Polityka obronna powinna obejmować wiele aspektów i zagadnień o charakterze specjalnym. Jedne z nich należą do kanonu rzeczy obowiązkowych, inne wymagają odważnego i kreatywnego myślenia, tym bardziej, kiedy przez jeden element, tzw. popularny drobiazg, można przegrać nawet zwycięską partię.

 

W minionych okresach (II RP, PRL-u i III RP) pięt achillesowych Wojska Polskiego było i jest kilka, ale niektóre z uporem maniaka trwają do dziś(np. szeroko rozumiane rozpoznanie, przetwarzanie danych i łączność). Nie mam zamiaru wymieniać tutaj wszystkich. Wskazuję jedynie na pewną „genetyczną” bezwładność i słabość naczelną. Jest nią – moim zdaniem – tradycja intelektualna Wojska Polskiego, następnie wyższa kadra dowódcza i opiniotwórcze środowiska skupione wokół słabych wojskowych uczelni. Ocena taka wydaje się zasadna zważywszy na „urobek” dotychczasowej polskiej polityki obronnej. Nie jest to jedynie problem „czysto” wojskowy, ale niestety w dużej mierze odnoszący się do jakości polskiej polityki jako całości. Mamy aspiracje europejskie i międzymorskie, a nie potrafimy zarządzać własnym doświadczeniem, wiedzą, kompetencjami i zasobami. Taki jest dorobek trzydziestolecia III RP w obronności. A stoją przed nami wyzwania nie błahe, ale rozstrzygające o bycie i przyszłości państwa, jak np. szantaż bronią A,B,C. O ile każda z tych broni ma swoje istotne ograniczenia w użyciu, o tyle istnieje wymiar, który zagraża spójności naszej polityki obronnej. Pytanie brzmi, jak uderzyć przeciwnika, aby go nie zmienić w krwawą ofiarę żądną zemsty, a jednocześnie przestraszyć sojuszników przed dalszym angażowaniem się w jego obronę?

 

Dla takiego celu Armia Federacji Rosyjskiej dysponuje taktycznym pociskiem jądrowym o mocy jednej kilotony. Siała rażenia tej broni ma bardzo ograniczone znaczenie w starciu bezpośrednim i nie powoduje apokaliptycznych konsekwencji materialnych dla armii nieprzyjaciela. Jednak skutek psychologiczny i propagandowy nadaje tej broni wymiar polityczny, gdyż urealnia przekształcenie konfliktu konwencjonalnego w jądrowy – totalny. Taka demonstracja wywołuje ponowne przeliczenie skali konsekwencji. Ryzyko i korzyści należy zważyć na nowo. W naszym przypadku wynik takiej kalkulacji, zwłaszcza dokonywanej przez Niemców i Francuzów jest raczej przesądzony. Jednakże to po naszej stronie jest konieczność zabezpieczenia się na taką ewentualność, aby po raz kolejny nie paść ofiarą własnych rojeń na temat cudzych zobowiązań.

 

Ostatnio jeden z wiceministrów w MON stwierdził, że jest możliwe, aby polska polityka obronna była w stanie samodzielnie, bez bratniej pomocy, odeprzeć większość zagrożeń. I to jest zmiana, na którą trzeba było czekać prawie dwadzieścia pięć lat… aby przedstawiciel polskiego rządu wziął odpowiedzialność za polską politykę obronną, a nie kolejny prezydent USA czy kanclerz RFN. Bez zmiany myślenia o polityce, bez przyjęcia polskiej perspektywy, która za punkt wyjścia przyjmuje położenie geopolityczne, uwikłania polityki regionalnej w politykę strategiczną wielkich graczy, relatywną słabość względem silniejszych sąsiadów bliższych i dalszych, bez odrzucenia historycznego bagażu osiągnięć Wojska Polskiego w zakresie projekcji siły, będzie bardzo trudno wydostać nasze myślenie z poziomu mitów narodowowyzwoleńczych.

