Przewodnicząca frakcji parlamentarnej AfD Alice Weidel wywołała burzę w Bundestagu. – Jej wystąpienie było rasistowskie i doczekało się upomnienia – podało Deutsche Welle.

 

Weidel w trakcie generalnej debaty w niemieckim Bundestagu oskarżyła rządowi Angeli Merkel, że „nieokiełznaną imigracją zagraża wzrostowi gospodarczemu i dobrobytowi społeczeństwa”.

– Na pewno nie zapewnią tego dobrobytu burki, chuściane dziewczyny, żyjący z zasiłków muzułmańscy nożownicy i inni ladaco

– mówiła.

 

Szefowa AfD powiedziała także, że Niemcy są „krajem imigracyjnym dla niewykwalifikowanych i emigracyjnym dla wykwalifikowanych”. Polityk zaapelowała do jednego z posłów Zielonych, zadając pytanie „kto płaci w Niemczech pensje”.

– Może pańscy wspaniali imigranci? Chyba nie myśli pan tego poważnie?

– mówiła Weidel.

 

Jak poinformowało Deutsche Welle, reprezentanci wszystkich innych partii, które zasiadają w Bundestagu, sprzeciwili się takim słowom kobiety. Weidel nie poddawała się jednak, a swoją wypowiedź zakończyła cytatem prezydenta Czech, Milosza Zemana.

– Jeżeli ktoś żyje w kraju, w którym jest karany za wędkowanie bez karty wędkarskiej, ale nie za nielegalne przekroczenie granicy bez ważnego paszportu, ma pełne prawo powiedzieć, że krajem tym rządzą idioci

– powiedziała Weidel.

 

Te słowa skrytykował lider Bundestagu Wolfgang Schaeuble z CDU.

– Użyła pani między innymi sformułowania „chuściane dziewczyny i inni ladaco”, dyskryminując tym samym wszystkie kobiety noszące chusty. Przywołuję panią do porządku

– mówił.

 

W środę przed Bundestakiego zatrzymano mężczyznę, który rzucił się w kierunku wychodzącej Angeli Merkel. Podawano, że próbując podbiec do niemieckiej kanclerz krzyczał on „Allahu Akbar!” („Allah jest wielki!”).

 

Sprawca całego zamieszania został szybko obezwładniony i zatrzymany na miejscu zdarzenia przez służby. Okazał się nim być 23-letni Afgańczyk z położonej na południowy wschód od Stuttgartu miejscowości Ostfildern. Według lokalnej policji „nie miał żadnych wrogich zamiarów”.

 

Jak przekazało Deutsche Welle, 23-latek nie figurował w policyjnych aktach, a także nie był wcześniej notowany. Według opinii rzecznika berlińskiej policji, to co krzyczał wówczas Afgańczyk nie zawierało treści politycznych czy religijnych. Stwierdzono, iż sprawca ma problemy psychiczne, w związku z czym skierowano go na oddział psychiatryczny w jednym z berlińskich szpitali.

 

– Mężczyzna zdawał się wołać coś, czego nie można było jednak zrozumieć – pisze Deutsche Welle.

 

 

Przeciwko zatrzymanemu mężczyźnie wszczęto śledztwo w związku z podejrzeniem stawiania oporu funkcjonariuszom. Przy okazji przesłuchania stwierdzono, że 23-latek „chciał tylko podbiec do słynnej osobistości”. Zdaniem administracji Bundestagu, nie istniało zagrożenie dla innych osób, w tym kanclerz Angeli Merkel. Przy okazji interwencji służb pod Bundestagiem, nikt nie ucierpiał.