W najbliższy poniedziałek i wtorek będzie miała miejsce w Krakowie studencko-doktorancka ogólnopolska konferencja naukowa „Niepodległość. Idee-fakty-perspektywy”. Podczas dyskusji poruszone zostaną z pewnością ważne tematy, którym powinno poświęcać się szczególnie czas przy okazji obchodów 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Na wydarzenie to odbędzie się przy ul. Bernardyńskiej 3.

 

W tym roku przypada 100. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości, która stwarza doskonałą okazję do upamiętnienia trudnych dziejów naszego narodu. W nawiązaniu do tego zapraszamy do udziału w dwudniowej konferencji naukowej zorganizowanej przez Koło Naukowe „Phronesis” Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie i jego sekcję historii mówionej. Warty podkreślenia jest fakt, iż odbędzie się ona w Krakowie, w Skarbnicy narodowych pamiątek, mieście największych swobód w okresie zaborów, mieście Stańczyków, wielkich uroczystości patriotyczno-religijnych i kuźni przyszłej elity niepodległego państwa.

 

W pierwszym dniu obrad będziemy dyskutować nad politologicznym i ideologicznym ujęciem walki narodowowyzwoleńczej. Drugi dzień natomiast zostanie poświęcony na omówienie kwestii związanych z odzyskaniem niepodległości Polski w wymiarze regionalnym i lokalnym w relacjach historii mówionej. Podczas obu części konferencji będziemy rozpatrywać, jak przebiegała droga Polaków do niepodległości i jak sami Polacy o tej niepodległości mówili.

 

Mamy nadzieję na interesującą dyskusję oraz wartościową wymianę poglądów między uczestnikami.

 

W imieniu organizatorów serdecznie zapraszamy i zachęcamy do uczestnictwa. Poniżej zamieszczamy plan dwudniowej konferencji.

 

 

 

Pomimo tego, że do końca sezonu piłkarskiej Ekstraklasy została już tylko jedna kolejka, nadal nie jest pewne kto zostanie tegorocznym mistrzem Polski. W walce o ten tytuł pozostają Legia Warszawa oraz Jagiellonia Białystok. Problem wywołał fakt, że piłkarze z Warszawy rozgrywają swój ostatni mecz na stadionie w Poznaniu przeciwko Lechowi. 

 

Poznański „Kolejorz” oraz Legia postrzegani są przez kibiców w Polsce jako jedni z największych wobec siebie rywali, a mecze pomiędzy tymi zespołami określane są nawet „Derbami Polski”. To komplikuje sprawę panującej w polskiej piłce tradycji, zgodnie z którą mistrz Polski rozpoczyna świętować zdobycie tytułu na murawie zaraz po zakończeniu ostatniego meczu.

 

Plan zorganizowania alternatywnej fety dla piłkarzy Legii przy ich ewentualnym zdobyciu mistrzostwa miały zacząć obmyślać najpierw władze Lecha Poznań.  Obawiano się zbyt dużego zagrożenia dla zachowania bezpieczeństwa na stadionie, jeśli piłkarze z Warszawy mieliby świętować w obecności tłumu poznańskich fanatyków. Jednym z pojawiających się wówczas pomysłów, był plan rozpoczęcia fety po opuszczeniu stadionu przez kibiców. Odrzucono jednak tą koncepcję, gdyż mogła by ona i tak nie zbyt wiele zmienić.

 

Ważne rozmowy dotyczące tej kwestii miały odbyć się we wtorek podczas wideokonferencji przedstawicieli Jagiellonii Białystok, Legii Warszawa, Lecha Poznań oraz samej Ekstraklasy. Dość oryginalny pomysł wyszedł ze strony reprezentującego warszawski klub Jarosława Jankowskiego. Stwierdził on bowiem, że jeżeli organizator nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa to mecz można przenieść do stolicy. Tą propozycję uznano jednak za prowokację.

 

W końcu podjęto decyzje, że jeżeli piłkarze Legii zostaną mistrzami, wówczas jak najszybciej wrócą samolotem do Warszawy, aby tam świętować sukces ze swoimi kibicami. Poznański klub jest zobowiązany do zapewnienia możliwości przeprowadzenia takiego działania jak najsprawniej. Co ważne ten scenariusz zaakceptowały wszystkie strony. W przypadku zdobycia mistrzostwa przez Jagę, feta rozpocznie się oczywiście na stadionie w Białymstoku, gdzie piłkarze Jagiellonii występują w roli gospodarzy.

