…) Dlaczego zginęli? Bo byli razem, zjednoczeni, przekonani o absolutnym obowiązku każdego z nich – uczczenia pamięci, oddania hołdu polskim oficerom ludobójczo pomordowanym w Katyniu. Bo byli razem!

– dodała głowa państwa.

 

– Zginęli razem jako reprezentacja naszej polskiej wspólnoty. Tak jak powiedział przed chwilą pan premier: bez względu na barwy polityczne, wykształcenie, przekonania – w przekonaniu, że muszą oddać hołd innym patriotom, którzy polegli, że muszą utrwalić pamięć

– mówił Andrzej Duda.

 

– To właśnie im poświęcony jest ten pomnik, ten monument, ten monolit, który stoi chyba na tym najważniejszym w Polsce placu, gdzie jest święty dla nas wszystkich Grób Nieznanego Żołnierza, gdzie usłyszeliśmy chyba najważniejsze słowa w historii Polski, słowa św. Jana Pawła II, które obudziły Polaków do wolności

– tłumaczył.

 

– Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że ten pomnik staje właśnie tutaj, w sercu Warszawy i że jest właśnie taki. Bardzo dziękuję p. Jerzemu Kalinie, jestem ogromnie wdzięczny. (…) P. Jerzy Kalina stworzył ten nieprawdopodobnie wymowny obelisk, który – wierzę w to – stanie się świętym miejscem wszystkich Polaków, bo jest symbolem naszej wspólnoty i upamiętnia, to co było wspólne, nasze. (…) On jest nasz wspólny i wierzę, że będzie nas jednoczył, niezależnie od poglądów, od barw, bo on jest wszystkich i dla wszystkich i bardzo pragnę, żeby był tak pojmowany. A czemu ważne, że jest? Dlatego, że zginęli Polacy, że zginęli razem, że zginęli w służbie publicznej i Polska nie może o nich nie pamiętać

– kontynuował.

 

Ponadto, zwrócił również uwagę na zasługi Lecha Kaczyńskiego. Całość można obejrzeć poniżej:

 

Były lider Ministerstwa Obrony Narodowej Antoni Macierewicz ponownie w kilku mocnych słowach skomentował decyzję prezydenta Andrzeja Dudy ws. ustawy degradacyjnej. – Teraz na nowo pan Jaruzelski został postawiony na tym samym poziomie, na którym są bohaterowie walk o niepodległość – mówił Macierewicz.

 

Przypomnijmy, przed świętami Wielkanocnymi prezydent Andrzej Duda zadecydował, że nie podpisze ustawy degradacyjnej. Wątpliwości głowy państwa wzbudziły między innymi zapisy dotyczące zdegradowania wszystkich członków Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego bez przyznania im możliwości złożenia wyjaśnień, a także odwołania. Prezydent powiedział także, że wpływ na zawetowanie ustawy degradacyjnej ma brak osoby mogącej reprezentować zmarłych.

 

W sprawie decyzji Andrzeja Dudy kilkukrotnie zabierał głos były szef MON Antoni Macierewicz. Za każdym razem była to krytyka pod adresem prezydenta. Tak było i tym razem. Polityk wypowiedział się dzisiaj w tej sprawie na antenie Radia Maryja – informuje portal dorzeczy.pl.

 

– Trzeba sobie jasno i otwarcie powiedzieć, że to decyzja, która bardzo, bardzo głęboko zmienia sytuację w Polsce. Teraz, kiedy do Polski miała powrócić sprawiedliwość i wydawało się, że przez 26 miesięcy wracała sprawiedliwość, dobrzy byli nagradzani, a źli przynajmniej wskazywani, jeśli nie karani, ukazywani jako źli, wracały podstawowe normy i hierarchia wartości, to nagle przyszedł ten cios, który zmienia sytuację niestety – obawiam się – bardzo głęboko

– mówił polityk.

 

Jak uzasadniał, sprawa wyglądałaby inaczej, gdyby prezydent Andrzej Duda skierował ustawę degradacyjną do Trybunału Konstytucyjnego. Zdaniem Macierewicza, w przypadku zgłoszenia alternatywnego rozwiązania dla danych przepisów prawnych, istniałaby szansa jej naprawy.

