Do skandalicznej sytuacji doszło podczas konferencji, w trakcie której Antoni Macierewicz prezentował raport techniczny, z badań nad katastrofą smoleńską. Dziennikarz „Gazety Wyborczej” w momencie zadawania pytań, pokusił się o polityczną opinię, po czym wyszedł z sali.

 

Czegoś takiego jeszcze w polskim świecie dziennikarskim nie było. W budynku Departamentu Wojskowych Spraw Zagranicznych zaprezentowano raport techniczny podkomisji badającej katastrofę smoleńską, który mówi, że Tu-154M uległ destrukcji w powietrzu w wyniku eksplozji. Na katastrofę Tu-154 M złożył się szereg świadomych działań w obszarze remontu samolotu, przygotowania wizyty w Katyniu, błędnego sprowadzenia samolotu do lądowania przez rosyjskich kontrolerów oraz wielu awarii i eksplozji.

 

W pewnym momencie, gdy umożliwiono dziennikarzom zadawanie pytań dotyczących przedmiotu konferencji, głos zabrał Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej”. „Panie Antoni Macierewicz, chciałem powiedzieć, że jest pan kłamcą, przestępcą i w przyszłości stanie pan przed sądem wolnej Polski za kłamstwa i szkody poczynione państwu polskiemu oraz poszczególnym ludziom. Zadawanie panu pytań nie ma najmniejszego sensu. Żegnam” – powiedział i opuścił salę.

 

Na Twitterze pojawiły się zdjęcia sprawców, którzy wybili szybę w domu syna Donalda Tuska. Fotografie został upublicznione przez dziennikarza „Gazety Wyborczej” Wojciecha Czuchnowskiego, tuż po umorzeniu śledztwa w tej sprawie przez Prokuraturę.

 

„Zobaczcie zdjęcia patriotów, którzy zaatakowali mieszkanie Michała Tuska. Twarz jednego widać dosyć dobrze, ale policja go nie znalazła, a prokuratura szybko umorzyła sprawę. Może ktoś rozpozna?” – napisał na Twitterze Czuchnowski.

 

Dziennikarz opublikował fotografię tuż po tym, jak decyzją Prokuratury postanowiono umorzyć śledztwo w tej sprawie z uwagi braku możliwości ustalenia personaliów sprawców zdarzenia.

 

 

„Droga Prokuraturo! Nie wpadliście przez kilka miesięcy na to, że jak ma się zdjęcie sprawcy i nie można ustalić jego nazwiska, to warto je upublicznić? Nadto moje zażalenie wysłałem 4 stycznia, a więc dostaliście je dwa tygodnie temu. Czyżby akurat do dziś trwała analiza treści uzasadnienia zażalenia? Podjęliście sprawę dzisiaj, bo sprawę upubliczniliśmy i zainteresowały się tym media w kontekście nazistów na Śląsku. I dalsze ukręcanie sprawy jest niemożliwe. 
Argumenty za tym, że rzucanie ciężkim kamieniem do czyjegoś domu to tylko zniszczenie mienia są śmieszne. Proponuję takie intelektualne ćwiczenie: wyobraźcie sobie, że ten kamień wpada do mieszkania Marty Kaczyńskiej, a atak jest podyktowany polityczną niechęcią do jej stryja (mam nadzieję, że nigdy nic takiego się nie wydarzy!) Wówczas łatwiej Wam przyjdzie zastosować właściwą kwalifikację, prawda?” – odniósł się do sprawy Roman Giertych.

 

„Uważam, że jeżeli nie będziemy ścigać bezwzględnie jakiejkolwiek formy agresji wobec osób publicznych i ich rodzin, to zaraz dojdzie do jakiegoś nieszczęścia. Jako naród jesteśmy już bardzo podzieleni. Jeśli do tego podziału dojdzie krew, to możemy się już nie pozbierać” – podkreślił stanowczo w swoim wpisie na profilu społecznościowym.