 

Strach przed ryzykiem zamieszek dodatkowo wzmacniają wspomnienia sprzed 14 lat. Wtedy to zaś Lech Poznań zdobył Puchar Polski na stadionie warszawskiej Legii. Doszło do wyjątkowo brutalnych zajść. Niektórzy piłkarze zostali pobici, a nawet odbierano im medale.

 

– Po wysłuchaniu argumentów Klubów podjęto decyzję, że w sytuacji, gdyby mistrzem Polski została Legia Warszawa, ceremonia wręczenia trofeum i złotych medali nie odbędzie się w Poznaniu, lecz zostanie przeprowadzona zaraz po powrocie zawodników i sztabu do Warszawy – przekazano w komunikacie wystosowanym przez Ekstraklasa S.A.

 

Wtorkowa decyzja spotkała się ze sporą krytyką, w tym również ze strony Polskiego Związku Piłki Nożnej.

 

– PZPN z wielkim zdziwieniem przyjął decyzję Ekstraklasy i czołowych klubów dotyczących wręczenia najważniejszych nagród na zakończenie sezonu 2017/2018. Przenoszenie tej ceremonii z miejsca, gdzie najprawdopodobniej może nastąpić najważniejsze rozstrzygnięcie ligowego sezonu, pokazuje brak szacunku dla wysiłku piłkarzy oraz koniunkturalizm władz spółki – stwierdził PZPN w swoim oświadczeniu.

 

Najprawdopodobniej jednak, plany jakie ostatecznie podjęto nie zostaną już zmienione w kontekście zbliżającej się soboty.

 

Wstrząśnięci tą tragedią ludzie przyłączają się do zbiórki pieniężnej w serwisie GoFoundMe. Jak przekazał „The Belfast Telegraph” udało się zebrać już ponad 31 tysięcy euro. Środki przekazane mają zostać rodzinom dwóch ofiar katastrofy, do której doszło w irlandzkim hrabstwie Offaly. Jedną z osób, które straciły w niej życie jest 7-letni Kacper.

 

Pochodzący z Polski chłopiec towarzyszył w niedzielę swojemu tacie na pokładzie samolotu transportującego spadochroniarzy. Maszyna wystartowała z lądowiska Clonbullogue. Była to Cessna 208 Caravan.

 

Niestety samolot runął w godzinach popołudniowych na ziemię nieopodal farmy wiatrowej Mount Lucas, zaraz po tym jak wyskoczyło z niego 16 spadochroniarzy. Wśród nich był ojciec Kacpra. Według relacji świadków, maszyna leciała bardzo nisko podczas powrotu na lotnisko. Doszło do zahaczenia Cessny o drzewo i zniszczenia jej ogona. To doprowadziło do katastrofy, w której oprócz 7-letniego Polaka, zginął również angielski pilot Neil „Billy” Bowditch.

 

– Samolot spadł prosto jak torpeda – opowiada Jimmy Slattery, która widziała to tragiczne zdarzenie.

 

Irlandzka komisja badania wypadków lotniczych prowadzi śledztwo w celu ustalenia szczegółów katastrofy. Miejsce, gdzie do niej doszło stanowią rozległe torfowiska. W związku z tym, wrak częściowo wbił się w podłoże.

 

 

Jarosław S. ps. „Masa” to najbardziej znany świadek koronny w Polsce. Znany jest z wystąpień publicznych lub przed kamerami w kominiarce oraz ze swojej wyjątkowo masywnej sylwetki. Jarosław S. swego czasu był ważnym członkiem mafii pruszkowskiej. Współpracował wówczas z tak znanymi postaciami w polskim świecie przestępczym jak choćby Andrzej Kolikowski ps. Pershing czy Andrzej Z. ps. „Słowik”.

 

Informacje o dzisiejszym zatrzymaniu świadka koronnego przekazało TVP Info. Jak poinformowano, „Masę” zatrzymali funkcjonariusze z łódzkiego Biura Spraw Wewnętrznych Policji.

 

Sprawa związana jest z prowadzonym śledztwem dotyczącym powoływania się na wpływy (np. w związku z obietnicą załatwienia pracy w policji), wyłudzeń kredytów bankowych oraz łapownictwa. Jarosławowi S. stawiany jest szereg poważnych zarzutów. Śledztwo prowadzi  Lubelski Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. Ustalono m.in. iż „Masa” oraz inni zamieszani w tą sprawę, mieli wręczać oraz przyjmować łapówki od urzędników. Miało to zapewnić ich pomoc i przychylność.