 

– W sytuacji, kiedy odrzucił ustawę, czyli skierował ją do Sejmu do powtórnego uchwalenia, ale pod warunkiem, że będzie 3/5 głosów. To oznacza, że jakby wydał to w ręce posłów Platformy, których stosunek do całej sprawy jest jasny, że cofnął nas w ten sposób do czasów Magdalenki i Okrągłego Stołu

– powiedział Macierewicz.

 

Prezydent Andrzej Duda wraz z małżonką złożyli życzenia z okazji świąt wielkanocnych. Nagranie zostało opublikowane w Internecie.

 

– W niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego skupia się sens wiary chrześcijańskiej. Symbolika świąt wielkanocnych odnosi się do losu każdego człowieka pragnącego, aby dobro zwyciężało nad złem, a życie nad śmiercią. Wszyscy potrzebujemy i szukamy umocnienia. Bądźmy w tych dążeniach razem, uważni na innych i wspierający się wzajemnie

– powiedział Andrzej Duda.

 

– Niech tajemnica nocy zmartwychwstania i radość wielkanocnego poranka przyniesie duchowe pokrzepienie i obudzi w nas nadzieję. Życzymy, aby w polskich domach i społecznościach było jak najwięcej bliskości i szacunku

– dodała Pierwsza Dama.

 

 

 

Piotr Walentynowicz, wnuk legendarnej działaczki Solidarności żąda, by prezydent Andrzej Duda nie występował na rocznicy katastrofy smoleńskiej. Mężczyzna jest oburzony wetem głowy państwa do ustawy degradacyjnej. – Żądam od Pana, aby nie przemawiał Pan na VIII rocznicy Katastrofy Smoleńskiej, gdyż w mojej opinii nie jest Pan godzien tego zaszczytu – pisał na Facebooku.

 

Prezydent Andrzej Duda oświadczył wczoraj, że nie zamierza podpisać ustawy degradacyjnej, przez co zawrzało na prawicy. Takiej decyzji nie pozostawił bez krytyki również wnuk Anny Walentynowicz, która zginęła 10. kwietnia 2010 roku. Piotr Walentynowicz zażądał od głowy państwa rezygnacji z przemówienia na rocznicy smoleńskiej – donosi gazeta.pl.

 

– Żądam od Pana, aby nie przemawiał Pan na VIII rocznicy Katastrofy Smoleńskiej, gdyż w mojej opinii nie jest Pan godzien tego zaszczytu. Moja śp. Babcia, Anna Walentynowicz domagała się rozliczenia zbrodniarzy komunistycznych przez całe swoje życie. Nie udało się to za jej życia i za życia tych pospolitych bandytów. Pan jako Prezydent RP właśnie stanął w obronie osób, które niekoniecznie naciskając na spust, ale wydając rozkazy, byli odpowiedzialni za największe tragedie, męczeństwa i zbrodnie powojennej Polski. Tym samym stanął Pan w opozycji do wartości i idei, którym moja Babcia przez całe życie była wierna.

– pisał Walentynowicz.

 

– Bardzo mi przykro, że nie rozumie Pan tych wartości, jak i faktu, że gdyby nie poświęcenie tych wspaniałych ludzi, którzy zginęli w katastrofie i wielu innych nadal nieznanych społeczeństwu, to nie miałby Pan zaszczytu piastowania funkcji Prezydenta RP

– dodał.

 

 

 

Prezydent Andrzej Duda przyznał, że decyzja ta nie jest dla niego łatwa. Zdecydował się on jednak zawetować tzw. ustawę degradacyjną.

 

Ustawa da miała dać możliwość pozbawienia stopni wojskowych osób i żołnierzy rezerwy, którzy „sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu” swoją postawą w latach 1943-1990. Zdaniem prezydenta ustawa ta sprowadza się do trzech elementów. Jeden z nich dotyczy członków WRON.

 

– Jest dla nas wszystkich chyba oczywiste – zwłaszcza po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, zwłaszcza po wyrokach sądów warszawskich – Okręgowego i Apelacyjnego z 2012 roku i 2013 roku – że Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, a zwłaszcza jej kierownictwo, jej czołowi członkowie, to był po prostu związek przestępczy o charakterze zbrojnym – powiedział prezydent Duda.