 

Odrzucenie historycznego bagażu polskiej armii nie dotyczy oczywiście (co mocno podkreślam) morza krwi przelanej za ojczyznę, często w imię błędnych motywacji i kalkulacji politycznych mających na uwadze dobro jedynie nielicznych. I jeszcze jedno pytanie mnie dręczy… czy na pewno w naszym interesie jest to, aby Republika Federalna wydawała na obronę 2% PKB rocznie?

45 tydzień tego roku jest kolejną przełomową datą w bogatej historii naszego zachodniego sąsiada. W mediach głównego nurtu informacja ta nie wzbudziła większej reakcji. A powinna. I nie chodzi wyłącznie o to, że niemieccy prawnicy (sędziowie Trybunału Konstytucyjnego Republiki Federalnej) nagle odkryli trzecią płeć, co samo w sobie jest już niepokojące, ale także o to,czy tym samym nie utracili zdolności do orzekania.

 

Konsekwencje tego orzeczenia jednoznacznie wysadzają w powietrze rodzinny kodeks prawny, unieważniając jednocześnie całe orzecznictwo jakie do tej pory obowiązywało. Najgorsza w tym wszystkim jest zaś błoga bezrefleksyjność wobecs kutków tej decyzji. Prawa człowieka już od dawna są za Odrą własną karykaturą, ale teraz niemieckie społeczeństwo weszło na nowy poziom osobo-płci. Niebawem okaże się konieczne przeprowadzenia redefinicji naukowych pojęć, twierdzeń i dowodów, aby odrzucić niesłuszne poglądy na rzecz nowej i oczywiście naukowej rzeczywistości. W konsekwencji Niemcy będą musieli się przemienić, a trzecie toalety to naprawdę temat kabaretowy w świetle tego,z czym ustrój prawny i polityczny będzie zmuszony się zmierzyć. Tyrania praw mniejszości odniosła następne wielkie zwycięstwo. Okazuje się, że nie trzeba do tego rządu lewicy liberalnej. Partie ponoć chadecko-konserwatywne same promują program, który w konsekwencji je odrzuci jako już niepotrzebne. Rządy „wesołków” będą naturalnym następstwem nowego społeczeństwa. Czyżby jedynym ratunkiem dla naszych zachodnich sąsiadów był islam?

 

Dla nas decyzja Trybunału Konstytucyjnego Republiki Federalnej nie oznacza nic dobrego. Potęga medialna, którą Niemcy u nas dysponują sprawi, że presja propagandowa przybierze na sile. Stosunki polsko-niemieckie z tego powodu jeszcze bardziej się skomplikują, gdyż rządząca siła sprawcza w Polsce widziana jest  za Odrą jako obóz konserwatywnego faszyzmu i opresyjnego katolicyzmu. Jej istnienie stanie się  jeszcze bardziej deprymujące, gdyż może się okazać, że jest wielu Niemców, którzy mają problem z asymilacją do nowych warunków społecznych i politycznych, a opór krnąbrnego sąsiada będzie niweczył zdobycze rewolucji LGBT. W związku z tym cenzura będzie musiała rozwinąć w niemieckich mediach swój zasięg i skuteczność tak, aby trzecia płeć miała dość przestrzeni i swobody, aby mogła wzrastać i doskonalić heteroseksualnych troglodytów. Koniecznym dla Polskiej racji stanu jest zbudowanie bloku państw, które przeciwstawiają się tej polityce obłędu. Z państw naszego regionu pod protokołem Stambulskim zobowiązującym państwa Unii do promocji wartości LGBT podpisała się jedynie Polska. Czas najwyższy, aby wypowiedzieć te zobowiązania i w zamian zaproponować blok obrony rodziny (i rozumu!) w krajach naszego regionu. Na pytanie przy rodzinnym obiedzie z okazji 99. urodzin Polski, jak ma się ta trzecia płeć nazywać, padła chyba bardzo trafna odpowiedź. „Jest kobieta, mężczyzna i Niemiec.”  O wyniku tego starcia nie przesądzi wbrew pozorom siła ale uporczywe trwanie przy swoim. Nas nie da się zaorać, ale można przemienić. Niestety to się dzieje… i aby temu się przeciwstawić trzeba mieć w sobie wiarę przodków i wolę walki o siebie, o własną tożsamość, o polski styl życia.