 

Oprócz Jarosława S. zatrzymano również sześć innych osób, mających współpracować ze sławnym świadkiem koronnym przy całym przestępczym procederze. Stawiane zarzuty nie mają jednak związku z działalnością przestępczą, w sprawie której zeznając, „Masa” otrzymał status świadka koronnego.

 

 

We wtorkowy wieczór, świat obiegła informacja o dość zaskakującej decyzji władz Korei Północnej. Mimo ostatnich pokojowych gestów, Pjongjang zawiesił rozmowy z Koreą Południową. Kilka godzin później pojawiło się ze strony komunistycznych władz ostrzeżenie dotyczące rozmów ze Stanami Zjednoczonymi. Kolejny komunikat, Korea Północna wysłała w świat również dziś rano.

 

Pierwszy lakoniczny przekaz mówił o odwołaniu dzisiejszego ważnego spotkania w strefie zdemilitaryzowanej z przedstawicielami Seulu. Odwołanie zaplanowanych rozmów na wysokim szczeblu argumentowane jest przez reżim północnokoreański faktem manewrów wojskowych realizowanych wspólnie przez USA i Koreę Południową.

 

Później władze w Pjongjangu zagroziły także odwołaniem spotkania Kim Dzong Una z Donaldem Trumpem. Spotkanie amerykańskiego i północnokoreańskiego przywódcy zaplanowane jest na 12 czerwca, a odbyć ma się w Singapurze.

 

Najnowszy komunikat, który obiegł świat rano to wystosowane przez Koreę Północną wezwanie Amerykanów do zmiany postępowania. Tym razem podpisała się pod nim konkretna osoba. Przedstawiciel komunistycznego reżimu Kim Kye-gwan przekazał, iż Kim Dzong Un uznaje, że Stany Zjednoczone wraz z władzami Korei Południowej próbują zmusić go do rezygnacji z arsenału atomowego, a nie dążą do szczerych rozmów. Takie informacja podała południowokoreańska agencja Yonhap.

 

Przedstawiciel strony północnokoreańskiej poinformował, że nie widzi sensu dojścia do skutku spotkania w Singapurze, jeżeli rozmowy nie będą prowadzone w taki sposób, aby Korea Północna mogła „właściwie zareagować”.

 

– Nieuniknione byłoby ponowne rozważenie, czy należy odpowiedzieć na zaproszenie na nadchodzący szczyt ze Stanami Zjednoczonymi – przekazał Kim Kye-gwan.

 

Jak poinformował Waszyngton, władze USA nie zamierzają zmieniać planów i kontynuują przygotowania do historycznego spotkania w Singapurze.

 

 

Wszystko zaczęło się od emisji programu „Woronicza 17” w ostatnią niedzielę. Wtedy właśnie ze studia TVP wyszli równocześnie przedstawiciel Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz Nowoczesnej. Miał być to wyraz protestu wobec faktu, że prowadzący program dziennikarz Michał Rachoń poruszył temat usług jakie świadczyła kobieta w wynajętym jej przez Stanisława Gawłowskiego mieszkaniu.

 

Politycy „totalnej opozycji” mają zapewne bardzo duży żal do Michała Rachonia, iż nie skupił się na marszu opozycji a faktach z życia polityka PO. Kilka dni po wydarzeniach w Telewizji Polskiej, do sprawy na Twitterze odniósł się europarlamentarzysta wybrany z ramienia Platformy Obywatelskiej- Dariusz Rosati.

 

– Pan Michał Rachoń spóźnił się ze swoimi talentami o 35 lat – w stanie wojennym byłby świetnym propagandzistą. Ale ma fart, trafił mu się PiS, bo inaczej klepałby biedę – stwierdził Rosati w swoim wpisie.

 

Zareagować na te słowa postanowił poseł Wolnych i Solidarnych Adam Andruszkiewicz. Szybko sprowadził on „na ziemię” przedstawiciela Platformy Obywatelskiej, przypominając mu dzieje z jego kariery politycznej w czasach PRL-u.

 

– Panie Rosati, przecież to pan był komunistycznym partyjniakiem z PZPR. Stracił pan okazję, by siedzieć cicho – odpowiedział poseł Andruszkiewicz europosłowi PO.