 

Jak stwierdził prezydent, osoby piastujące najwyższe wówczas stanowiska, takie jak np. gen. Czesław Kiszczak czy gen. Wojciech Jaruzelski „to są ludzie, którzy nie zasługują na szacunek”.

 

– Jeżeli chodzi o odebranie im stopni wojskowych, sprawa jest dla mnie mało dyskusyjna (…). To byli ludzie, którzy szkodzili Polsce, którzy budowali tutaj ustrój zniewolenia nas wszystkich, Polaków – zaznaczył prezydent.

 

Wątpliwości prezydenta Andrzeja Dudy mają wynikać jednak z faktu, iż obejmuje ona dużo więcej osób. Jak zauważa, WRON nie składał się tylko z Jaruzelskiego i Kiszczaka, a często też ludzie względnie młodzi, podpułkownicy i pułkownicy.

 

– Jak przyznaje historyk z IPN dr Grzegorz Majchrzak, nie tylko pan gen. Hermaszewski został wpisany najprawdopodobniej do Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego bez swojej zgody. De facto był to rozkaz, który mu wydano by w tej Radzie uczestniczyć – powiedział dziś prezydent Andrzej Duda.

 

PAD nawiązał w swoim uzasadnieniu m.in. do osoby gen. Hermaszewskiego.

 

– To rozwiązanie, które zostało przyjęte w ustawie, które powoduje, że wszyscy członkowie Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, z tymi podpułkownikami i pułkownikami, także gen. Hermaszewskim włącznie, nie mają możliwości złożenia żadnych wyjaśnień, choć większość z nich żyje do dzisiaj, i nie mają możliwości następnie złożenia żadnego środka odwoławczego, po obwieszczeniu przez prezydenta listy członków WRON tracą swoje stopnie jest czymś, z czym jako prezydent zgodzić się nie mogę – ocenił prezydent.

 

Określił też brak możliwości jakiegokolwiek środka odwoławczego w sytuacji utraty prawa naruszeniem standardów demokratycznego państwa.

 

– Patrząc logicznie – dlaczego tak ma się stać z tymi ludźmi, skoro w lepszej sytuacji niż oni są chociażby stalinowscy oprawcy w wojskowych mundurach, których sprawy będą rozpatrywane przez ministra, zgodnie z tą ustawą, za zgodą prezydenta i będą mieli możliwość i ich rodziny wniesienia środka odwoławczego do sądu – mówił uzasadniając swoją decyzję.

 

Prezydent Andrzej Duda wziął udział w uroczystościach 50. rocznicy Marca’68. W swoim przemówieniu odniósł się do tamtych wydarzeń.

 

„Niektórzy mówią, że dzisiejsza Polska powinna przeprosić za tamten antysemicki akt dokonany przez ówczesne władze, za to, że byli tacy Polacy, którzy się do tego wtedy przyłączyli, za to, że wypędzono z Polski – bo tak trzeba to powiedzieć – paręnaście tysięcy ludzi. Tak jak za grudzień 1970 r., za to, że strzelano do ludzi w Gdańsku, w Gdyni, tak jak za Radom, Płock, Ursus 1976 r. tak, jak za kopalnię „Wujek” 1981 r., jak za błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszkę, za ludzi pomordowanych przez komunistów – dzisiejsza wolna Polska niepodległa, moje pokolenie nie ponosi odpowiedzialności i nie musi za to przepraszać” – powiedział Prezydent.

 

„Ale chcę z całą mocą podkreślić, że z wielkim żalem pochylamy głowę, pochylam tę głowę z wielkim żalem, także ja jako Prezydent. I tym którzy zostali wtedy wypędzeni i rodzinom tych, którzy zginęli chcę powiedzieć: proszę wybaczcie, proszę wybaczcie Rzeczpospolitej, proszę wybaczcie Polakom, wybaczcie ówczesnej Polsce, za to, że dokonano tego haniebnego aktu – oświadczył Prezydent. – Polska moimi ustami o to wybaczenie prosi dla tamtych, żeby zechcieli zapomnieć i żeby zechcieli przyjąć, że Polska tak bardzo żałuje, że ich dzisiaj w niej nie ma. Cześć i chwała bohaterom 1968 roku” – mówił Andrzej Duda.