 

 

Taka kuriozalna sytuacja miała miejsce w chińskim Kunming. Su Yon to kobieta, która przyniosła pupila swojej rodzinie, przekonana iż będą mieli pieska. Okazało się jednak, że nie jest to wbrew pozorom słodki szczeniaczek…

 

Z początku zastanawiające stało się dla właścicielki, że pies może tyle jeść co miało miejsce w tym przypadku. Su Yon twierdzi, że ich zwierzak był w stanie zjeść całe pudełko owoców, po czym skusić się jeszcze na dwie duże miski makaronu. Taka sytuacja miała być codzienną rutyną.

 

„Piesek” nie przestawał wciąż rosnąć i osiągać rozmiary nietypowe dla domowego pupila. Zaczął w pewnym momencie nawet samodzielnie stawać na dwóch łapach i w ten sposób chodzić, co stało się bardzo zastanawiające w przypadku rzekomego psa.

 

– Im bardziej rósł, tym bardziej przypominał niedźwiedzia – opowiedziała Su Yon. Kobieta nie ukrywa, że osobiście niedźwiedzie „nieco ją przerażają.

 

W końcu rodzina zdecydowała się wezwać służby, które specjalizują się w kwestiach związanych z dzikimi zwierzętami. Po dotarciu na miejsce, nawet ich przeraził widok niedźwiedzia, który liczył sobie wówczas już ponad 100 kilogramów. Zanim wywieźli go od rodziny, musiał zostać on wpierw uśpiony.

 

Okazało się, że zwierzak to nie jak uważała rodzina pies rasy mastif tybetański, a przedstawiciel zagrożonego gatunku niedźwiedzi himalajskich.

 

Żona prezydenta USA- Melania Trump trafiła do szpitala Walter Reed National Military Medical Center, znajdującego się w stolicy Stanów Zjednoczonych Waszyngtonie. 

 

Pierwsza dama USA przeszła w waszyngtońskim szpitalu zabieg chirurgiczny. Jego przeprowadzenie wynikało z łagodnej dysfunkcji nerki. Melania Trump pozostanie w szpitalu na okres tygodnia.

 

Jak przekazała Stephanie Grisham, pełniąca funkcję rzeczniczki amerykańskiej prezydentowej, zabieg określany jako „embolizacja” udał się i przebiegł bez żadnych komplikacji.

 

– Pierwsza dama oczekuje na powrót do zdrowia, by móc kontynuować swą pracęna rzecz dzieci – poinformowała Stephanie Grisham.

 

W poniedziałek, swoją małżonkę w szpitalu Walter Reed National Military odwiedził prezydent Donald Trump. Sam również odniósł się do sprawy na jednym z portali społecznościowych.

 

– Zabieg się udał. Melania jest w dobrym nastroju – możemy przeczytać w treści twitterowego wpisu amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa.

 

Melania to już trzecia żona obecnie urzędującego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Pierwsza dama ma 48 lat i ze swoim 71-letnim mężem wychowuje ich syna Barrona, który ma obecnie ukończony 12 rok życia.

 

Ta wiadomość ucieszy. a także da nadzieje wielu przeciwnikom żydowskiego miliardera, którego działalność i finansowanie lewicowych inicjatyw budziło niepokój o stabilną sytuację oraz bezpieczeństwo w europejskich krajach. Tak było przykładowo przy okazji jego wsparcia dla masowej migracji z Afryki i Bliskiego Wschodu. Obawy przed jego zaangażowaniem miały miejsce również w Polsce, przy okazji protestów „totalnej opozycji” oraz pogłosek o planowanym „drugim majdanem” w naszym kraju.

 

Teraz fundacja Sorosa przestaje funkcjonować w kraju, w którym sam jej założyciel przyszedł na świat. Fundacja Open Society zdecydowała bowiem o przeniesieniu swojej działalności z Budapesztu czyli miasta, w którym urodził się Soros. Powodem takiej zmiany, jakim argumentuje fundacja swoją decyzję stał się „coraz bardziej represyjny klimat polityczny i prawny” na Węgrzech. Nie jest tajemnicą, że węgierski premier Viktor Orban, patrzył zdecydowanie nieprzychylnym okiem na działania miliardera Sorosa i jego organizacji.

 

– Decyzja o przeniesieniu działalności z Budapesztu została podjęta w czasie, gdy rząd Węgier przygotowuje się do nałożenia kolejnych restrykcji na organizacje pozarządowe poprzez pakiet ustaw, który określa jako „Stop Soros” – napisano w oświadczeniu opublikowanym przez fundację.

 

Fundacja Open Society zapowiada jednak dalsze wspieranie organizacji pozarządowych na Węgrzech.

 

Biuro z Budapesztu ma zostać przeniesione przez fundację do stolicy Niemiec- Berlina.